Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Równe i równiejsze

    Jak Wam już pisałam, co roku normą w Zoo jest po kilka uczennic w ciąży i nie inaczej jest teraz. Sama uczę dwie, przy czym u jednej jest to stan świeżutki, za to druga finiszuje, bo rodzi już w maju. Z tego względu zdarza się, że lekcje ze mną w naturalny sposób zamieniają się w WDŻ, czyli Wychowanie do Życia w Rodzinie. I nie widzę w tym nic złego. Na szczęście w Zoo nie istnieje coś takiego, jak presja osiągania wysokich wyników nauczania [bo cokolwiek nauczyć te dzieciaki to i tak jest sukces pedagogiczny...], więc jeśli od czasu do czasu dla odmiany dowiedzą się czegoś z półki pt. "świadome rodzicielstwo", to tylko im wyjdzie na dobre. Przynajmniej w tym temacie jestem osobą wiarygodną i na bieżąco.
    Nota bene miałam ostatnio na polskim w mojej klasie taką sytuację, że na pięć obecnych na sali osób cztery były "w temacie": ja w ciąży, Patrycja w ciąży, jeden chłopak w maju zostanie ojcem, a drugi na jesieni. Przyniosłam Patrycji wyniki mojego pierwszego badania prenatalnego z opisem - po to, by ją przekonać, by odżałowała te 250 złotych i sobie zrobiła, bo to naprawdę podstawa [a niestety NFZ refunduje tylko w określonych przypadkach]. No i jak się reszta dorwała, tak pół lekcji przegadaliśmy na temat niezbędnych badań i opieki medycznej nad przyszłą matką. A co, sami swoi :)
    Inna sprawa, że dość przykra refleksja się wyłania po moich rozmowach z Amelią [tą, co będzie rodzić w maju] i jej chłopakiem Danielem [którego jestem wychowawczynią]. Chodzi o społeczne podejście do przyszłych matek. Niby się wydaje, że średniowiecze dawno minęło, niby mieszkamy w dużym mieście, niby społeczeństwo mamy wykształcone i oświecone, niby wreszcie Polska jest krajem katolickim, a więc w założeniu "miłującym bliźniego jak siebie samego". Tjaaa... Guzik prawda. Powiem wprost: dwulicowość w traktowaniu kobiet ciężarnych jest porażająca i po prostu nie mieści się w głowie.
    Oto mamy Smoczycę, czyli 31-letnią poważną kobietę, wyglądającą jak najbardziej na osobę, dla której biologicznie "czas najwyższy mieć dziecko". Co więcej, będącej w na tyle dobrej sytuacji materialnej, by nie chandryczyć się z NFZ-em, tylko móc pozwolić sobie na prywatne wizyty ginekologiczne plus opłacenie wszystkich zleconych badań. W efekcie wszyscy lekarze są dla Dragonki bardzo mili, z anielską cierpliwością tłumaczą co i jak, uspokajają, rozwiewają wszystkie wątpliwości i odpowiadają na każde, nawet najbardziej bzdurne pytanie. Oczywiście Hipo jako ojciec dziecka [ale póki co jeszcze nie mąż], towarzyszy Smoczycy podczas każdziuteńkiej wizyty i z wypiekami na twarzy ogląda na monitorze USG, jak Hipciosmoczylla wykonuje rozmaite ewolucje gimnastyczne.
    No tak, można by powiedzieć: "klient płaci i wymaga", czyli jak to zwykle z polską służbą zdrowia. Ale ciekawe też jest to, że i na co dzień, w zwyczajnych sytuacjach, jak dotąd spotykam się z pozytywnymi reakcjami ludzi. Raz już ustąpiono mi miejsca w tramwaju [jakaś młoda dziewczyna], dwukrotnie też przepuszczono mnie w kolejce w sklepie [na wniosek sprzedawczyni, ale klienci nawet nie skomentowali, traktując to jako coś oczywistego, że kobieta w ciąży nie powinna stać w kilometrowym ogonku]. Jakoś tak to wszystko naturalnie wychodzi.
   Zatem - jakież było moje zdziwienie, kiedy podzieliłam się tymi refleksjami z Amelią, czyli 19-letnią panną, która zdecydowanie nie ma wyglądu nobliwej matrony, tylko nastolatki z wielkim brzuchem... Na prywaną opiekę medyczną oczywiście ją nie stać, więc czeka w tasiemcowych kolejkach, ale to i tak jeszcze nic. Przyplątała jej się toksoplazmoza, więc te badania prenatalne, za które ja muszę bulić ciężką kasę, jej przysługują w ramach ubezpieczenia. No dobra, fajnie - ale oczywiście NIE MA MOWY, aby do gabinetu wszedł z nią Daniel i obejrzał sobie na ekranie córeczkę [chociaż strasznie chciał]. Nic z tego, gówniarzu, mężem nie jesteś, to waruj na korytarzu, zakaz wstępu i to mimo usilnej prośby samej Amelii. I tak co chwilę - wszystko darmowe, ale robione z wielką łaską, a wydębić jakąkolwiek informację od lekarza czy pielęgniarki graniczy z cudem. A na co dzień - jeszcze gorzej. Amelia jest w 8 miesiącu i ani razu nie zdarzyło jej się, żeby ktoś jej ustąpił gdziekolwiek miejsce, o przepuszczeniu w kolejce nie wspomniawszy. Ludzie albo traktują ją jak powietrze, albo patrzą wzrokiem pełnym pogardy, że taka młoda a już z brzuchem. A że dziewczyna pyskata nie jest, to się nie wykłóca, tylko uszy po sobie spuszcza i stoi ledwo na spuchniętych nogach z kręgosłupem pękającym z bólu od dźwiganego z przodu ciężaru.
    Chore to to. Po prostu chore.


    Żeby tak jednak całkiem pesymistycznie nie kończyć, to pochwalę się na zakończenie czymś fajnym. Otóż odkąd się okazało już na 100%, że będzie dziewczynka, to Babcia Seniorka zaczęła kompletować dla małej wyprawkę. Najpierw nieśmiało i delikatnie [ot, dwa pajacyki przywiezione... z Portugalii :)], a ostatnio to już całą parą. Jak tak dalej pójdzie, to Dragonka nie będzie musiała kupić nawet pół kaftanika, bo o wszystko zadba babcia :) Spokojnie, nie będę Was zanudzała rewią niemowlęcej mody, ale jedno ubranko po prostu muszę Wam pokazać i już. Zaraz zrozumiecie, dlaczego :)




    Różowy Hipopotam :)

6 komentarzy:

  1. oooo jaaaa, ale body! Bossskie :)
    A swoją drogą, to rzeczywiście chora sytuacja. W sumie wiem co znaczy darmowa opieka lekarska, mogłabym elaborat napisać na podstawie własnych doświadczeń. Szkoda mi tej dziewczyny. A na zakończenie też optymistycznie powiem,że jak ważyłam 12 kog więcej niż teraz, to też mi miejsca w tramwaju ustępowali, bo myśleli, że kobieta w ciąży :) Dodam, że korzystałam :))). Wiem, będę się smażyć w piekle, w które Ty akurat nie wierzysz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzisz, Babcia Seniorka zaszalała :) Są jeszcze spodenki... z mordką Prosiaczka na pupie oraz kaftanik z kapturem z uszkami :)

      To Ty schudłaś już 12 kg? Pogratulować, no kochana, to jest dopiero wyczyn. Szacun dla tej pani!

      Usuń
  2. To jest po prostu body ostemplowane przez Hipa, zeby bylo wiadomo, kto jest ojcem :)
    A co do reszty... To jest to po prostu przykre. R akurat ma ubezpieczyciela prywatnego, wiec tam mu zalatwiaja wszystko na biegu i na telefon. Ja, poki co, nie mam potrzeby szlajac sie tutaj po lekarzach, ale jak dotad moje doswiadczenia sa calkiem pozytywne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce to wiadomo, jak działa państwowa służba zdrowia. Choć z Hipem mamy i bardzo pozytywne doświadczenia - oddział hematologii, w którym był leczony, powinien stanowić wzór sprawnego prowadzenia, ale też rzetelności i etyczności lekarzy. I mamy też oboje świetną lekarkę rodzinną, tak się trafiło.
      Za to ginekologa właśnie zmieniłam z powodu ciąży, bo mój to tylko wypisywać recepty potrafił. Jak u niego wylądowałam z podejrzeniem kłopotów z jajnikiem, to nawet nie zauważył, że to nie jajnik, tylko 7 tydzień ciąży...

      Usuń
  3. Piękne Hipciowe ubranka! Cudo!

    A co do społecznego odbioru... Paskudne to :( Dziewczyna z chłopakiem zachowali się odpowiedzialnie, biorą konsekwencje swoich decyzji na klatę, angażują się, a tzw. "społeczeństwo" i tak będzie lepiej wiedzieć i wydawać oceny, ehh.. A przecież gdy ktoś w człowieka wierzy i ktoś go wesprze, to naprawdę większe są szanse na to, że się tak zwyczajnie, po ludzku uda.

    Mam nadzieję, że mają obok siebie życzliwe dusze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to z uczniami w Zoo bywa - mają rzecz jasna porąbaną sytuację rodzinną, w skrócie - u niej bida aż piszczy, on wychował się w domu dziecka, teraz jest "na usamodzielnieniu", w dodatku choruje na padaczkę... Dobre dzieciaki, ale łatwo im nie będzie.
      Ja nie jestem w stanie ogarnąć tego, że ludzie mogą traktować kobiety w ciąży tak wybiórczo. Uogólniając - ci sami ludzie [bo przecież i ja i Amelia mieszkamy w tym samym mieście, nawet dość blisko siebie] mnie ustępują miejsca, przepuszczają w kolejce i uśmiechają się - a na niej wieszają psy. Obie w ciąży, tyle że ja wyglądam na "matkę-Polkę", a Amelia na gówniarę. To jak widać wystarczy :(

      Usuń