13 listopada grupa muzułmańskich fanatyków religijnych dokonała serii zamachów w centrum Paryża. W wyniku tego zginęło kilkaset przypadkowych osób [jeszcze nie wiadomo dokładnie, ile - wielu ludzi walczy wciąż o życie w szpitalach], których jedynym "przestępstwem" było znalezienie się w niewłaściwym miejscu i czasie. Europa jest w szoku i w żałobie, rządy państw zastanawiają się, co z tym wszystkim zrobić - a zwykli ludzie chodzą oddawać krew dla rannych, składają kwiaty przed ambasadami Francji oraz zmieniają zdjęcia profilowe na FB na takie z flagą czerwono-biało-niebieską w tle.
Długo zastanawiałam się, czy opublikować jakikolwiek post komentujący to wydarzenie. Mierzi mnie bicie piany na ludzkiej tragedii i dyskusje pod hasłem: "Kto jest temu winien?" [w sensie - uchodźcy? lewacy? polityka "multi-kulti"? Angela Merkel? etc...], od których obecnie huczy Internet. Nie znaczy to jednak, że nie myślę o tym, co się stało w Paryżu. Przecież to byli zwyczajni ludzie, mieszkający w - zdało by się - cywilizowanym świecie, niedotkniętym wojną, uczący się, pracujący, płacący podatki i mający w związku z tym prawo spodziewać się, że jutro też wstanie zwykły dzień. Otóż okazuje się, że dla nich już nie wstanie, bo jakiś sku*** postanowił chwycić za kałacha lub obwiązać się bombą. Ot tak po prostu.
Paryż nie jest na drugim końcu świata, a poza tym dla terrorystów odległości nie mają znaczenia. Kto mi zagwarantuje, że następnym razem któryś świr nie spojrzy na mapę i nie powie: "Hmm... Polska... A czemu by nie tutaj...?".
Idę pod koniec listopada z Havrankiem na koncert muzyki barokowej. Generalnie pewnie nie mam się czego obawiać - ale nie można mieć 100% pewności, bo kto przewidzi, co się uwidzi islamiście jednemu z drugim? W jednym momencie słucham muzyki - a w drugim są strzały i wybuchy... I tak Mysza w kilka chwil nie ma już mamy, a Hipek żony. A ja nigdy nie słyszę, jak moja córa mówi do mnie: "Kocham cię" ani nie widzę, jak ląduje na pupie po zrobionym pierwszym kroku.
I poryczałam się, pisząc te słowa.
Jedno jeszcze muszę napisać - w końcu to mój blog, który ma odzwierciedlać przede wszystkim moje przemyślenia i punkt widzenia. A od jednej myśli nie mogę się odgonić, odkąd usłyszałam o zamachach w Paryżu.
Wysilam swoją całą pamieć, przegrzebuję zakamarki mózgu, ale jakoś nie mogę sobie przypomnieć ani jednej nazwy organizacji czy ruchu ateistycznego, który w imię swojej ideologii - czyli, że nie istnieją żadni bogowie - mordował ludzi tylko dlatego, że nie podzielają ich poglądów. Piszę całkiem poważnie. Słyszeliście o jakimś oszalałym ateiście, który zabijałby przypadkowych chrześcijan, muzułmanów, buddystów czy kogokolwiek innego właśnie za to, że ośmielił się w coś wierzyć? Albo jeszcze lepiej - o jakimś niewierzącym fanatyku, który obwiązałby się materiałami wybuchowymi i wysadził w powietrze w miejscu pełnym ludzi? Który w imię hasła "Boga nie ma!" byłby gotów umrzeć i jednocześnie zabić kilkadziesiąt przypadkowych osób?
No bo ja jakoś nie potrafię przypomnieć sobie nikogo takiego. Za to ludzi, którzy wycierali sobie usta religią przy mordowaniu innych - całą masę. I to nie pojedynczych świrów - całe organizacje były do tego powoływane, całe narody, całe państwa szczyciły się tym, ilu to "niewiernych" posłały w piach, na stos, pod topór czy co tam jeszcze. Przez stulecia prym w tym wiedli chrześcijanie [różnych odłamów], a teraz mamy islamistów. Z punktu widzenia ofiar - to i tak wszystko jedno, prawda?
To co jest nie tak z tą religią, co? I czemu wobec tego to ateistów wiecznie oskarża się o brak moralności, nihilizm, szarganie wartości, znieczulicę, niewrażliwość, egoizm oraz wszelkie plagi świata? Aha - w naszym kraju jeszcze do tego zestawu dorzuca się zwyczajowo "brak patriotyzmu". Bo przecież jak Polak, to katolik...
Zaznaczam, że nie chciałam urazić żadnego z moich wierzących Czytelników [a wiem, że są tu tacy]. Ale tak, jak napisałam - to mój blog i w związku z tym moje przemyślenia. I powyższa refleksja serio nie daje mi spokoju.
Prawdę powiedziawszy to cieszę się ,że mieszkam w Polsce.
OdpowiedzUsuńNa razie mamy tu 4 pory roku i zimę i zimno,
co skutecznie odstrasza różnych naciągaczy.
Współczuję Francji i ludziom tam mieszkającym.
Nie widzę rozwiązania tej kwestii.
Trzeba chyba zajrzeć do historii, może już było podobnie i co należało zrobić.
Ponoć tradycja i jej utrzymanie powoduje,że wiemy co robić.
Ponoć...
Pozdrawiam serdecznie...
Mysza ? :-)
Przegapiłam...
Zdrowia Wam życzę :-)
Obawiam się, że klimat może tu nie mieć nic do rzeczy. Mimo wszystko terroryzm i uchodźcy nie są tożsame, bo zamachy były przecież o wiele wcześniej. Tak więc zimno przed bombami nas nie uchroni.
UsuńCo do historii, to mam wrażenie, że niestety jedyną "receptą" na przestrzeni wieków było wyrżnięcie przeciwników...
Dragonello, nie czuje sie urazona, jako wierzaca katoliczka. Rozumiem moc Twoich uczuc - rzeziom w imie religii na przestrzeni wiekow trudno zaprzeczyc. Ale czy naprawde sadzisz, ze te "religijne" mordy maja faktycznie cos wspolnego z religia? Z wiara?
OdpowiedzUsuńA poza tym powiedz mi taka rzecz; a Hitler? A Stalin? Czy rzeczywiscie punktem wyjscia tego, co robili byla religia? Moj wujek, ksiadz katolicki, znalazl sie w obozie koncentracyjnym tylko dlatego, ze odprawil Msze za swojego zmarlego probosczcza, w obozie koncentracyjnym zameczonego. Wujek oboz przezyl, z tego, co wiem, bywal duzym wsparciem dla wspolwiezniow, ale nigdy specjalnie o obozie opowiadac nie chcial - bo twierdzil, ze ludzkie slowa nie sa w stanie opowiedziec o obozie, a w szczegolnosci o ludziach, ktorzy tym obozem zarzadzali. To nie byli fanatycy religijni - to byli czasami "zwykli" ludzie, w ktorych wojna odkryla i wydobyla na swiatlo dzienne najgorsze ludzkie instynkty.
I dlatego pozwol, ze nie zgodze sie z Toba, ze to religia jest tym zrodlem, ktore pcha ekstremistow do okrutnych czynow w jej imie. Moja religia jest bardzo prosta - mowi :kochaj blizniego. Moja religia mowi : pomoz dziecku, ktore placze, ustap miejsca staruszce w autobusie, nawet jak Cie dzga palcem pod zebro ;), usmiechnij sie do tego skwaszonego pana z naprzeciwka, daj innym ludziom przestrzen na i ch wolnosc i ich poglady, o ile nie krzywdza one innych. I moja religia mowi tez : nie zabijaj. I nie, nie wiem ile w tym wiary, ile wychowania, ile innych okolicznosci, bo religia jest po prostu czescia mnie.
Bardzo lubie Twoje posty Dragionello i czesto tu "po cichu" zagladam, dlatego pozwolilam sobie na taki wpis. Podkreslam - nie czuje sie urazona, ale uwazam Cie za inteligentna osobe i wierze, ze potrafisz spojrzec rowniez z innego punktu widzenia.
Pozdrawiam i zycze samych dobrych chwil dla szczesliwej rodzinki:)
zaba
Żabo, zapraszam do częstszego komentowania. Lubię dyskutować - oczywiście pod warunkiem zachowania pewnego poziomu kultury. Wcale nie zależy mi na tym, żeby na mój blog wstęp miały tylko osoby, które w 100% podzielają mój światopogląd.
UsuńCo do Hitlera i Stalina, to żaden z nich nie deklarował, że morduje w imię religii [choć - nawiasem mówiąc - Stalin akurat kształcił się na zakonnika, a wśród najbliższych współpracowników Hitlera co najmniej kilku wywodziło się z bardzo religijnych domów, jak np. Rudolf Hoess, syn pastora]. Nie każdy zbrodniarz szuka natchnienia w religii - to oczywiste.
Twoja religia nakazuje Ci kochać innych ludzi - ale ta sama religia w przeszłości nakazywała mordowanie w bestialski sposób innowierców i to jeszcze obiecując za to najwyższą nagrodę, czyli zbawienie. Podobnie jest teraz z ismalem, muzułmanie przerabiają dokładnie to, co chrześcijanie kilka wieków temu. To religia była inspiracją dla krucjat czy powołania świętej inkwizycji - a teraz jest do prowadzenia ataków terrorystycznych. Ci ludzie naprawdę robili [robią] to z Bogiem [Allahem] na ustach. Nie znaczy to, że każdy chrześcijanin czy każdy muzułmanin to fanatyczny morderca - ale jednak [o czym właśnie było z zakończeniu mojego posta] nie zdarzają się ateiści mordujący w imię ateizmu. Ujęłabym to tak: nie każdy chrześcijanin/ muzułmanin to inkwizytor/ terrorysta, ale KAŻDY inkwizytor/ terrorysta to chrześcijanin/ muzułmanin. I z tym chyba trudno się nie zgodzić.
A za pozdrowienia dziękuję :)
Ehh.. wiedziałam, że tak będzie. To nie tylko Twoja refleksja, Dragonko. Ona się pojawiła w wielu miejscach...
OdpowiedzUsuńCzy ktoś mordował w imię tego, że "Boga nie ma"? Nie wiem. Czy ktoś mordował w imię tego, że religia to opium dla ludu, którą należy unicestwić? Tak. Mordowano wierzących w imię uwolnienia od wszelkiej religii - w Hiszpanii, we Francji, w Rosji, w Polsce. I to niedawno, w zeszłym stuleciu. Tylko czy to naprawdę chodziło o "uwolnienie ludzi od religii"? Bo ja raczej myślę, że chodziło o to, żeby zabrać jednym "rząd dusz" i sprawować go samemu.
I dokładnie tak samo jest z fanatyzmem religijnym. Nie chodzi o mordowanie w imię Boga, tylko o rząd dusz. o kasę i władzę. Taka jest inspiracja " z góry", od tych, którzy czerpią zyski. A że przy okazji ktoś z dołu - czy fanatyczny komunista, czy fanatyczny rewolucjonista, czy fanatyk religijny serio wierzy w to, że czyni dobrzę, czyni w imię Boga czy wolności - to jest ludzka natura. Chcemy wierzyć, że czynimy słusznie, nawet gdy źle czynimy. I nikt z nas nie jest wolny od tego zagrożenia, wierzący i niewierzący.
I teraz nie obraź się na mnie, bo wiesz, ze ja jestem z bardzo porządnej ateistycznej rodziny z tradycjami - ale ateizm jest pewną optyką patrzenia na życie, tak jak wiara, i ani jedno, ani drugie nie jest żadną gwarancją niczego. Znam kupę fajnych ateistów. Ale znam i takich, których się boję, bo np. biją żonę i zieją nienawiścią, a jeden otwarcie życzył mi śmierci dlatego, ze wierzę (twierdząć, że samym swoim istnieniem i chodzeniem do kościoła szerzę szkodliwą sugestię, że wiara jest czymś dozwolonym i normalnym, a nie jest). I to co napisałaś teraz, jest dla mnie zrozumiałe w obecnej sytuacji, ale jest też niepotrzebnym dokładaniem cegiełki do budowania podziałów między ludźmi, do dzielenia na lepszych i gorszych. Nie ma sensu tego robić, Dragonko. Nie ma na świecie takiej ideologii, która by swoim wyznawcom gwartanowała, że są bezpieczni od stoczenia się w zło. Ateizm też tej gwarancji nie daje. Każdy z nas, wierzący i niewierzący, zmaga się z życiem na własną odpowiedzialność i tę odpowiedzialność ponosi.
Uściski.
Idę pracować z moimi muzułmańskimi kolegami z pracy :)
Komunizmu - jako ruchu bądź co bądź ateistycznego - rzeczywiście nie wzięłam pod uwagę. Choć mam wrażenie, że ich głównym frazesem, którym wycierali sobie usta, było oddanie władzy w ręce "ludu pracującego" i "sprawiedliwy" podział dóbr. A brak religii to przy okazji, a nie jako myśl przewodnia.
UsuńW żadnym wypadku nie obrażam się na Ciebie - nota bene publikując mojego posta myślałam głównie o Tobie jako o osobie, której absolutnie nie chciałabym swoim stanowiskiem urazić. Rozumiem, że pośród ludzi wierzących [wszystko jedno, o której religii mówimy] są i fanatycy, i osoby porządne, wrażliwe, uczciwe... Tylko obserwując tę drogę, którą teraz podąża świat, a także mając świadomość zła, które wyrządziła religia w przeszłości, jakoś trudno mi opędzić od takich myśli, jakie zawarłam w poście.
Tak się złożyło, że w moim bliskim otoczeniu nie mam żadnych muzułmanów - choć znając siebie, to pewnie traktowałabym ich zwyczajnie, bo do tej pory nawet, jeśli czuję "generalną" niechęć do jakiejś nacji czy społeczności, to nie przekłada mi się to automatycznie na pojedyncze osoby [tak mam dla przykładu z Niemcami - naród kojarzy mi się jednoznacznie negatywnie, co nie przeszkadza mi w życzliwych kontaktach prywatnych czy służbowych]. Pozdrów "swoich" - musi być im bardzo ciężko obecnie. Udowadniać bez przerwy, że "nie są wielbłądami" :(
Ja jestem pewna, że traktowałabyś ich zwyczajnie i z szacunkiem :)
UsuńMyślę, że musi być im ciężko, choć szczerze mówiąc, staramy się o tym nie rozmawiać. Raz tylko, gdy kolega tłumaczył różnice między sunnitami, szyitami i alewitami, ktoś zapytał, z której grupy są terroryści. Kolega powiedział, że z żadnej. I że oni są bardzo źli na terrorystów, którzy używają religii jako zasłony dla swoich zbrodni. Znam to uczucie :(
Choć, szczerze Ci napiszę, wcale nie jest łatwo - nie mieć dziwnych myśli i obaw, i wątpliwości, w takiej sytuacji, jaką mamy teraz na świecie. Pracujemy razem, rozmawiamy, śmiejemy się... ale to wszystko jest jakoś podszyte niepewnością i strachem. To naprawdę trudna sytuacja.
Ja toczę mocny bój ze sobą, żeby się nie dać strachowi i trzymać tego, w co wierzę.
"Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”.
Uściski! :)
Jako humanistka z szacunkiem odnoszę się do każdego człowieka - dopóki nie zrobi czegoś takiego, że przestaje zasługiwać na szacunek. Przykazanie bezwględnej miłości bliźniego i nakaz miłowania nieprzyjaciół mnie nie obowiązuje i w obecnej sytuacji bardzo się z tego powodu cieszę. Wobec ludzi, którzy dla własnego widzimisię krzywdzą innych mogę sobie wobec tego pozwolić na jak najbardziej słuszny gniew, że tak się znowu odwołam do mojego ulubionego Arystotelesa...
UsuńMożesz i to wcale nie stoi tak bardzo w sprzeczności z nakazem miłowania :)
OdpowiedzUsuńMiłość chrześcijańsaka nie jest uczuciem, tylko postawą. Ta postawa zakłada, że się drugiego człowieka nie krzywdzi, że się nie działa na jego szkodę, nie odpowiada złem na zło, ale "zło dobrem zwycięża". Co wcale nie znaczy, że się nie można bronić przed złem, że nalezy na nie przymknąć oko. Miłość chrześcijańska wyklucza odwet i nienawiść - tylko tyle i aż tyle.
Ja wcale nie lubię tych, co dokonują zamachów, ani ich nie rozumiem. Modlić się za nich też, przyznaję, nie umiem na ten moment. Natomiast póki żadna z nas, Ty i ja, nie nawołuje do tego, aby ukarać wszystkich muzułmanów, pozbyć się ich etc. - to już jest posatwa zgodna z duchem chrześcijańskim :)
A Arystotelesa też lubię :)
No i widzisz - w mojej postawie jak najbardziej mieści się nienawiść wobec ludzi, którzy zachowują się jak bestie. Jestem stuprocentowo pewna, że gdyby ktoś np. potraktował Myszę tak, jak zwykli postępować muzułmańscy terroryści z małymi "niewiernymi" dziewczynkami, to bym mu własnoręcznie wydrapała oczy, a to by był dopiero początek. I nie miałabym żadnych, ale to żadnych wyrzutów sumienia - a nie wykluczone, że sprawiłoby mi przyjemność patrzeć jak cierpi ktoś, kto skrzywdził moją córkę.
UsuńA, w kwestii komentarza do cytatu z Biblii, który przywołałaś, to przypomniała mi się polemika Petroniusza z Markiem Winicjuszem na temat chrześcijaństwa. Nie to, żebym uważała Sienkiewicza za najwyższy autorytet moralny, ale to akurat jest dla mnie bardzo trafne [cytuję z pamięci]: " Jeśli będziemy dobrem za zło płacić, to czym wobec tego zapłacimy za dobro?".
Usuń