Nie dzieje się ostatnio nic aż tak spektakularnego w Zoo, żeby można temu było poświęcić osobny wpis. Tym niemniej zdaję sobie sprawę, że moi wierni Czytelnicy przestępują z nogi na nogę, bo od ostatnich doniesień minęło już sporo czasu [widzę te Wasze codzienne logowania, będące dla autora niniejszego bloga jak wyrzut sumienia]. Póki co jednak jedyne, co mogę zrobić, by zaspokoić Waszą ciekawość, to przedstawić garść mniejszych spraw bieżących.
Gotowi? No to jedziemy :)
1) Przybyło mi nowe Muppeciątko - i to nie byle jakie. Otóż po rocznym zamknięciu w ośrodku wychowawczym wypuścili brata Sylwii [czyli Młodej Gniewnej], Filipa. Jest rok starszy, ale z powodu zakrętów życiowych zatrzymał się na etapie drugiej klasy gimnazjum. A kto inny, poza naszą przeszanowną placówką, przyjmie w swoje mury chłopaka z takimi kwiatkami w papierach? Wszak Zoo wszystkie dzieci kocha :) I tak to rodzeństwo wylądowało pod smoczymi skrzydłami. Póki co Filip jest spokojny, grzecznie nosi zeszyty, uważa, nawet się zgłasza na lekcjach - no ale przypuszczam, że z nim będzie spokój, bo w końcu wie już, czym grożą szczeniackie numery i niepoważne podchodzenie do obowiązków szkolnych. Poza tym, skoro u Sylwii mam posłuch, to i pewnie z jej bratem nie będę mieć problemów.
2) Co do samej Młodej Gniewnej natomiast, to sprawa nie wygląda zbyt różowo. Miała jeszcze przed feriami rozprawę sądową, w wyniku której wylądowała na badaniach psychologicznych, a potem psychiatrycznych. Co więcej, przebadano też resztę jej rodziny - jak przypuszczam chcą zdiagnozować, czy są tam warunki do właściwego wychowania dzieci. Kolejna rozprawa będzie jakoś pod koniec maja, ale sądząc po tym, jak rozmawiano z matką Sylwii oraz z nią samą na badaniach, prawdopodobne jest jednak, że sąd podejmie decyzję o odizolowaniu jej od rodziny.
Mam w tej kwestii mieszane uczucia. Z jednej strony tam się wyraźnie nie dzieje za dobrze, skoro po kolei wszystkie dzieciaki staczają się mniej lub bardziej. Najwyraźniej rodzice nie umieją nimi właściwie pokierować i przekazać im odpowiednich wzorców, co w połączeniu z "wychowaniem osiedlowym" daje negatywne skutki, kiedy tylko pociecha wchodzi w okres nastoletniego buntu. Z tej perspektywy dobrze, jeśli Sylwię by stamtąd zabrali. Z drugiej strony mam jednak wrażenie, że dziewczyna robi postępy, jeśli chodzi o pracę nad sobą. Przypominam, że z poprzedniej szkoły wyleciała do nas za zastraszanie koleżanki z użyciem noża w finale. A u nas jest spokój. Uczy się na trójkach i czwórkach, wybuchów złości ma coraz mniej, widzę wyraźnie, że stara się panować nad emocjami. No i sama mówi, że jej się w Zoo podoba. Szkoda więc może, by to przerywać i umieszczać ją na siłę w zamkniętym ośrodku wychowawczym.
No ale cóż, nie ja tu jestem od podejmowania decyzji...
3) Fance Metalu robię za przewodnik po świecie literatury [czyli jak by nie patrzeć zajmuję się tym, czym polonista powinien :)]. Zaczęło się od tego, że kazałam im czytać "Romea i Julię" i rozmowa zeszła na inne sztuki Shakespeare'a. Gorąco reklamowałam jej "Otella", a ponieważ wyraziła zainteresowanie, więc wepchnęłam jej egzemplarz do poczytania przy wielkanocnym stole. Zwróciła mi go po świętach z komentarzem, że jednak to nie na jej poziom umysłowy [bariera językowa jak sądzę niestety], a potem spytała, czy w bibliotece szkolnej mają "Lot nad kukułczym gniazdem", bo obejrzała ostatnio ekranizację i jest zachwycona. Wiedząc, że na 99% nie będą tego mieli, zaproponowałam, że pożyczę jej swoją książkę - tak się ucieszyła, że mało mi nie zawisła na szyi. "W promocji" dorzuciłam jej jeszcze "Władcę much" Goldinga. Jeśli połknie haczyk, to zarzucę ją Orwellem, a potem Stephenem Kingiem - tylko może bez "Carrie", bo chyba jednak Joasia nie powinna czytać historii o prześladowanej w szkole panience, która doprowadzona do granic wytrzymałości psychicznej urządziła w swoim miasteczku Armagedon...
4) Pocztą pantoflową doszły mnie niepokojące wieści na temat mojego ulubieńca Sebastianka. Przestał w drugim półroczu chodzić do szkoły, więc zaczęłam podpytywać jego kolegów z klasy, co się stało. Otóż chłopak podpadł komu nie trzeba i ma teraz taką sytuację, że boi się wychodzić z domu. Z tego, co mi powiedziano [z oczywistych względów nie znam szczegółów, a wywiad musiałam przeprowadzać bardzo taktownie], to nie jest to z jego strony martwienie się na zapas, tylko rzeczywiście zadarł z kimś, kto w środkach nie przebiera i obawa o zdrowie czy wręcz życie jest tu jak najbardziej uzasadniona. Małpki zapewniły mnie niestety, że Sebastian tak szybko do szkoły nie wróci.
Co to oznacza w praktyce? Enkaele i powtarzanie trzeciej klasy. Notabene w takim razie wyląduje w mojej muppeciarni.
Kurza twarz no... Szkoda chłopaka.
No trochę Ci się pomilczało :)))
OdpowiedzUsuń"Carrie" chyba faktycznie lepiej nie podrzucać FM, po co kusić los. Chociaż książka jest niezła (postać matki opisana genialnie!) - ekranizacje kitowe według mnie. Nawet ta ze Spacek. Ciekawa byłam co o młodej napiszesz. Zastanawiałam się czy zostaje u Was czy jednak wylatuje.
A co do Sylwii - może jestem naiwna, ale nikogo nie będzie interesowało, że robi tu postępy?
Kiedy nie mam o czym pisać, to nie lubię na siłę :)
UsuńJoasia na razie zostaje, nie ma gdzie wylecieć de facto. W przyszłym tygodniu mam zebranie z rodzicami, mam nadzieję, że ktoś się od niej pojawi.
Sylwia - z tym może być różnie, wszystko zależy od sędziego.
Teoretycznie jeśli nie masz o czym pisać, to może oznaczać, że nie dzieje się nic złego - czyli dobrze. Ale z drugiej strony nie ma notek. Hm... Ciężka sprawa ;)))
UsuńKrotko piszac: masz pelne rece roboty i serce otwarte na Twoje dziedziaki! Odwagi
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
:) Czyli dzień jak co dzień w Zoo.
UsuńPozdrawiam.
Aaa, no to masz teraz dodatkowe zadanie - podsuwać odpowiednie książki Fance Metalu- ale Ty masz dobrego nosa. Może dziewczyna wyjdzie na ludzi. Ja to taka starej daty jestem i wierzę w to,że książka potrafi coś w głowie poprzestawiać.
OdpowiedzUsuńMnie niestety praca w Zoo nauczyła, że życie to nie film i rzadko trafiają się totalne happy endy... Sukcesem to będzie, jeśli dziewczyna w wyniku mojego "kształcenia lekturowego" zajmie się czytaniem, przestanie wszystkich dookoła gryźć i dzięki temu skończy gimnazjum [czas najwyższy, na jesieni będzie już pełnoletnia...]. Na nic więcej nie liczę.
Usuń