Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

czwartek, 11 września 2014

A róbta co chceta...

    W tym roku przydzielono mi prowadzenie zajęć w trzeciej zawodówce. Uczyłam ich w pierwszej klasie - rok szolny 2012/2013 - a potem przez rok dostali się innej polonistce z Zoo. Co prawda, nazwanie tego zespołu "klasą" jest wyrażeniem mocno na wyrost, bowiem z pierwotnego, 34-osobowego składu do trzeciej klasy dotarło... 6 małpiątek. No poważnie mówię :) Sami moi starzy znajomi: Bartuś, którego swojego czasu nakłoniłam do przeczytania "Małego Księcia", Karol, jeden z pozytywnych zapaleńców od "Władcy Pierścieni", Kamil, który dał popis na lekcji o hymnie oraz trzy dziewczątka, w tym dwie fajne, a jedna zarozumiała, ale za to na wysokim poziomie intelektualnym. No ale mniejsza z tym - ilu by ich nie było, to klasa jest, a więc mają według programu nauczania dwie godziny polskiego w tygodniu.
    I tu wyniknął niezły numer. Otóż ta klasa jest pierwszym rocznikiem, który został objęty nową podstawą programową zakładającą obowiązkowe wydłużenie czasu nauki w zawodówkach z dwóch do trzech lat [do tej pory uzależnione to było od wybranego zawodu]. Wygląda jednak na to, że polonistka, która miała ich w drugiej klasie, kompletnie o tym zapomniała. W rezultacie przerobiła z nimi CAŁY przewidziany na 3 lata materiał. Gwoli ścisłości zostały jej jakieś resztki ze współczesności w stylu "Tanga" Mrożka czy innej poezji Barańczaka, ale na tym koniec. Oznacza to ni mniej, ni więcej tylko to, że z formalnego punktu widzenia Smoczyca ma zrealizowany cały obowiązkowy, nałożony przez ministerstwo program. 
    I w związku z tym na dobrą sprawę mogę z tymi dzieciakami robić na lekcjach, co mi się żywnie podoba...
    Oczywiście pierwszym moim krokiem było zakomunikowanie tego jakże radosnego faktu samym zainteresowanym, choć zajęło mi to z przyczyn technicznych aż trzy lekcje. Dlaczego? Ano na pierwszych zajęciach był tylko Bartek, na drugich tylko Kamil, a dopiero na trzecich miałam dzikie tłumy w postaci czterech osób. Nota bene tak to niestety pewnie będzie wyglądało - nie dość, że jest ich z założenia garstka, to jeszcze będą mi przychodzić mocno nieregularnie. W takich warunkach w ogóle ciężko mówić o możliwości zrealizowania jakiegoś konkretnego planu. Ale przecież coś robić przez cały rok trzeba - i jeszcze z tego odpytywać, robić klasówki, wstawiać oceny... Powiedziałam więc moim uroczym małpiątkom wprost, że mamy wolną rękę i w zasadzie to od nich zależy, czym się będziemy na polskim zajmować: 

JA: Macie bojowe zadanie na wrzesień - przemyśleć, co chcecie robić. Mogę was uczyć, jak pisać CV czy list motywacyjny, możemy pisać listy urzędowe i podania, np. do skarbówki, na policję... Co do książek, to możemy omawiać, co wam się tylko podoba, czyli precz z "Panem Tadeuszem", niech żyje "Harry Potter". Możemy też oglądać na zajęciach dobre, współczesne kino - bo na "Kiepskich" się jednak nie zgodzę, moi państwo - i potem sobie urządzać dyskusje. Jasne, że muszę stawiać oceny i robić wam sprawdziany - bo w końcu trzeba was jakoś sklasyfikować - ale to mogą być rzeczy, które was interesują i przez to lepiej wam wejdą do głowy.

    No to teraz czekam na ich propozycje. Karol bąknął coś o "Wiedźminie" i tu jestem jak najbardziej za, choć pewnie skończy się na kilku opowiadaniach Sapkowskiego, bo nie sądzę, by wszyscy jak jeden mąż tak ochoczo przeczytali calusieńką sagę o Geralcie z Rivii... Na razie ja coś będę im wymyślać. Na jutro przewidziałam lekcję o limerykach Szymborskiej. Poczytamy, pośmiejemy się, a potem spróbuję ich namówić, żeby poukładali własne. Na oceny, rzecz jasna :)


Pewien baca w kurnej chacie
z owieczką żył w konkubinacie.
Ta beczy: „Ja to nawet lubię,
ale czy myśli pan o ślubie?
Bo jeśli nie, poskarżę tacie".

Pewien młody wikary w Lozannie
lubił chodzić w rozpiętej sutannie.
Lecz na widok kardynała
gasła w nim fantazja cała
i zapinał się starannie.

8 komentarzy:

  1. Te zielone limeryki będziesz z nimi przerabiać ?? ! :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki mam zamiar. Wszyscy są pełnoletni... :) Założę się, że o coś takiego noblistki nie podejrzewali.

      Usuń
  2. no to niezle :) przynajmniej ty tr¡ez bedziesz mogla prowadzic swoje lekcje z fantazja :) A z Wiedzmina przeczytalem pierwsze opowiadanie, jakie ukazalo sie w fantastyce i bylo to pierwsze najpierwsze o nim.
    A Szymborska byla genialna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy z fantazją, to się okaże. Małpki z założenia są leniwe, a "róbta co chceta" wymaga inicjatywy, jakiegoś wkładu własnego... O wiele prościej jest po prostu przyjmować biernie to, co zarządzi nauczyciel, a kiedy jest nudno, to zrzucić na niego całą winę.

      Usuń
  3. Czy ja mogę też? :D

    Pewien Dionizjusz z Halikarnasu
    młode dziewczęta wabił do lasu,
    tam je gnębił szalenie,
    czytał "Słów zestawienie",
    aż zdechły - groby kopał zawczasu.


    Poeta Naso z miasta Sulmona
    lubił miętosić krowie wymiona,
    więc krowę kupił,
    merum* się upił,
    i tak ją długo chędożył - aż skonał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy ja mogę Twoje limeryki wykorzystać na lekcji? Co prawda już to widzę, jak pannom tłumaczę, co to znaczy "chędożyć" - bo Karol od "Wiedźmina" będzie wiedział - ale zaryzykuję...

      Co do lektur - nie sądzę, by oni w ogóle o Dukaju słyszeli. No ale zobaczymy.

      Usuń
    2. Ależ wykorzystaj, proszę bardzo!

      Może będą wiedzieć, co to znaczy "Chędożyć"? Za to na pewno nie zakumają filologicznego dowcipaska o tym, że Dionizjusz z Halikarnasu gnębił dziewczęta czytaniem "Zestawienia słów" ;)

      Ale ja, ach, ja też byłam ty "Zestawieniem słów" gnębiona! Tylko nie przez Dionizjusza osobiście i pewnie dlatego uszłam cało ;)

      Usuń
  4. I czekam z niecierpliwością, co też ci młodzi ludzie wybiorą za lektury! :) Może "Lód" Dukaja? ;)

    OdpowiedzUsuń