Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 7 września 2014

Świat jest mały

    Dragonka odgrażała się od dłuższego czasu, że wreszcie weźmie się porządnie za naukę rosyjskiego. W moim przypadku lekcje z samodzielnym programem multimedialnym nie zdają egzaminu - choć aby być całkiem sprawiedliwą, to dużo w tym i mojej winy, bo ciężko mi sobie samej narzucić reżim i pilnować, by nauka była regularna. Jak może pamiętacie zakładałam, że odświeżę język poprzez zajęcia z zaprzyjaźnioną Ukrainką w systemie tandemowym, czyli ja jej polski, a ona mi rosyjski. To też jednak nie wypaliło, bo moja uczennica - z całym szacunkiem i sympatią dla niej, bo to naprawdę fajna, inteligentna i wykształcona kobieta - nie jest profesjonalną nauczycielką i niestety nie potrafi uczyć... Owszem, mogę ją poprosić, by sprawdziła mi ćwiczenia, słuchała, jak kaleczę język w trakcie czytania czy po prostu mówiła do mnie - ale na moim poziomie rosyjskiego potrzebuję jednak kogoś, kto wyjaśni mi pewne rzeczy fachowo od środka. Postanowiłam zatem zapisać się na regularne lekcje.
    Zapyta ktoś - a na cholerę ci to potrzebne? Hmm... Po pierwsze: to po prostu mam ochotę :) Po drugie: dawno się niczego nie uczyłam [w końcu od ukończenia studiów podyplomowych minął rok], a mój mózg już tak ma, że jeśli go co jakiś czas porządnie nie nakarmię, to zaczyna się buntować. Mówię całkiem poważnie - lubię się uczyć i jeśli długo nie mam możliwości poznawania czegoś nowego, to zaczyna mi tego naprawdę bardzo brakować i do głowy przychodzą mi różne głupie myśli. No a po trzecie - bo w końcu przydałby się na wskroś pragmatycznemu Smokowi jakiś racjonalny powód - rozpoczynam w tym roku staż na nauczyciela dyplomowanego. Trzeba tam spełnić różne wymogi, a jednym z nich [choć opcjonalnym] jest opanowanie języka obcego na poziomie zaawansowanym. No to w trzy lata powinnam się wyrobić... :)
    Decyzja zapadła, pozostało mi zatem znalezienie nauczyciela. Lekcje indywidualne odpadają niestety ze względów finansowych, a zatem musi to być szkoła językowa. Tutaj też musi być spełnionych kilka warunków: w miarę niedrogo [no niestety...], w dogodnej lokalizacji i w odpowiednio dopasowanych do mojego grafiku godzinach [żebym mogła pogodzić naukę z pracą przemieszczając się po mieście bez samochodu, skazana wyłącznie na komunikację zbiorową]. Trzeci warunek - szukałam w miarę możliwości szkoły specjalizującej się TYLKO w nauczaniu rosyjskiego, a nie językowej spółdzielni, kształcącej we wszystkich możliwych językach świata. Może moje wymagania wydają się zbyt wygórowane, ale wyobraźcie sobie, że znalazłam takie miejsce. Pojechałam więc tam w zeszły czwartek zobaczyć wszystko na włane oczy i zapłacić pierwszą ratę za zajęcia, o ile mi się spodoba.
    "Szkoła" jest naprawdę kameralna, bo mieści się w jednym, dużym pokoju, a lekcje na wszystkich poziomach prowadzi szefowa-nauczycielka [gwoli ścisłości - Rosjanka z wykształceniem filologicznym]. Zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, ale nie to było najlepsze. Otóż od słowa do słowa okazało się... że to przyjaciółka Jekateriny, czyli Rosjanki, którą uczyłam w lipcu na indywidualnych zajęciach :) Nota bene - moja przyszła nauczycielka sama Katię "wykopała" do naszej szkoły językowej, bo chodziła do niej 10 lat temu, kiedy przyjechała do Polski i musiała nauczyć się języka. I faktycznie podobno Katia była bardzo zadowolona z zajęć ze mną, bardzo mnie chwaliła i jak najbardziej zamierza wrócić na jesieni.
    Ano zobaczymy. Lekcje rosyjskiego zaczynam od połowy października od poziomu A2. Ergo - mam miesiąc na to, by przestać sylabizować, kiedy czytam bukwy. Przede mną i "moją" Ukrainką bardzo poważne zadanie :)

12 komentarzy:

  1. Proszę , poszę jaki ten świat mały :-)
    ucz się , ucz , bo nauka to potęgi klucz :-))))
    A tak w ogóle to lubię sama też się uczyć, chociaż nie wszystko już mi wychodzi z powodu obowiązków nadmiernych...
    W tym roku poszłam na włoski, ciekawe co z tego wyjdzie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie niestety już też nie wchodzi do głowy tak, jak kiedyś... Już na podyplomówce zauważyłam, że potrzebuję porównywalnie znacznie więcej czasu, aby opanować dany materiał. Mózg to mięsień, nieużywany zanika, tak jak każdy...

      Usuń
  2. Rosyjski jest piekny! A na dodatek tutaj wszyscy robia wielkie oczy, kiedy im mowie, ze znam troche rosyjski. Problem polega na tym, ze od 30 lat nie rozmawiam w tym jezyku, ale bukwy i rozumienie pozostalo... A te rosyjskie romanse... chor Aleksandrowa... ech!
    No, ale zeby pozostac w trendzie nauki jezykow (bo i Ty i jak widze Kruystyna :) to jutro mam probe jezykowa katalonskiego i od pazdziernika zaczynam zajecia... W przeciwienstwie do Ciebie nie jest to ''dobrowolne'', zwlaszcza, ze w dalszej perspektywie mamy przeprowadzke, a wlasciwie wyprowadzke z Katalonii. No ale nic, zawsze na cos sie przyda :) Pozdrawiam i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, czego ja się dowiaduję! Wyprowadzasz się z Barcelony? Kiedy? Gdzie? Gadaj mi tu :)

      Usuń
    2. ''Kiedy'' to troche trudno powiedziec, ale przyszly rok jest prawdopodobny. Poza tym od ponad 3 lat nie mieszkam w Bcn. A gdzie? W wersji optymistycznej to bylby Madryt, w wersji optymistyczno-realistycznej moze byc Segovia (zqa czym nawet ostatnio optuje).

      Usuń
    3. To widzisz, ja nie w temacie, bo skąd miałam wiedzieć, że tak się u Robala pozmieniało...
      Chciałbyś do Madrytu? Trochę głupio mieszkać w stolicy, to tak, jak byś się miał przenieść do Warszawy,

      Usuń
    4. To nie ode mnie zalezy Slonce. Na szczescie R - jak realista - patrzy na swoje mozliwosci finansowe i na ile lat mu rozloza hipoteke. Madryt jest w marzeniach, mnie bardziej podoba sie Segovia i stamtad superszybka kolej to tylko 28 min od stolicy. Reszte Ci opowiem jak mi podrzucisz jakis e-mail :) chociaz i tak wszystko jest na blogu.

      Usuń
    5. Nie masz mojego maila? No wiesz... :) Ja Twoje mam, o ile sprawdzasz jeszcze polskie skrzynki. Natomiast nie mam adresu Twojego bloga. Wsiąkł mi zapewne, kiedy mi padł dysk w poprzednim komputerze - zdechło na amen, nie było co ratować. Mnóstwo danych potraciłam.

      Usuń
  3. Nooo ,ja też jak już długo nie przyswajam jakiejś wiedzy, to mi się mózg domaga pokarmu. Ech...zazdraszczam językowych zdolności, ja to jestem antytalencie językowe i ni chu, chu, nie idzie mi żaden język. Angielskiego już próbowałam różnymi sposobami się uczyć, ale nie wchodzi. A gdzie jeszcze kochany czeski i piękny rosyjski..ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady z tymi moimi zdolnościami lingwistycznymi. Są raczej przeciętne, tzn. jestem się w stanie nauczyć języka, ale nie jakoś tak błyskawicznie, ot, w normalnym tempie. Tyle, że słuch mam dobry [bo muzyczny], więc dość szybko łapię akcent.

      Usuń
    2. Mag, pogadaj o jej zdolnosciach matematycznych, to sie podbudujesz. A w nauce jezyka najwazniejsza jest konsekwencja i wytrwalosc. I powtarzanie. I powtarzanie. I powtarzanie. I oczywiscie mozliwosc uzywania jezyka w mowie przede wszystkim. Z braku okazji cierpi moj angielski. I to bardzo.

      Usuń
    3. Robalku plujący jadem, to wiadomym jest wszem i wobec, że ten oto Smok ma dyskalkulię... A z nauką języka to różnie bywa. Jasne, że wytrwałość jest ważna, a jednak są osoby, które łapią szybciej od innych, bo mają do tego predyspozycje. No i też każdy kolejny język opanowuje się łatwiej.

      Usuń