Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

środa, 28 listopada 2012

Smród wokół Smrodka

    Niestety nie najlepiej dzieje się ze Smrodkiem, czyli Grzesiem, Małpką nr 12, którą opisywałam jakiś miesiąc temu. Zapewne pamiętacie, że jego starszą siostrę wsadzono do MOW-u i chłopak bardzo to przeżył. Ja co prawda miałam nadzieję, że taki przykład wyjdzie mu na dobre i podziała jak straszak na zasadzie refleksji: "Jeśli ją mogli zamknąć, to i mnie mogą, jeśli nie przyhamuję". Okazuje się jednak, że neon z podobnym napisem przepalił się w mózgu ucznia i za cholerę nie chce świecić...
    Ale do rzeczy. Jak już pisałam, bezpośrednio po wyekspediowaniu siostry do zakładu Grześ chodził potwornie przybity, do tego stopnia, że wypłakał się nawet w rękaw wychowawczyni, pani Marzence. Potem chodził do szkoły jeszcze z tydzień, w trakcie którego zdołał zaleźć za skórę praktycznie wszystkim nauczycielom, a w Zeszycie Uwag kartki poświęcone jego skromnej osobie prędko się skończyły. Został wysłany na rozmowę do Pedagożycy, wychowawczyni ucięła sobie też przez telefon "pogawędkę od serca" z jego kuratorką, ale po Smrodku wszystko spływało, jak woda po kaczce. Przychodził do Zoo wyraźnie po to, by narobić problemów - a potem w ogóle przestał się pojawiać. Przepadł jak kamień w wodę i szczerze mówiąc nie spodziewaliśmy się go zobaczyć wcześniej, niż na wystawianie ocen [a i to przy dobrych wiatrach...], gdy tymczasem zmaterializował się wczoraj. I to akurat na język polski ze mną.
    Szczerze mówiąc to było mi go najzwyczajniej w świecie szkoda, bo chłopak kompletnie się zaplątał. Przez całe 45 minut robił wszystko, tylko nie to, co akurat było trzeba. Chcę z całą mocą podkreślić, że żadne z jego zagrań nie było chamstwem wymierzonym we mnie, ale jednak jego obecność w sposób skuteczny rozłożyła mi zajęcia. Siadł sobie sam w rzędzie pod oknem, w ławce przed najbardziej zdemoralizowanym klasowym bandziorem [przy czym słowo "bandzior" w tym przypadku nie jest ani odrobinę na wyrost] i robił najprzeróżniejsze rzeczy, byle mu tylko ta lekcja jakoś zleciała. Zaczął od gwizdania i śpiewania, potem przeszedł do chrumkania i wydawania innych, trudnych do sprecyzowania odgłosów. Potem zabawiał się rzucaniem w kolegów papierowymi kuleczkami, graniem w grę na komórce nie zadając sobie nawet trudu, by wyciszyć dźwięki [no bo po co...], a w przerwach oczywiście zagadywał bandziora. Jak się można domyślić, w takich warunkach większość lekcji straciłam na przywoływanie Grzesia do porządku, a w rezultacie musiałam mu postawić jedynkę za pracę na lekcji [czy raczej - jej brak]. To już go ma się rozumieć wyprowadziło z równowagi, postanowił więc znaleźć sobie bardziej agresywny sposób na manifestowanie swojego bólu istnienia. Przyczepił się mianowicie do nowego kolegi z klasy, który został zapisany pod nieobecność Smrodka. Zaczął mu dogryzać i czepiać się go o przysłowiowe: "I co się tak krzywo patrzysz?!". Z dzwonkiem natomiast wyleciał jak strzała, bo koledzy przekazali mu, że ma się zgłosić do wychowawczyni [takie dostali polecenie - wysłać go do niej, jak tylko pojawi się w Zoo]. Grześ więc nie namyślał się długo i nawiał, by tylko nauczycielka nie miała możliwości go zobaczyć.
    Dziś sprawa miała ciąg dalszy. Zauważyłam na dużej przerwie, że Grześ siedzi pod salą, dyskretnie więc odszukałam Marzenkę i zawiadomiłam ją o tym fakcie. Ta zgarnęła go z zaskoczenia, a potem zdała mi relację. Sprawa nie wygląda wesoło, bo Smrodek, nagabywany o swoje zachowanie i wagary, dał wychowawczyni do zrozumienia, że robi do specjalnie. Chłopak po prostu nie może wytrzymać w domu i TEŻ CHCE iść do zakładu, tak jak jego siostra. Jak stwierdził: "Tam jest całkiem fajnie, cisza, spokój, ciepło...". Wymyślił więc, że im gorzej się będzie zachowywał, tym szybciej go zgarną.
    Nie wiem jak Wam, ale mnie ręce opadły na takie dictum. To się w głowie nie mieści - jak paskudnie w domu musi mieć dzieciak, żeby wolał iść do ośrodka wychowawczego, niż mieszkać z rodzicami?! Dodam, że jego siostry nie wzięli przecież do Domu Dziecka, tylko do MOW-u, a więc placówki, gdzie trafia zdemoralizowana młodzież z wyroku sądowego. To naprawdę nie jest miłe i przyjazne miejsce, tylko budynek z kratami w oknach i z zakazem wychodzenia na zewnątrz, a w pokoju z tobą nie mieszkają normalne dzieci, tylko nastoletni chuligani z wyrokami. Przecież taki Grześ - krasnal przed mutacją z twarzą dziecka - zostanie tam zaszczuty... Nie wierzę, by nie zdawał sobie z tego sprawy, a mimo to chce tam iść.
    Groźba jest niestety całkiem realna. Smrodek ma już trochę na sumieniu i jest dobrze znany policji. W styczniu ma mieć rozprawę w sądzie i zgodnie z tym, co wiadomo Marzence, jeśli chłopak zawali półrocze [a więc jakieś jedynki czy nieklasyfikowania], to jest wielce prawdopodobne, że go zamkną. Ale co można zrobić, jeżeli on świadomie prowokuje takie rozwiązanie?

7 komentarzy:

  1. Po raz kolejny nie wiem, czy bardziej współczuć Tobie, czy jemu... Smrodkowi nie mam jak pomóc, ale Tobie na podtrzymanie na duchu, w ramach uznania za arcyciekawego bloga i przede wszystkim jako gest wirtualnej sympatii, przekazuję wyróżnienie Liebster Blog :) zapraszam po odbiór :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa :) Co do wyróżnienia - z zasady nie lubię "łańcuszków" i raczej nie biorę w nich udziału. Raz zrobiłam wyjątek dla Mag [bo weź tu odmów chodzącemu ziemskiemu ideałowi...], a teraz będzie casus nr 2 - bo po prostu podobają mi się pytania, na które poleciłaś mi odpowiedzieć. Tylko - czy mam to zrobić na łamach swojego bloga, czy w komentarzu na Twoim?

      Przy okazji, skoro już jesteśmy w temacie - Alannda, widziałam Twoje wyróżnienie, tylko - jak sama zauważyłaś - pytania były lekko zakręcone... Naprawdę mimo szczerych na większość z nich nie potrafiłabym udzielić odpowiedzi.

      Usuń
    2. Poczułam się wyróżniona tym wyjątkiem :) dziękuję :) odpowiedz, gdzie Ci najwygodniej :)

      Jeśli chodzi o łańcuszki, to nigdy nie rozsyłam tych mailowych, ale ten blogowy mnie urzekł :)

      Usuń
    3. Dragooo, Ty mnie zaczerwieniasz...
      A co do posta- Ty nie możesz czytać mojego bloga, bo pójdziesz z torbami, ja nie mogę czytać Twojego bloga, bo na zawał z nerwów padnę. Normalnie się ciśnienie podnosi, a jednocześnie w głowie się nie mieści, że można dzieciakowi w domu takie piekiełko robić, że woli pójść za kratki. To jest po prostu chore. Szkoda dzieciaka, tak jak i innych Małpek. Jak Ty tam dajesz radę psychicznie? Ja już bym dawno siadła.

      Usuń
    4. "Zaczerwieniać kogoś" - ładne. Pożyczam :)
      Mnie też się ciśnienie podnosi w takich wypadkach. Jak daję radę? Robię swoje i już, bo co innego można? Ale Grzesia to mi naprawdę szkoda, kurde, jakoś chłopaka lubię. Hipek zasugerował, żebyśmy go adoptowali :) Tjaaa... Pod kierownictwem Błotnego Ssaka nawet Smrodek zacząłby chodzić jak w zegarku, tego jestem pewna...

      Usuń
    5. No jak se Pumiszcze podporządkował, to już nic nie jest w stanie mu się sprzeciwić ;) . musicie mnie znowu odwiedzić, niech hipcio da lekcję dobrego wychowania mojemu Oskarowi

      Usuń
    6. No właśnie Hipek mi czytał, że Ci weterynarz polecił kocią terapię :)

      Usuń