Z tego co pamiętam, to do tej pory poświęciłam dwa posty konkretnym osobom z kadry pracującej w Zoo. Mam na myśli naszego Księdza oraz nieuczącą już w szkole nauczycielkę angielskiego. Oczywiście między wierszami mogliście też poznać innych: Główną Szefową, Wicedyrektorkę, Pedagożycę, Grażynkę od informatyki, Irenkę od matematyki, Marzenkę od historii... Dziś post w całości poświęcony konkretnej nauczycielce, o której chyba jak dotąd nie wspominałam. Jest to dla mnie postać groteskowa, czyli - zgodnie z definicją - i śmieszna, i straszna. A dlaczego - to szybko stanie się jasne.
Nim jednak przejdę do meritum, chciałabym na wstępnie podkreślić bardzo wyraźnie jedną rzecz. Poniższy wpis nie ma na celu atakowania religii katolickiej jako takiej, tzn. jej teoretycznych założeń. Oczywiście jako ateistce jest mi kompletnie nie po drodze z większością poglądów Kościoła Katolickiego i wcale tego nie ukrywam [zresztą - dlaczego miałabym to robić na MOIM WŁASNYM blogu...?], tym niemniej wychodzę z założenia, że każdy może żyć według własnych przekonań tak długo, jak nie naruszają one prawa oraz nie ingerują w życie ludzi, którzy tych poglądów nie podzielają. Post ten jednak jak najbardziej powstaje po to, by pokazać, że wszelkiego rodzaju fanatyzm [zgadza się - tu akurat religijny] jest w najlepszym przypadku śmieszny czy żenujący, o ile nie staje się po prostu szkodliwy. Każdą, nawet najpiękniejszą ideę można zrujnować, jeśli się przesadzi z gorliwością w jej wprowadzaniu w życie, nie zwracając uwagi na realia. Do znudzenia powtarzam, że od czasów Arystotelesa nie wymyślono niczego lepszego, niż złoty środek - a zatem przegięcie w żadną stronę nie jest dobre.
No dobrze, przyjrzyjmy się wobec tego Zofii, która uczy w Zoo [o ironio!] biologii. Podstawową jej cechą jest religijność i mówię to z całą stanowczością. Ona żyje chrześcijaństwem w wydaniu katolickim i każdy, kto porozmawia z nią choćby 15 minut, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Zofia podporządkowuje religii całe swoje życie, co - jak się nie trudno domyślić - ma i dobre, i złe strony. Trzeba jej na pewno oddać sprawiedliwość w tym, że w jej postępowaniu nie ma nawet cienia hipokryzji. Ona żyje Biblią, Dekalogiem oraz naukami Kościoła. Nota bene zastanawiam się, dlaczego do tej pory nie wstąpiła do zakonu, bo jestem przekonana, że tam byłaby szczęśliwa jako "właściwa osoba na właściwym miejscu". Z przyczyn jak myślę oczywistych nie jestem jednak na tyle spoufalona z Zofią, by ją o to zapytać wprost, ta kwestia zatem pozostanie w dalszym ciągu zagadką.
Wiem, że Zofia - jak na prawdziwą chrześcijankę przystało - robi sporo dobrych rzeczy "z dobroci serca". Jest pierwsza w propagowaniu rozmaitych charytatywnych akcji [nawiasem mówiąc - zwłaszcza wtedy, kiedy patronuje im Kościół Katolicki...]. Jako wychowawczyni stara się być dla swoich podopiecznych niczym druga matka - czyli dokarmia, jeśli nie dojadają, zawsze ma czas, żeby ich wysłuchać albo odwiedza ich w domach, jeśli uzna, że wymaga tego sytuacja. Zdarzało jej się nawet kilka razy przenocować u siebie interwencyjnie delikwenta, który był w podbramkowej sytuacji [bo np. w domu była taka awantura, że bał się tam wracać]. Z założenia nie podnosi głosu, nie denerwuje się, wszystko wybacza i daje po raz setny "drugą szansę". Tjaaa...
Ta ostatnia kwestia, o której wspomniałam, to niestety pierwszy dowód na to, że przegięcie w żadną stronę nie jest dobre. Nadstawianie drugiego policzka i miłosierne podejście do ucznia może i zdawałoby egzamin w zwyczajnej szkole, ale na pewno nie w Zoo. Realia są takie, że mamy do czynienia z młodzieżą w ogromnej większości zdemoralizowaną i cyniczną, dla której dobroć jest często po prostu synonimem słabości i frajerstwa. Wychowankowie Zofii bardzo szybko więc uczą się, że nieważne, czego by nie zrobili, to ona i tak stanie po ich stronie, będzie ich broniła i przed innymi nauczycielami, i przed dyrekcją, broń Boże nie wypisze nagany [o innych bardziej zdecydowanych krokach nie wspomniawszy], a w opinii do sądu napisze, że bandzior "nie sprawia poważnych problemów wychowawczych". W rezultacie z klasami Zofii ma problem cała szkoła, czego sama doświadczyłam w pierwszym roku pracy w Zoo. Pamiętacie jazdy, jakie urządzała swojego czasu Beatka, rzecz jasna wraz z dzielnie sekundującymi jej koleżankami? No, to było właśnie stadko rozpuszczone przez Zofię... Ta klasa to był naprawdę koszmar i potem przez zdaje się dwa lata Zofia nie dostała żadnego wychowawstwa - aż do tego roku. I okazuje się, że znów jest problem, bo biologiczka nie wyciągnęła wniosków i w dalszym ciągu stosuje politykę zagłaskiwania bandziorów. Jest tam jeden szczególnie niebezpieczny przypadek, nota bene młodszy brat Artura, którego na szczęście udało mi się w końcu pozbyć z mojej zawodówki. Stały repertuar - sprawy o pobicie i kradzieże, lekceważenie jakichkolwiek szkolnych zasad, noszenie do szkoły noża, a ostatnio straszenie nauczycielki starszym bratem... Mały jeszcze długo nie będzie pełnoletni, więc jedyny sposób na pozbycie się go, to nakaz sądu o umieszczenie bandziora w ośrodku wychowawczym - ale jak to zrobić, jeśli Zofia, jego wychowawczyni, cały czas go broni i wyraźnie uchyla się przed stosowaniem wobec chłopaka jakichkolwiek kar? Byłam świadkiem, jak Wiceszofowa dostała lekkiej furii, kiedy odkryła, że Zofia za te wszystkie numery nawet nie obniżyła mu maksymalnie końcowej oceny z zachowania, wystawiając tylko "nieodpowiednie". Wzięła więc dziennik, przekreśliła poprzedni wpis, poprawiła u góry na "naganne", a obok walnęła na czerwono swoją parafkę. Na Zofię innego sposobu jak widać nie ma.
Dobrze, ale to jeszcze nie wszystko - i tu przechodzimy do kwestii czyniącej z Zofii osobę groteskową. Otóż jak wspomniałam uczy ona biologii, a ponieważ całe życie podporządkowała religii, to nie inaczej jest w przypadku przedmiotu, który wykłada. Na zajęciach u Zofii można się zatem dowiedzieć, że kobiety stosujące hormonalne środki antykoncepcyjne gniją od środka [sic!], a mężczyzna używający prezerwatyw narażony jest na szereg niebezpieczeństw, bo jeśli nawet nie nabawi się paskudnego uczulenia, to ryzykuje impotencję i nerwicę. Rzecz jasna jedyną zdaniem Zofii wartościową metodą planowania rodziny jest kalendarzyk oraz obserwacja śluzu, co ochoczo i do upadłego tłumaczy na zajęciach, każąc przygotowywać referaty i wyświetlając filmy, od których młodzieży zbiera się na wymioty. Oczywiście z całą stanowczością odsądza od czci i wiary tych, którzy decydują się na seks przed zwarciem związku małżeńskiego - co zważywszy na fakt, że w Zoo co roku mamy co najmniej kilka ciężarnych uczennic, ma dość specyficzną wymowę... W tej kwestii zresztą sama Zofia otwarcie i bez skrępowania stawia się za wzór. Wyobraźcie sobie, że ex catedra opowiada na lekcji uczniom, iż jest 35-letnią dziewicą, bo jako panna chowa swój skarb dla tego jedynego na noc poślubną. Hmm... Możecie sobie chyba wyobrazić, z jakimi komentarzami spotyka się takie dictum wśród nastolatków, z których większość ma zapewne pierwszy raz już dawno za sobą...
Zofia w związku ze swoim światopoglądem dwa razy była na poważnej rozmowie u Głównej Szefowej. Raz - po publicznej deklaracji dziewictwa, kiedy to została upomniana, by powstrzymała się od głoszenia wśród uczniów uwag o tak delikatnej i osobistej naturze. A drugi - kiedy wykonała gazetkę szkolną wiszącą na korytarzu z okazji katolickiego Tygodnia Życia, czy czegoś w w tym rodzaju. Były tam zdjęcia płodów w różnych etapach rozwoju, artykuły na temat aborcji i eutanazji, a także hasła stawiające znak równości między antykoncepcją a morderswtem. Wymowa gazetki była jednoznaczna - człowiek nie powinien w żaden sposób wtrącać się w kwestie związane z planowaniem życia, wszystko jedno, czy chodzi o aborcję [z jakichkolwiek przyczyn], czy o używanie prezertwatyw, bo jest to ZUO. Główna wściekła się, kiedy zobaczyła tę gazetkę i kazała ją natychmiast zdjąć, a Zofię pouczyła, żeby nie umieszczała na korytarzach treści, które są niezgodne z polskim prawem i mogą negatywnie wpływać na uczniów.
W ramach zakończenia mam jedną, optymistyczną refleksję. Myślę, że dobrze świadczy o naszej szkole fakt, iż uczą w niej jednocześnie i ateistka o bardzo liberalnych poglądach [czyli Dragonella], i nauczycielka, której jedynym sensem życia są nauki głoszone przez Kościół Katolicki. Uczniowie mogą sobie poobserwować skrajności i wyciągnąć własne wnioski - a przy okazji zobaczyć, że osoby o tak różnych poglądach mogą spokojnie pracować w jednej instytucji i świat się przez to nie zawali.
Podziwiam Panią Zofię za odwagę bycia sobą,
OdpowiedzUsuńnormalnie ją podziwiam.
Ludzie już tylko udają,że są sobą,
a poglądy jakie głoszą są na użytek społeczności w jakiej żyją.
Nikt już nie jest sobą,
albo się boją albo z wyrachowania.
Cóż religia katolicka jest niemodna,
nie potrafi stosować takich argumentów jak muzułmanie
i dlatego zniknie ze społeczestwa stopniowo.
Zastąpi ją inna , silniejsza, bardziej agresywna i restrykcyjna.
Nie jestem pewna, czy chcę dożyć tych czasów...
Szanuję ją za to, że żyje dokładnie w myśl tego, co głosi - to zresztą wynika z postu. Natomiast w momencie kiedy przekracza próg Zoo musi pamiętać, że przestaje być w 100% osobą prywatną, bo w końcu nie przypadkiem nauczyciel ma status urzędnika państwowego. Nie może więc ex catedra głosić poglądów, które są sprzeczne z misją szkoły publicznej - albo które wprowadzają uczniów w błąd, a wręcz im szkodzą. A tak się niestety dzieje.
UsuńI wiem co mówię - choć jestem ateistką, to np. nigdy nie pozwoliłabym sobie na tak emocjonalne i jednoznaczne atakowanie Kościoła, oficjalnie przemawiając do uczniów na zajęciach. Moje poglądy to moja sprawa, ale jako nauczyciel staję się dla uczniów pewnego rodzaju autorytetem i nie wolno mi o tym zapominać.
Masz rację, mnie tylko zdziwiło,że ona potrafi to robić,
Usuńgłosić swoje poglądy właśnie w takim miejscu...
Ja bym pewnie też dostosowała się do obyczajów panujących w szkole
i wymagań...
Nie znam się na uczeniu dzieci
i nigdy w życiu bym nie chciała.
To bardzo trudny i odpowiedzialny zawód.
Tak jak napisałam we wstępie - przesada w żadną stronę nie jest dobra. Też się dostosowuję w pracy do poglądów "ogółu społeczeństwa" i uważam to za sprawę całkiem naturalną.
UsuńA faktem jest, że nasze dzieciaki się z niej śmieją...
"Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu."
OdpowiedzUsuńUpomnij go. To też jest element miłości bliźniego. Ten najtrudniejszy niestety. Sama wcale nie jestem w tym dobra. Ale czasami to potrzebne. A już w takich sytuacjach, o jakich piszesz - konieczne. Przebaczać swoją drogą, ale puszczać płazem - nie. Bo to nie o prywatną relację z panią Zofią chodzi przecież, a o dobro tych dzieciaków, i tak już chyba - z tego co rozumiem - bardzo drobne.
Trudne to wszystko, niestety. W wielu kwestiach i ja się z Zofią nie zgadzam.
Ale podoba mi się, Dargonello, Twoja puenta. Mądra bardzo :)
Mnie w postawie Zofii przeszkadza to, że oplata bzdury jako nauczyciel biologii, a potem trzeba to prostować dla dobra uczniów. Potem taki młody chłopak boi się założyć prezerwatywę, bo przecież pani na biologii powiedziała, że mu od tego odpadnie...
UsuńCo do puenty - przypomniała mi się wymiana zdań z uczniami na którejś lekcji:
- Pani to pójdzie do piekła...
JA: ???
- No przecież pani z tym swoim nie ma ślubu... A pani od biologii mówiła, że to straszny grzech i się za to idzie do piekła.
JA: Mnie tam po śmierci zjedzą wielkie, tłuste robale i tej wersji będę się trzymać :)
Eee, skąd wiesz, że będą wielkie i tłuste? ;)
UsuńJa się powiem tak, że o ile z nauką KRK na temat antykoncepcji się nie zgadzam wcale (KE-A nie zakazuje antykoncepcji), to już opowiadanie o tym, że "od gumki odpadnie" nie tylko jest niezgodne z prawdą, ale też nie ma oparcia w samym nauczaniu KRK - bo to jest oparte na koncepcji "otwartości na życie" i "nieingerowania w naturalne procesy" (co ja o tym myślę, to inna rzecz). Natomiast nic nauczanie KRK nie mówi, bo i też w ogóle się tym nie zajmuje, o czysto medycznych aspektach antykoncepcji (typu impotencja, nerwica i uczulenia), więc niestety, Zofia propaguje nie nauczanie KRK, ale swoje własne wymysły :/
W sumie to rzeczywiście nie wiem - ale na pewno się takie staną po skonsumowaniu moich szczątków doczesnych. Będzie co obgryzać :)
UsuńCiekawa informacja z tym stanowiskiem KK na temat antykoncepcji - bo ja w sumie nie w temacie, a do głowy by mi nie przyszło wchodzić na ten temat w dyskusję z Zosią. Zresztą, my się generalnie omijamy w szkole szerokim łukiem przy zachowaniu pełnej kultury. Tak jest zdrowiej dla obu stron. O ile np. z naszym księdzem to aż miło pogawędzić, bo to bardzo fajny facet - o tyle z Zofią zwyczajnie jakoś "dziwnym trafem" brak nam wspólnej płaszczyzny porozumienia :)
Ani nerwicy ani tym bardziej impotencji nie obserwuje, tak wiec argumenty z gruntu falszywe. I nic nie odpada. Jesli juz mowimy o przegieciach, to proponuje obejrzenie tej stronki [ http://christwire.org/2012/05/19-glorious-reasons-women-should-have-dinner-prepared-and-on-the-table/ ] i to jest dopiero zalosne. Tak a propos, moim ulubionym argumentem dlaczego kobiety powinny podawac mezulkowi kolacje jest nr.17 - Tylko prostytutki podaja lekka salatke albo kanapki na kolacje.
OdpowiedzUsuńI czepiajac sie Twojego bloga, to mam nadzieje ze slowo ''eutanacji'' powstalo wskutek glupiej literowki :) I to, ze mi sie przytylo, moze nie az do tlustosci nie musi byc podawane do publicznej wiadomosci :)
Literówka - już poprawiam, dzięki za wyłapanie. "z" i "c" są dość blisko siebie na klawiaturze.
UsuńWygląda na to, że obojgu nam się dobrze powodzi od czasu, kiedy widzieliśmy się po raz ostatnio, czego efektem są dodatkowe centymetry... Ale robiąc przegląd zwierzątek w Pomarańczowej Pieczarze - czyli Smok, Hipek i Kot - to tutaj chyba cecha stadna...