I tu wyniknął niezły numer. Otóż ta klasa jest pierwszym rocznikiem, który został objęty nową podstawą programową zakładającą obowiązkowe wydłużenie czasu nauki w zawodówkach z dwóch do trzech lat [do tej pory uzależnione to było od wybranego zawodu]. Wygląda jednak na to, że polonistka, która miała ich w drugiej klasie, kompletnie o tym zapomniała. W rezultacie przerobiła z nimi CAŁY przewidziany na 3 lata materiał. Gwoli ścisłości zostały jej jakieś resztki ze współczesności w stylu "Tanga" Mrożka czy innej poezji Barańczaka, ale na tym koniec. Oznacza to ni mniej, ni więcej tylko to, że z formalnego punktu widzenia Smoczyca ma zrealizowany cały obowiązkowy, nałożony przez ministerstwo program.
I w związku z tym na dobrą sprawę mogę z tymi dzieciakami robić na lekcjach, co mi się żywnie podoba...
Oczywiście pierwszym moim krokiem było zakomunikowanie tego jakże radosnego faktu samym zainteresowanym, choć zajęło mi to z przyczyn technicznych aż trzy lekcje. Dlaczego? Ano na pierwszych zajęciach był tylko Bartek, na drugich tylko Kamil, a dopiero na trzecich miałam dzikie tłumy w postaci czterech osób. Nota bene tak to niestety pewnie będzie wyglądało - nie dość, że jest ich z założenia garstka, to jeszcze będą mi przychodzić mocno nieregularnie. W takich warunkach w ogóle ciężko mówić o możliwości zrealizowania jakiegoś konkretnego planu. Ale przecież coś robić przez cały rok trzeba - i jeszcze z tego odpytywać, robić klasówki, wstawiać oceny... Powiedziałam więc moim uroczym małpiątkom wprost, że mamy wolną rękę i w zasadzie to od nich zależy, czym się będziemy na polskim zajmować:
JA: Macie bojowe zadanie na wrzesień - przemyśleć, co chcecie robić. Mogę was uczyć, jak pisać CV czy list motywacyjny, możemy pisać listy urzędowe i podania, np. do skarbówki, na policję... Co do książek, to możemy omawiać, co wam się tylko podoba, czyli precz z "Panem Tadeuszem", niech żyje "Harry Potter". Możemy też oglądać na zajęciach dobre, współczesne kino - bo na "Kiepskich" się jednak nie zgodzę, moi państwo - i potem sobie urządzać dyskusje. Jasne, że muszę stawiać oceny i robić wam sprawdziany - bo w końcu trzeba was jakoś sklasyfikować - ale to mogą być rzeczy, które was interesują i przez to lepiej wam wejdą do głowy.
No to teraz czekam na ich propozycje. Karol bąknął coś o "Wiedźminie" i tu jestem jak najbardziej za, choć pewnie skończy się na kilku opowiadaniach Sapkowskiego, bo nie sądzę, by wszyscy jak jeden mąż tak ochoczo przeczytali calusieńką sagę o Geralcie z Rivii... Na razie ja coś będę im wymyślać. Na jutro przewidziałam lekcję o limerykach Szymborskiej. Poczytamy, pośmiejemy się, a potem spróbuję ich namówić, żeby poukładali własne. Na oceny, rzecz jasna :)
Pewien
baca w kurnej chacie
z
owieczką żył w konkubinacie.
Ta
beczy: „Ja to nawet lubię,
ale
czy myśli pan o ślubie?
Bo
jeśli nie, poskarżę tacie".
Pewien
młody wikary w Lozannie
lubił
chodzić w rozpiętej sutannie.
Lecz
na widok kardynała
gasła
w nim fantazja cała
i
zapinał się starannie.
Te zielone limeryki będziesz z nimi przerabiać ?? ! :-)))
OdpowiedzUsuńTaki mam zamiar. Wszyscy są pełnoletni... :) Założę się, że o coś takiego noblistki nie podejrzewali.
Usuńno to niezle :) przynajmniej ty tr¡ez bedziesz mogla prowadzic swoje lekcje z fantazja :) A z Wiedzmina przeczytalem pierwsze opowiadanie, jakie ukazalo sie w fantastyce i bylo to pierwsze najpierwsze o nim.
OdpowiedzUsuńA Szymborska byla genialna...
Czy z fantazją, to się okaże. Małpki z założenia są leniwe, a "róbta co chceta" wymaga inicjatywy, jakiegoś wkładu własnego... O wiele prościej jest po prostu przyjmować biernie to, co zarządzi nauczyciel, a kiedy jest nudno, to zrzucić na niego całą winę.
UsuńCzy ja mogę też? :D
OdpowiedzUsuńPewien Dionizjusz z Halikarnasu
młode dziewczęta wabił do lasu,
tam je gnębił szalenie,
czytał "Słów zestawienie",
aż zdechły - groby kopał zawczasu.
Poeta Naso z miasta Sulmona
lubił miętosić krowie wymiona,
więc krowę kupił,
merum* się upił,
i tak ją długo chędożył - aż skonał.
A czy ja mogę Twoje limeryki wykorzystać na lekcji? Co prawda już to widzę, jak pannom tłumaczę, co to znaczy "chędożyć" - bo Karol od "Wiedźmina" będzie wiedział - ale zaryzykuję...
UsuńCo do lektur - nie sądzę, by oni w ogóle o Dukaju słyszeli. No ale zobaczymy.
Ależ wykorzystaj, proszę bardzo!
UsuńMoże będą wiedzieć, co to znaczy "Chędożyć"? Za to na pewno nie zakumają filologicznego dowcipaska o tym, że Dionizjusz z Halikarnasu gnębił dziewczęta czytaniem "Zestawienia słów" ;)
Ale ja, ach, ja też byłam ty "Zestawieniem słów" gnębiona! Tylko nie przez Dionizjusza osobiście i pewnie dlatego uszłam cało ;)
I czekam z niecierpliwością, co też ci młodzi ludzie wybiorą za lektury! :) Może "Lód" Dukaja? ;)
OdpowiedzUsuń