Jadąc wczoraj tramwajem na wieczór panieński mojej przyjaciółki jeszcze z czasów licealnych, usłyszałam taką oto rozmowę grupki młodych stuentów [na moje oko pierwszego - góra drugiego roku]. Wiadomo, sobota wieczór, ostatni weekend przed przerwą świąteczną, trzeba się zatem zrelaksować w jakimś modnym klubie przy czymś głębszym...
- Mmm, nareszcie święta, jadę do domu... Tyle żarcia, wreszcie się nawpierdalam..
- No chyba ty...
- A co, ty nie jedziesz do domu?
- A po co mam jechać? Do ojca przyjeżdża jakaś dupa, albo on pojedzie do dupy, to nie będę im przeszkadzał.
- A mama?
- Po cholerę mam jechać? Mama nie ma neta...
Kurtyna :)
Moja mama tez nie ma neta a i sie nie nawpierdalam, bo musze sam gotowac. Ale mimo to jade :)
OdpowiedzUsuńPewnie ten kwiat młodzieży studenckiej określiłby Cię mianem frajera :)
UsuńO rany... jak do tego dochodzi? Jak?
OdpowiedzUsuń:(
Dobre pytanie, Synafio - i jak zwykle bez jednoznacznej odpowiedzi :(
Usuń