Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

wtorek, 3 czerwca 2014

Nowa ksywka

    Popełniłam już kiedyś zdaje się na łamach tego bloga post o nauczycielskich ksywach - ale szczerze mówiąc, nie bardzo chce mi się teraz szukać w archiwum. Temat jest w ogóle dość ciekawy, bo przypuszczam, że wymyślanie pseudonimów belfrom jest tak stare, jak sama instytucja szkoły :) Myślę, że każdy w historii swojej własnej edukacji trafił choć raz na nauczyciela z charakterystyczną ksywką, która przylgnęła do niego w cudowny sposób, często skutecznie zastępując nieszczęśnikowi prawdziwe imię i nazwisko.
    W mojej karierze belfra nie dorobiłam się póki co stałego pseudonimu, tzn. takiego, który byłby trwały i wytrzymał próbę czasu dłużej, niż 3 lata - czyli tyle, ile trwa "kadencja" jednej klasy zarówno w liceum, jak i w gimnazjum. A takie ksywki są właśnie najlepsze, które są przekazywane przez starszych uczniów młodszym rocznikom. Jeśli sięgnę pamięcią w mroki mojej własnej edukacji, to przypominam sobie jeden taki przypadek z liceum. Uczyła tam łaciny sympatyczna skądinąd pani profesor, zwana przez uczniów powszechnie Cicutą [czyt. cikutą] - właśnie w klasycznej wersji brzmienia tego słowa, a nie w polskim odpowiedniku, czyli "Cykuta". Posługiwała się tą ksywą klasa mojego starszego brata, potem odziedziczyła ją moja [czyli to już 8 lat], a zdaje się, że po nas młodsze roczniki również tak nazywały ową nauczycielkę. Nie wiem, jak jest teraz, ale jeśli ksywa utrzymała się ok. 10 lat, to jest spora szansa, że nie zaginęła.
    Wracając do Smoczej skromnej osoby - kiedy uczyłam w liceum, bardzo krótko [bo zdaje się, że tylko przez rok] byłam... Zimną Suką :) No cóż, pierwszy rok pracy, a jak mawiają "nowa miotła najlepiej zamiata". Sądzę, że faktycznie byłam - nawet jak na mnie - dość ostra i wymagająca, stąd pseudonim. Potem moja klasa wymyśliła Plastusia, rzecz jasna z racji lekko odstających uszu zainteresowanej. W Zoo natomiast, jak już na pewno kiedyś wspominałam, przez jakiś czas mówiono na mnie Garfield - z powodu rudej farby na włosach [która obecnie jest ciemnobrązowa], postury bynajmniej nie będącą figurą anorektyczki oraz pamiętnych lekcji o komizmach w literaturze, na których wspomagam się komiksami z owym przeuroczym kiciusiem. Garfield jednakże umarł śmiercią naturalną wraz z odejściem ze szkoły uczniów, którzy tę ksywę wymyślili.
    No i oto okazuje się, że Zoo jednak nie lubi próżni. Podszedł dziś do mnie na przerwie uczeń z klasy, w której akurat nie mam polskiego - i jak najbardziej poważnie zapytał:

    - Psze pani, a dlaczego na panią mówią CHUCK NORIS...?

    Zrobiłam zdaje się dość głupią minę, bo nie mam zielonego pojęcia, dlaczego :) Muszę zapuścić w Zoo sondę i się dowiedzieć. Chyba, że Wy macie pomysł?
    Jakkolwiek by nie było, to ten pseudonim uważam za komplement. W końcu - jak świadczy popularna seria dowcipów - Chuck Noris może wszystko... :)



Tylko Chuck Noris...
- może trzasnąć drzwiami obrotowymi,
- przeczytał cały Internet dwa razy,
- potrafi rozmawiać z cyklopem w cztrety oczy,
- potrafi jechać na stoku narciarskim pod prąd,
- potrafi sam siebie ciągnąć na sankach,
- potrafi nacisnąć CTRL+ALT+DEL jednym palcem.

Gdy Kolumb odkrywał Amerykę, to Chuck Noris już był tam Strażnikiem Teksasu.

Gdy dzieci idą spać, sprawdzają, czy pod łóżkiem nie ma potwora. Gdy potwór idzie spać, sprawdza, czy pod łóżkiem nie ma Chucka Norisa...

Chuck Noris urodził się w drewnianym domku, który sam zbudował.

Naukowcy ustalili, dlaczego wyginęły dinozaury. Chuck Noris po prostu miał wtedy zły dzień...


3 komentarze:

  1. Ooo, to sporo dowiedziałam się o Chucku :-)))
    To o Tobie chyba też :-)))
    Fajna ksywa, podoba mi się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się podoba - zwłaszcza że uwielbiam taki absurdalny humor, jak w dowcipach o Ch.N.

      Usuń
  2. Dodam jeszcze, że internauta pyta Google, a Google pyta Chucka Norrisa;)

    OdpowiedzUsuń