Z racji tego, że póki co - ODPUKAĆ! - Mysza jest spokojnym, pogodnym i dużo-śpiącym dzieckiem, na urlopie macierzyńskim zaskakująco znalazłam czas na czynność niegdyś przeze mnie ulubioną, a z powodu obowiązków zawodowych prawie rzuconą w kąt. Chodzi mi o... czytanie książek dla przyjemności :) Nie znaczy to, że odkąd skończyłam studia i rozpoczęłam "karierę" najpierw zwykłego nauczyciela, a potem tresera małpek w Zoo, to w ogóle przestałam cokolwiek czytać. A i owszem, lektura była jak najbardziej, tyle że głównie specjalistyczna w rodzaju poradników metodycznych lub fachowych. W ostateczności zabierałam się co jakiś czas za odświeżanie kanonu lektur, bo skoro magluję dzieciarnię z "Potopu" [to jeszcze za czasów pracy w LO], "Krzyżaków" czy innych "Syzyfowych prac", to sama muszę być z tego nie do zagięcia. Ale na "zwykłe" książki nie wystarczało mi już najczęściej albo czasu, albo ochoty - bo prawdę powiedziawszy po całym dniu mądrzenia się o literaturze i gramatyce, a potem ślęczenia nad klasówkami, to wolałam odstresować się przy komputerze grając w jakże "ambitną" grę RPG albo jeszcze mniej wymagający odmóżdżacz, polegający na zbieraniu na ekranie jakichś gadżetów na czas.
Nie chcę przez to powiedzieć, że opieka nad niemowlęciem to zbijanie bąków, tym niemniej faktem jest, że córa daje mi się wyspać i odetchnąć. A ponieważ nie mam jak się przy niej zmęczyć umysłowo [no bo jednak bez przesady...], to wróciła mi ochota na zwyczajną lekturę. A skoro tak... to może uruchomię w ramach bloga nowy cykl? Jest "Dragonka w kuchni" - czas więc na "Czytelnię Dragonki". Oczywiście żaden tam ze mnie bloger literacki [tu niezmiennie mole książkowe odsyłam do witryny Magulca], podobnie jak kulinarny. Ale od czasu do czasu coś przecież mogę moim drogim Czytelnikom polecić, prawda?
Na pierwszy ognień pójdzie nota bene książka, którą wygrałam w konkursie na wspomnianym wyżej blogu "Kącik z książkami".
Anna Moczulska, Bajki, które zdarzyły się naprawdę. Historie słynnych kobiet, Kraków 2015.
Zawsze - równolegle z literaturą piękną - interesowała mnie historia [zwłaszcza ta dawniejsza]. Zostałam jednakże polonistką, a nie profesjonalną historyczką z wykształcenia - bo absolutnie nie należy tu liczyć zdobycia uprawnień do nauczania historii przez ukończenie studiów podyplomowyh. Bardziej zatem od skrupulatnych, ściśle historycznych relacji pełnych dat i suchych faktów, interesowały mnie dzieje świata "od kuchni", czyli historia z perspektywy ludzi, którzy ją tworzyli. Zamiast więc czytać dajmy na to o przebiegu wojny, wolę poznać biografię ludzi, którzy ją wywołali.
Książka Anny Moczulskiej prezentuje sylwetki słynnych kobiet, których życiorysy pogrupowała wokół znanych, bajkowyh motywów. Mamy tu zatem - dla przykładu - Elżbietę Rakuszankę w roli Kopciuszka, siostry Jagiellonki jako Śpiące Królewny czy Bonę Sforzę i Barbarę Radziwiłłównę jako odpowiednio Złą Królową i Królewnę Śnieżkę. Trzeba przyznać autorce, że wybrała nad wyraz barwne przykłady, nie ograniczając się tylko do ukazania najbardziej znanych kobiecych biografii. Obok tak słynnych i do znudzenia wałkowanych w adaptacjach filmowych postaci, jak Krwawa Maria Tudor czy wspomniana już nieszczęsna ukochana żona Zygmunta Augusta, znajdziemy też inne, mniej znane, ale jak się okazuje równie fascynujące dzieje Katarzyny I [żona cara Piotra Wielkiego], mrożącą krew w żyłach historię Klary Zach [która miała pecha wpaść w oko Kazimierzowi Wielkiemu] czy love story w wykonaniu Elizy Radziwiłłówny i cesarza Wilhelma.
Kolejną cechą wyróżniającą książkę - obok baśniowego pomysłu na prezentację bohaterek - jest zdecydowanie beletrystyczny, lekki styl autorki, właściwy bardziej dla powieści awanturniczych, niż dla lektury traktującej bądź co bądź o postaciach historycznych. Zaznaczyć tu należy, że Anna Moczulska nie ma bynajmniej ambicji zaserwowania czytelnikowi poważnej pozycji naukowej i żaden szanujący się historyk nie zniżyłby się do przeczytania jej książki w innych celach, niż rozrywkowe. To jednak udało jej się znakomicie - przedstawione tu opowieści są ciekawe, trzymają w napięciu, a całość nie jest przegadana i przeładowana. W sam raz na miłą, odprężającą lekturę po całym dniu pracy [czy opieki nad dzieckiem... :)].
Reasumując mój wywód - książka nadaje się dla historyków-amatorów, którzy lubują się w podglądaniu życia prywatnego osób znanych z kart podręczników. W sam raz, by dowiedzieć się czegoś nowego, ale za bardzo się przy tym nie zmęczyć.
Smocznego :)

ha! Świetny pomysł z tym cyklem! I cieszę się, że książka odprężyła i spodobała się Smoczycy :)
OdpowiedzUsuńBaaardzo mi się spodobała :) Pochłonęłam ekspresowo i teraz czyta Seniorka.
Usuńja to bym pochłonęła tę drożdżóweczkę ze zdjęcia :)
UsuńA pyszne robią, i owszem :) W połączeniu z kawą rewelacja.
UsuńJa bym sugerowal polaczenie dwoch dzialow w jeden - ''Dragonka czyta w kuchni'' :D i nawet zdjecie pasuje jak ulal :) Ja ostatnio nic nie czytam. Nic mi sie, kurwa, nie chce. (Zgodnie z zasada, ze wulgaryzmy sa integralna czescia jezyka nie bede ich gwiazdkowal).
OdpowiedzUsuńDragonka + kuchnia + książka = przypalony obiad :)
UsuńWulgaryzm Cio wybaczę - a to dlatego, że "kurwa" to dla Ciebie obecnie nie jest przecież wulgaryzm :)
Dragonka + kuchnia + książka = przypalony obiad :) - no widzisz? same plusy Ci wyszly :D
Usuń