Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

wtorek, 9 września 2014

Wrzesień w Zoo

    My tu gadu-gadu o jakimś rosyjskim, a tu drugi tydzień roku szkolnego za pasem, a Smoczyca nie napisała jeszcze nic o tym, co się dzieje w Zoo. Musicie mi to wybaczyć [po prawdzie w sumie - i tak nie macie wyjścia :)], bo naprawdę początek nowego semestru miałam bardzo zabiegany. A ponieważ właśnie trafiło mi się luźniejsze popołudnie, to spieszę nadrobić zaległości. Zbiorczo.

1) Interesuje Was może, jak potoczyła się sprawa z Jacusiem od unieważnionego egzaminu? Jak łatwo przewidzieć, zdał poprawkę na tym dodatkowym terminie. Gwoli ścisłości, mnie w komisji nie było na mój własny wniosek, bo to już by była jakaś farsa, żebym kolesia pytała po raz trzeci... Szybko więc złożył papiery i wylądował w naszej zawodówce - w klasie, w której na szczęście nie uczę. Czemu na szczęście? Zadam pytanie retoryczne - jak sądzisz, Drogi Czytelniku, w jaki sposób zachowuje się młody człowiek, który właśnie przekonał się, że może kompletnie olewać system, a i tak go jakaś "tajemnicza siła" cudem wyciągnie z podbramkowej sytuacji? No jak to jak, skoro się przekonał, że mu wszystko wolno...? Już po pierwszych dniach co przerwę tylko słychać było w pokoju nauczycielskim narzekania na Jacka - że nic nie robi, siedzi z tyłu rozwalony w ławce, gada w najlepsze z dziewczynami [szczęśliwy zapewne, że wreszcie jakieś dookoła są, bo chodził poprzednio do męskiej klasy], a nauczyciela traktuje jak powietrze. Zresztą, kiedy został w końcu objechany przez panią od WOS-u, to uśmiechnął się tylko promiennie i spytał aksamitnym głosem: "No i co mi pani zrobi?". Tjaa... Jedyna nadzieja w tym, że Jacek póki co nie ma załatwionej praktyki, co jest warunkiem koniecznym, by być uczniem szkoły zawodowej. Jeśli jej sobie szybko nie znajdzie, to będzie go można skreślić, a szkolna opiekunka praktyk stwierdziła, że ma w nosie i palcem nie kiwnie w jego sprawie [nie ma takiego obowiązku - chłopak jest pełnoletni], niech sobie sam szuka. Cóż, mam nadzieję, że będzie konsekwentna. Póki co niestety Dragonka może z ponurą satysfakcją mruczeć: "A nie mówiłam...?".

2) Odpukać w niemalowane, ale za to bardzo poprawiła się atmosfera w 2A - czyli dawnej pierwszej, w której wychowawczynią jest informatyczka Grażyna [dla przypomnienia: było o nich w tym poście, a także  tutaj]. Powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że bardzo zmienił się skład osobowy grupy. Przede wszystkim nie zdał Kibolek, co wszyscy [łącznie z uczniami] przyjęli z wyraźną ulgą, a także doszło kilku nowych - i "spadochroniarzy" [czyli powtarzających klasę], i dzieciaków z zewnątrz, które po prostu nie poradziły sobie w zwyczajnych szkołach. I tak się składa, że są to bardzo pozytywne osoby - przynajmniej do tej pory. Jest Tadek, niezbyt lotny, ale za to cichutki, grzeczny chłopczyk karnie notujący wszystko w zeszyciku [rzecz w Zoo bardzo rzadko spotykana :)]. Jest Leszek, który w zeszłym roku miał indywidualne nauczanie, a że polskiego akurat uczyłam go ja, więc pewnie nie będzie podskakiwał. Są wreszcie cztery nowe przemiłe dziewczynki - oczywiście o niekoniecznie wysokich możliwościach intelektualnych [bo w końcu bez powodu by do nas nie trafiły...], ale za to uśmiechnięte, niezdemoralizowane i zachowujące się jak normalne, zwykłe uczennice. A wiecie - jeśli w klasie są uczniowie, którzy wykonują polecenia nauczyciela, tzn. notują, zgłaszają się i pytają, kiedy czegoś nie rozumieją, to siłą rzeczy reszta towarzystwa TEŻ przestaje błaznować, bo tak jakoś im głupio... A na sam koniec mamy nad wyraz interesujące drugoroczne dziewczę, które do tej pory znane mi było tylko z widzenia, z korytarza. Czemu interesujące? Hmm...

(pierwsze zajęcia, sprawdzam obecność)
JA: Weronika Jabłońska?
LAURA: COO?? Ta lesba jest u nas w klasie? NAPRAWDĘ???
JA: (tak łagodnym głosem, jak umiałam): Laura, ale co to za komentarz...? Nawet, jeśli to prawda, to przecież nie jest najważniejsza cecha waszej nowej koleżanki. Jak bym mówiła o tobie, to nie powiedziałabym: "Laura, ta heteryczka...".
LAURA: Taaak? A widziała ją pani...?

    No cóż, co racja, to racja... Zapewniam Was, że gdyby nie odrobina odznaczającego się jednak pod ubraniem Weroniki biustu, to dali byście sobie rękę odciąć, że macie do czynienia z chłopakiem - i to pomimo faktu, że dziewczyna ma długie włosy! Sposób zachowania, mimika, gesty, mowa ciała, ubranie rzecz jasna, nawet tembr głosu - no męskie jak jasna cholera... Oczywiście za mało o niej na razie wiem, ale na moje oko Weronika może mieć spore kłopoty nie tyle z orientacją seksualną, co po prostu z tożsamożsią płciową. Mnie to akurat rybka - bo przecież oceniać ją będę za wiedzę i podejście do nauczanego przeze mnie przedmiotu, a to, czy czuje się mężczyzną, czy kobietą, nie ma dla mnie nic do rzeczy - ale wyobraźcie sobie, jaką sensację "takie coś" wzbudza w Zoo. Rzecz jasna - za jej plecami, kiedy zainteresowana nie słyszy. Dziewczyna zdecydowanie wygląda bowiem na taką, która potrafi dać w mordę, jeśli zajdzie potrzeba. Nikt jej nie zaczepia, nie ma głupich...

2 komentarze:

  1. Faktycznie jak w ZOO ...
    Chciałam powiedzieć,że duża różnorodność hm...

    OdpowiedzUsuń