Chłopak ma 16 lat, nie jest więc już dzieckiem, ale patrząc na niego nie mogę powstrzymać się przed zdrabnianiem jego imienia, również kiedy zwracam się bezpośrednio do zainteresowanego. Ma niewinną buźkę i na pierwszy rzut oka wcale nie wygląda na typową Małpkę. Nawiasem mówiąc nie omieszkałam mu tego powiedzieć: ostatnio skończyliśmy zajęcia troszkę wcześniej, a że to była ich ostatnia lekcja, to spakowali się i już "luźno" czekali na dzwonek. Sebastianek wyjął papierosa, umieścił go sobie w ustach i siedział na ławce majtając nogami. Poprosiłam, żeby schował fajkę, co zrobił bez szemrania pytając: "A co, bardzo panią razi?". Na co odparłam zgodnie z prawdą: "Sam papieros nie, ale po prostu do ciebie nie pasuje. Masz bardzo miłą i sympatyczną twarz, a ta fajka wszystko psuje". Koledzy zaczęli się z niego nabijać, że pozory mylą, ale samemu chłopcu chyba zrobiło się przyjemnie. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Sebastian pochodzi z bardzo biednej rodziny [swoją drogą - ciekawe, od kogo wysępił tego szluga...?]. Nie widać tego na pierwszy rzut oka, owszem, ubrany jest czysto i w "całe" ubrania, ale przecież wywiad szkolny działa... Zresztą, do Zoo chodziło też jego starsze rodzeństwo i inni nauczyciele mówili mi, że ich dyskretnie dożywiali. Nie inaczej jest z moim uczniem. Notabene takie działania wymagają dużego taktu. Pamiętam taką sytuację - przerwa między dwoma polskimi w ich klasie, zostałam w sali i wyjęłam kanapkę, pora była wczesnoobiadowa. Kiedy zaczęłam ją rozpakowywać, poczułam na sobie czyjś natarczywy wzrok, to było aż namacalne doświadczenie. I rzeczywiście - Sebastian siedzący w drugim rzędzie ławek wpatrywał się w tę kanapkę w taki sposób, w jaki ja zwykle gapię się na zabytkowe starodruki. Kiedy się zorientował, że widzę jego wzrok, grzecznie życzył mi smacznego a potem spytał lekkim tonem: "A z czym pani ma?". W tym momencie Dragonka uruchomiła pokłady swoich zdolności aktorskich i rzuciła tak niedbale, jak umiała: "Eee, z kiełbasą żywiecką i pomidorem... Wiesz co, a miałbyś ochotę? Po tej godzinie i tak jadę do domu na obiad, jak zwykle w pracy nie mam czasu zjeść kanapki i w sumie to mi się nie bardzo chce, ale szkoda, żeby się zmarnowała... To co, lubisz żywiecką...?" Nie muszę chyba dodawać, że wziął i pochłonął, natomiast zachował twarz i uwierzcie, to było nie mniej ważne, niż zapełnienie żołądka.
Sebastian rzadko pojawiał się w szkole w pierwszym semestrze i ma coś około pięciu enkaeli, w tym z języka polskiego. Na pytanie, jak ma to zaliczyć odparłam, że przede wszystkim chodzić na zajęcia i nie łapać pał, to wtedy go puszczę. I trzeba przyznać, że jak na razie się wywiązuje - dostał nawet ostatnio 3 ze sprawdzianu z "Quo Vadis" i przeczytał "Małego Księcia". Pracuje tak, jak umie, widać, że się stara, a to mi wystarczy. Ma potwornie niewyparzony język i bluzga tak, że uszy puchną, choć kiedy "łapie się" na tym, że przeklął przy mnie, to się poprawia i w związku z tym mają miejsce tego typu zabawne wypowiedzi: "Psze pani, to kiedy znowu popierdalamy... to jest idziemy na jakąś wycieczkę?". Ostatnio uparł się, że chce się ze mną wybrać na kawę - i weź tu człowieku odmów, żeby się chłopak głupio nie poczuł... Najpierw stwierdziłam, że jestem zajęta, a poza tym zawsze wolałam facetów starszych ode mnie, na co odparł niewzruszony: "Ale to mena też pani weźmie, weselej będzie." W końcu stanęło na tym, że wrócimy do rozmowy, jak skończy szkołę, bo ja z głąbami się nie umawiam, nawet koleżeńsko. Ma teraz dodatkową motywację do nauki :)
Co tu dużo mówić, lubię chłopaka. Nie twierdzę, że jest święty - sporo pije, zdaje się, że pali też nie tylko tytoń. Ma poza tym jakąś sprawę o kradzież, nie znam szczegółów, bo nie jestem jego wychowawcą. Potrafi wycinać brzydkie numery i nie panuje nad złością, jak typowa Małpka. Ale jeśli chce, umie być bardzo symatyczny i taki "normalny". A przy mnie na ogół chce.
[Od lutego schudłam już łącznie 8,5 kg :) :) :)]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz