Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 15 marca 2015

Zoo a ciąża

    Temat w mojej szkole zawsze aktualny i na czasie, choć ostatnio dla mnie bardziej z oczywistych względów. Ale przecież wydawać by się mogło, że co innego, kiedy nauczycielka zajdzie w ciążę [w końcu dorosła kobieta - wolno jej :)], a co innego, jeśli uczennica. Nie wiem szczerze mówiąc, jak do takich kwestii obecnie podchodzi się w zwyczajnych szkołach - to pewnie jak zwykle zależy od konkretnej placówki. W poprzedniej szkole, w której pracowałam - zwykłe, przeciętne liceum - przez 3 lata mojej kadencji mieliśmy jedną maturzystkę w stanie błogosławionym. Nie było z tego żadnej afery, być może dlatego, że bądź co bądź dziewczyna miała już 19 lat, a poza tym potem zaczęły się jej jakieś komplikacje i poszła na zwolnienie. Nie wiem, jak to wygląda w mniejszych miastach czy bardziej konserwatywnych społecznościach. Różne rzeczy natomiast można powiedzieć o Zoo, ale w przypadku ciężarnej uczennicy, to jestem pewna, że nie mogła trafić lepiej, niż do nas.
    Podopiecznych z rosnącymi brzuszkami mamy co roku kilka - odkąd tam pracuję było już ich tyle, że przestałam liczyć. Trzy przypadki relacjonowałam Wam w sposób bardziej szczegółowy. Pamiętacie zapewne Emilkę, czyli 15-latkę o buzi aniołka i o "bardzo małym rozumku", której niewiele lat starszy kolega zmajstrował dwójkę dzieci, które jej ostatecznie i tak odebrano i umieszczono w rodzinach zastępczych. Następna to pamiętna Młoda Gniewna - nota bene mam z nią stały kontakt, bo odwiedza mnie regularnie w Zoo, a poza tym w pierwszej gimnazjum wylądowała niedawno jej młodsza siostra. Na szczęście sama Sylwia jakoś sobie radzi - tzn. pracuje, uczy się w liceum zaocznym, a córka chowa się póki co zdrowo. Ojciec dziecka oczywiście się na nie wypiął, dokładnie tak, jak przewidywałam, ale czego innego należało się spodziewać po 30-latku biorącym się za dziewczynę, która nawet nie skończyła gimnazjum... Ostatnia mamusia to Dorotka, ale co się z nią dzieje, to naprawdę nie wiem, bo oboje ze Sławkiem nawet nie skończyli u nas trzeciej klasy, a potem zostali skreśleni z listy uczniów, bo ileż można powtarzać rok, jak się jest pełnoletnim... Oprócz nich przez Zoo przewinęło się jeszcze wiele innych "ciężarówek", bo w końcu mamy do czynienia z młodymi dziewczynami w wieku rozrodczym, które mają na ogół dość beztroskie podejście do życia [czyli, że ogólnie "jakoś to będzie'], a do tego nikłą wiedzę na temat antykoncepcji. Obecnie w Zoo z tego, co mi wiadomo, są trzy uczennice w ciąży - jedna w pierwszej gimnazjum [mieszkająca nawiasem mówiąc w placówce opiekuńczej - czyli nie umieli jej upilnować...], jedna w trzeciej zawodówce [uczę ją polskiego - fajna dziewczyna, ma nienajgorzej poukładane w głowie, dziecku krzywdy nie zrobi], a trzecia - i to jest bardzo świeża informacja - to moja własna wychowanka Patrycja, może kojarzycie, ta od wygodnickiego tatusia. No cóż, analizując postawę życiową pannicy, to się musiało tak skończyć, skoro była przyzwyczajona do tego, że robi co chce, a agresją i bezczelnością może wymusić na rodzicach dosłownie wszystko... Idę zresztą o zakład, że wychowanie wnuka spadnie na dziadków, bo nie spodziewam się, żeby nagle sama Patrycja zechciała wziąć odpowiedzialność za swoje dziecko, skoro całe życie robiła wyłącznie to, na co miała ochotę, a rodzice spuszczali uszy po sobie.
    No dobrze, a jaką w tym wszystkim politykę wobec przyszłych matek ma samo Zoo? Przede wszystkim nigdy nie robimy z tego halo, tylko traktujemy temat zwyczajnie, nie szukając tanich sensacji. Po drugie naprawdę staramy się jak tylko możemy ułatwić im życie, w związku z czym opłaca się uczennicom jak najszybciej szkołę powiadomić o ich odmiennym stanie. Nierzadko zresztą w Zoo wiemy wcześniej, niż zainteresowane powiedzą w domu - tak było w przypadku Młodej Gniewnej i tak jest teraz z Patrycją, która powiedziała w piątek opiekunce praktyk zawodowych, ale na 100% jej rodzice jeszcze nie wiedzą. A zatem staramy się przede wszystkim umożliwić im zaliczenie roku, a potem służymy radą, jak załatwia się np. indywidualne nauczanie z paragrafu "matka karmiąca". Generalnie wychodzimy z założenia, że one i tak będą miały wystarczająco pod górkę, więc nie mamy zamiaru rzucać im dodatkowych kłód pod nogi.

    Co do brzuchatej Smoczycy, to - jak wspominałam - same małpki zachowują się wspaniale. Wiecie, te dzieciaki w większości są z rodzin wielodzietnych, a zatem miały okazję widywać swoje własne mamy w ciąży, a niejednokrotnie zatrudniane były potem do pilnowania młodszego rodzeństwa, czyli przewijania niemowlaka, kąpania, zabawiania, nocnego wstawania... Doskonale zatem wiedzą, czym to wszystko pachnie :) Mam np. w swojej klasie takiego dość nadpobudliwego kibolka, który znany jest z tego, że o byle co wali w mordę i generalnie cholernie łatwo go zdenerwować. Rok temu urodził mu się braciszek i okazało się, że młodzieniec po prostu go uwielbia. Jak sam przyznał, nie ma możliwości, by malec go wyprowadził z równowagi, mimo że ryczy ile wlezie, jak przestało na niemowlę. Może bawić się z nim godzinami, robić do niego głupie miny, śpiewać mu i nosić brata na rękach... Co nie zmienia faktu, że mój podopieczny dalej jest nadpobudliwy i ma kolejną sprawę na policji o pobicie :)
    Małpki zatem traktują mnie super, choć zabawnie się robi, kiedy nastoletnie uczennice z całą powagą i fachowością udzielają mi rad w kwestii pielęgnacji noworodka - i to wcale nie dlatego, że są przemądrzałe, tylko dlatego, że się na tym po prostu znają. Poza tym naprawdę widzę, że dzieciaki starają się panować nad głupimi zachowaniami, żeby mnie nie denerwować. No a z uczennicą z trzeciej klasy zawodówki możemy sobie porozmawiać na temat ciążowych dolegliwości, tego co widać na USG, kompletowaniu wyprawki oraz tego, w którym szpitalu rodzić, a który omijać szerokim łukiem.
    Czyli - fajnie jest :)

3 komentarze:

  1. Sympatycznie :-)
    Co za czasy ...
    O ile rozumie fakt ,że Ty jesteś w ciąży, to nie rozumiem jak to się dzieje ,że te wszystkie dziewczyny są w ciązy.
    Mają całe zycie przed sobą a tak wcześnie fundują sobie dziecko.
    Cóż głupota ludzka nie zna granic...
    Wydawałoby się ,że w dzisiejszych czasach jest tyle informacji jak się zabezpieczać,
    a tu ciągle jest grupa któa nie wie...
    Zdrowia Tobie i maluszkowi życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasze uczennice niestety nie myślą tak racjonalnie, Krysiu... Różnie bywa. Część ma w ogóle olewackie podejście do życia, więc wychodzą z założenia, że "jakoś to będzie" - w sensie, że im się akurat uda nie wpaść. Część niewykluczone, że zrobiły to po pijanemu. A wiedzy o antykoncepcji też im na pewno brakuje. Wstydzą się pewnie kupić i zaproponować chłopakowi prezerwatywę - a niestety dostęp do pigułek mają utrudniony. W Polsce jest takie chore prawo, że ginekolog nie może przepisał pigułek dziewczynie niepełnoletniej, jeśli ta nie przyjdzie z rodzicem. A która przyjdzi...? Porąbane [nota bene - jak ja byłam nastolatką, to tak nie było, ale wtedy akurat rządziła lewica...], ale takie jest prawo.

      Usuń
    2. Maaatko, ile literówek... :)
      *przepisać
      *przyjdzie

      Usuń