Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

środa, 4 kwietnia 2012

Jestem czadowa

    Dobrze przeczytaliście. Tak, właśnie CZADOWA :) Skąd to samouwielbienie u Smoka? Hehehe, te słowa są cytatem, a w jakim kontekście padły, to zaraz opowiem.

    Nie milkną w szkole echa ataku furii Fanki Metalu oraz wezwania policji. Wspólnie zastanawiamy się - my, czyli szacowne Grono Pedagogiczne w postaci Wiceszefowej, Pedagożycy, nauczycieli przedmiotowych uczących w Muppeciarni oraz mojej skromnej osoby - co zrobić w sprawie konfliktu, bo jeśli nic nie zrobimy, to prędzej czy później dojdzie do tragedii.
    Następnego dnia po całym zdarzeniu Joasia ku mojemu zaskoczeniu pojawiła się w szkole. Trzeba notabene przyznać, że dziewczę ma jaja, bo ja pewnie na jej miejscu byłabym zbyt wystraszona tym całym bigosem, żeby przyjść. Spóźniła się jednak na pierwszą lekcję dobre 15 minut, co się akurat dobrze złożyło - pierwszy mieli język polski ze mną, miałam więc okazję wygłosić płomienną przemowę do reszty Muppeciątek. Można ją streścić mniej więcej tak: "W konflikcie nigdy nie jest tak, że jedna strona jest dobra, a druga zła. Wiem, że Joasia nie jest łatwa w kontakcie, ale wiem też, że i wy byliście dla niej nieprzyjemni. Póki co macie ode mnie polecenie służbowe zostawić ją w spokoju, wszystko jedno, jak by się zachowywała. Jeśli będzie nieprzyjemna, macie albo ją ignorować i odejść na bok, albo zgłosić sprawę nauczycielowi. Nie wolno wam jej oddawać, nawet, jeśli zacznie pierwsza. Jeśli dacie się sprowokować, będziecie ponosili taką samą odpowiedzialność, jak ona". Nie muszę chyba mówić, że to się moim wychowankom nie spodobało i usiłowali protestować, ale zostali przeze mnie ostro spacyfikowani. Potem pojawiła się Fanka Metalu, więc na przerwie kazałam jej zostać ze mną sam na sam w klasie i powtórzyłam jej dokładnie to samo, tyle, że w drugą stronę - jeśli klasa będzie ją prześladować, to ma zgłosić sprawę nauczycielowi, ale nie wolno jej się odgryzać, chyba że chce być tak samo winna. Porozmawiałyśmy też chwilkę na temat jej wybuchu. Nie miała do mnie na całe szczęście żalu, że podjęłam decyzję o wezwaniu policji. Powiedziałam jej, że rozumiem źródło jej gniewu w tamtym momencie [biedna Marzenka pechowo kazała jej się dosiąść akurat do Daniela, z którym dziewczyna miała świeżutki konflikt], ale że to nie może w żadnym wypadku usprawiedliwić takiego zachowania, a już zwłaszcza zbluzgania Bogu ducha winnej nauczycielki. Zdaję sobie sprawę, że musi być jej cholernie trudno na co dzień, ale mnie - jako wychowawcy - zależy przede wszystkim na tym, by w tej klasie każdy mógł czuć się bezpiecznie, że nie jestem po niczyjej "stronie", tylko chcę, by wszyscy mogli na co dzień dobrze funkcjonować jako grupa. Odparła, że mi wierzy i chyba rzeczywiście tak jest.

    Co dalej? Wiceszefowa, po wysłuchaniu relacji z tamtego zdarzenia, pochwaliła mnie za decyzję zadzwonienia po niebieskich. W sytuacji, gdy miałam do czynienia z agresywną, bluzgającą uczennicą, której reakcji nie da się przewidzieć, a z jej rodzicami nie można się skontaktować, to było to jedyne rozsądne rozwiązanie. Muszę przyznać, że mi ulżyło... Powstał też pomysł, by na lekcje do mojej klasy przychodziła pani psycholog z pobliskiej poradni, która ma u nas dyżury co dwa tygodnie. Nie będą to zdaje się mediacje w pełnym słowa tego znaczeniu, ale w każdym razie możliwość, by obie strony konfliktu mogły spuścić trochę pary w obecności neutralnego katalizatora, który będzie pilnował, by nie przegięli i nie zaczęli się nawzajem obrzucać błotem. Poza tym z praktycznego punktu widzenia dzieciaki dostaną sygnał, że ich nie lekceważymy i traktujemy sprawę śmiertelnie poważnie, więc istnieje szansa, że przestaną sobie skakać do oczu [przynajmniej na jakiś czas]. Czy to coś da? No gorzej w każdym razie nie będzie...
    Pierwsze takie spotkanie odbyło się już dwa dni temu, we wtorek, bo akurat wypadał dyżur pani psycholog. Zostawiliśmy dzieciaki w klasie z nią i pedagożycą, przebieg rozmowy znam więc tylko z relacji. Póki co obie strony się wygadały i nie doszły do żadnego porozumienia, ale tego nikt nie oczekiwał od razu. Ciąg dalszy wszak nastąpi.
    Na zakończenie zdradzę, skąd tytuł dzisiejszego wpisu. Otóż w pewnym momencie pani psycholog zapytała Muppety o relacje ze mną. I tutaj uczniowie wyjątkowo zgodnie stwierdzili z pełnym przekonaniem i bez cienia ironii, że... "No wychowawczynię to my mamy czadową!".
    Rogala na gębie miałam przez resztę dnia, aż z radości wysłałam smsa do Hipka i Seniorki :) Usłyszeć taki komentarz z ust dzieciaków, które z założenia mają szkołę głęboko tam, gdzie słoneczko nie dochodzi i są przekonane, że nauczyciele to wredne kanalie, które powinno się zrzucić z mostu z wielkim kamieniem u szyi - to doprawdy BEZCENNE.

   
   

13 komentarzy:

  1. Śledzę sobie od jakiegoś czasu Twoje przejścia z rzeczoną Fanką Metalu i przyznaję - jesteś czadowa. Tak się składa, że mam podobny przypadek, roboczo nazywany przeze mnie Dzieckiem Przemroku (i mówię to jako długoletni fan metalu, mroku, flaków i surowej kiełbasy :D ). Na moje szczęście nie jest nawet 10 procentami tego, co opisujesz - jedynie krańcowo wycofanym i aspołecznym dzieckiem, które demonstracyjnie przesiada się do ostatniej ławki, gdy ktoś przez przypadek się do niej dosiądzie (a nie daj Boże posadzić ją z kimś na kolokwium) oraz odzywa się wtedy, gdy to ona uzna za stosowne.. Ale na moje nieszczęśćie... cóż, na owo nieszczęście składają się następujące czynniki:

    a) dziewczyna jest krańcowo nieprzystosowana do życia w społeczeństwie i wyraźnie ma na to wpływ jakaś historia z rodziny - aż boję się myśleć, co to może być... moje szacunki na podstawie fragmentarycznych danych wskazują na skrajnie zaborczą matkę, ale mogę się mylić

    b) ja uczę w szkole wyższej, więc nie powinienem już nikogo wychowywać, ergo: nie chcę się wpieprzać - inna sprawa, że całość mocno mi śmierdzi i nie mam pojęcia, jak do tej kobiety się dobrać (czy w ogóle powinienem? kilkakrotnie zgłaszałem sprawę do dziekana, ale zdaje się, że bez efektu)... Jeszce inna sprawa, że na studia przychodzą mi ludzie na poziomie niedorobionego LO, którzy w przeważającej większości potrzebują jeszcze wychowawcy [tak, będę smędził i uważał, że gimnazjum jest błędem, bo wcześniej się z takimi ludźmi nie spotkałem]

    Nie ukrywam, że chętnie zapoznałbym się z Twoją opinią. Masz na co dzień do czynienia z trudniejszymi przypadkami niż ja. Forum publiczne nie jest jednak najlepszym miejscem do wywnętrzniania się... mogę napisać jakiegoś maila?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rafale, sama jestem długoletnią fanką metalu [no, może bardziej gotyku], choć akurat surową kiełbasę i flaki zostawiam Hipkowi :). Tak się też składa, że cały okres liceum miałam status dziwadła [i to nie tylko z powodu muzyki], więc potrafię sobie doskonale wyobrazić, co tacy ludzie jak Joaśka przeżywają. Inna sprawa - mnie się jakoś udało znaleźć sobie niszę i nie popaść w totalną agresję wobec świata.
      Wcale nie smęcisz - gimnazjum JEST błędem, w ogóle cała ta reforma jest poroniona. I cieszę się jak cholera, że załapałam się jeszcze na system 8+4, zawsze to powtarzam.

      Jak najbardziej możesz napisać maila, postaram się pomóc, jeśli tylko będę w stanie. Weź tylko pod uwagę, że jestem magistrem filologii polskiej [broń Boże nie "magistrą"!!! - fuuuj], a nie psychologiem. Pracuję "na czuja", to wszystko.
      Mój adres: ajwar@interia.eu

      Usuń
  2. Nie nie, ja też nie jestem fanem ślepego dorabiania rodzaju żeńskiego do wszystkich rzeczowników męskich :) ostatnio z moją piękniejszą połową miałem długą dyskusję językoznawczą na ten właśnie temat, rozpoczęty od nieszczęsnej "ministry"... Nie traktuję Cię również jako wyroczni, raczej jako współtowarzyszkę nauczycielskich doli i niedoli, z którą mogę się wymienić doświadczeniami. Oczekuj maila niebawem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie do owej nieszczęsnej "ministry" piłam :)

      Usuń
  3. Smoku, moje gratulacje. Jestem dumny z Ciebie. Sciskam Cie mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Eugeniusz chyba też by był, nie?

      Usuń
    2. pewnie Jego medody bylyby z tych mocno radykalnych (pogadaj z Jachem :) ale mysle, ze tez bylby z Ciebie dumny :)

      Usuń
    3. On by taką agresywną Małpkę najpierw zbluzgał, a potem rzucił w nią kulą :P :P :P

      Usuń
  4. też mi się rogal pokazał na gębie- tylko mi nie proponuj zrobienia ciasta rogalowego ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. a idź Ty zmoro kusząca! ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. "Czadowa" - za takie coś powinnaś nie tylko mieć rogala na twarzy, ale i promienieć jak po wycieczce w Czarnobylu. Od tzw. zwykłych uczniów chyba nieczęsto można to usłyszeć, a co dopiero od Małpiątek :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba, dobry humor miałam do końca dnia i chwaliłam się każdemu, kto chciał słuchać.

      Usuń