Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

wtorek, 17 kwietnia 2012

Świętujemy


Panie i panowie, dzisiejszy post ma charakter tylko i wyłącznie osobisty.

[tu nastąpiły WERBLE]

Niniejszym pragnę donieść, że dziś mija rok, od kiedy


Hipopotam

zamieszkał w Pomarańczowej Pieczarze razem ze

Smokiem, a także z



wrednym Pumiskiem.

    W ten sposób cała trójka utworzyła najdziwniejsze stado w całej Polsce, a może i nie tylko :) 


    Oczywiście, że różne rzeczy w życiu mogą się zdarzyć, ale nie należę do osób, które uwielbiają martwić się na zapas i szukać dziury w całym, aby tylko nie zapeszyć.
- Mam własną, pomarańczową norkę, do której nikt obcy mi się nie wtrąca.
- Mam pracę, która pozwala mi się utrzymać na przyzwoitym poziomie, a która daje mi mnóstwo satysfakcji i którą naprawdę lubię.
- Budzę się codziennie koło człowieka [ups, przepraszam - błotnego ssaka :)], który mnie dobrze rozumie, potrafi mnie rozśmieszyć, traktuje mnie jak Smoka Świata i do tej pory ani razu mnie nie zawiódł.
    Dlaczego miałabym więc nie mówić, że jestem szczęśliwa, skoro JESTEM?

    Wiecie co? Czasem warto zaryzykować, nawet jeśli wszyscy ludzie dookoła pukają się w główki. Nie mówię, że zawsze, ale są takie momenty, kiedy należy posłuchać intuicji - czy jak to cholerstwo nazwiemy - która mówi głośno i wyraźnie, że masz zrobić tak i koniec. Skąd wiadomo, czy to akurat ta chwila? Dobre pytanie i ja Wam na nie nie odpowiem, nie będzie tak łatwo :)
    Sama miałam w życiu dwa takie momenty. Pierwszy, kiedy jako potrzaskana wewnętrznie 21-latka nie miałam najmniejszych wątpliwości, że muszę jechać na drugi koniec Polski pożegnać się z człowiekiem, którego nigdy nie poznałam osobiście, a który - sam o tym nie wiedząc - uratował mi życie. Ten wyjazd zapoczątkował moją przemianę wewnętrzną [że tak się niezwykle mądrze wyrażę...] i w rezultacie stałam się zupełnie inną osobą: spokojniejszą, mniej krytyczną i nie robiącą sobie więcej krzywdy.
    A drugi moment? To właśnie mniej więcej rok temu. Jak to się wydarzyło, opisywałam już w poście Bajka. Czyste szaleństwo, wiem. Ale niech się ono ciągnie jak najdłużej. I tego mi proszę życzyć z okazji dzisiejszej rocznicy :)


12 komentarzy:

  1. Ja tam nie widzę nic dziwnego w mówieniu, że jest się szczęśliwym, kiedy jest się szczęśliwym.

    Życzę Wam jeszcze wielu rocznic spędzonych w Pomarańczowej Pieczarze bądź gdzieś indziej. Zresztą nieistotne gdzie, ważne, że razem :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ludzie często krzywo się patrzą, kiedy ktoś po prostu mówi, że jest szczęśliwy...

      Dziękuję za życzenia w imieniu swoim i Hipka - no i Pumiska :) Zgadza się, ważne, że razem.

      Usuń
    2. A co tam ludzie :))) Wiem, że są tacy, co to do pocieszania pierwsi, ale boli ich słuchanie, że komuś się udaje. Trudno, ich problem :)))

      Usuń
  2. I żyjcie długo i szczęśliwie kochani :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale zwierzyniec :-) Tylko się zastanawiam jak Hipopotam, Smok i wredne Pumisko się dogadują ze sobą :-))))) Przypuszczam, że Wredne Pumisko rządzi. prawda??? Bo ktoś musi :-D :D :D
    Super są te obrazki :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie napisałam, że to najdziwniejsze stado w Polsce :)

      Puma generalnie boi się tylko Hipka - na zasadzie, że jeśli ja jej powiem, żeby zeszła ze stołu, to MOŻE posłucha, a Hipek wystarczy, że się na nią krzywo spojrzy... Czyli: Pani jest od kochania, Pan od wychowywania. Standard :)

      A Smok i Hipek? Nie ma reguły, ale jakoś symbioza międzygatunkowa działa. I to już rok :)

      Usuń
  4. A co do rysunków... to tylko szablony ClipArtu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ...
    ...
    ...
    Moje gratulacje...
    (zatkalo mnie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do pierwszego, to sam wiesz, jak było, Robalku :)

      Usuń
    2. Mimo wszystko jakos mi tak dziwnie... Nie, ze Go nie pamietam... ale zycie poszlo naprzod... I takie reminiscencje kaza mi sie zatrzymac i pomyslec... Choc chwilke...
      Az strach pomyslec, co by bylo gdyby Go nie bylo w naszym zyciu...

      Oczywiscie zycze Wam jak najdluuuuuuuuzej... nawet Pumie... Choc w niej lubie tylko to, ze jest czarna... Przez sentyment ;)

      Usuń
    3. Jej Wysokość wybacza Ci to wspaniałomyślnie, świadoma, że każdy musi mieć jakieś wady :):):)

      Skoro ja Eugeniusza pamiętam, to co dopiero Ty... Nie myślę o nim jako o nadczłowieku, bo miał całe mnóstwo wad i niedoskonałości, ale jako o kimś, kto pokazał mi inną drogę na mapie. Nie dowiem się "co by było gdyby" - i dobrze mi z tym :)

      Usuń