Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

czwartek, 22 maja 2014

Szeptem do mnie mów...

    Tjaaa... Bo inaczej nie jestem w stanie :)
    A było to tak - jakieś półtora tygodnia temu chorował Hipek. Ma on w dalszym ciągu - z racji przebytej dwa lata temu morderczej kuracji - bardzo kiepski system odpornościowy, w wyniku czego bardzo łatwo łapie wszelkie infekcje. I niestety w większości przypadków nie może się obejść bez zrzucenia na organizm kolejnej bomby, czyli antybiotyków, które rzecz jasna jeszcze bardziej rozwalają naturalne możliwości obronne. I tak się kółeczko zamyka, ale cóż zrobić...
    Ja generalnie jestem dość odporna na przeziębienia, ale jak się okazało, jednak nie tym razem. Z soboty na niedzielę "coś po mnie łaziło", bo obudziłam się z koszmarnym bólem gardła i czułam wszystkie mięśnie przy najdrobniejszym ruchu. Ale jakoś samo przeszło bez specjalnych ingerencji, więc myślałam, że tym razem mi się upiecze. Byłam niestety w błędzie.
    Otóż ni stąd, ni z owąd - wczoraj około południa zaczął mi szwankować głos, a wieczorem zaniemówiłam na dobre. I ten stan niestety trwa do chwili obecnej. Nic a nic nie przesadzam. Jedyny dźwięk, jaki jestem w stanie wyartykułować, przypomina skrzypienie nienaoliwionych zawiasów. Najzabawniejsze jest jednak to, że poza tym czuję się dobrze - czyli żadnego kataru, kaszlu, gorączki czy bólu czegokolwiek. Smok zdrowy, tylko niemowa.
    U lekarza byłam. Oskrzela czyste, płuca czyste, gardło w stanie agonalnym :) Tchawica lub krtań - czyli nauczycielski standard. Dostałam baterię nawilżaczy w syropach i tabletkach oraz receptę na antybiotyk. Mam się wstrzymać do soboty i jeśli mi nie przejdzie, to spuszczamy bombę. A generalnie mam się po postu zamknąć, czyli nie kłapać paszczą. Nota bene w związku z tym dostałam na piątek najlepsze lekarstwo, jakie wymyślono na nadwyrężone nauczycielskie gardło, czyli L4. I tak nie byłabym w stanie prowadzić zajęć. Muszę się jeszcze dogadać z Jej Wysokością, bo taki rozgrzewający okład na szyję z kota z pewnością okazałby się wielce pomocny. Czym by ją tu przekupić...?

    No i tak to. Głupi stan - czuję się zdrowa, a jestem chora. Jeszcze głupsze będzie, jeśli mi nie przejdzie i skończy się na antybiotyku. Wrrr...

4 komentarze:

  1. To zdrowiej, bo pogoda taka piekna przeciez :*

    OdpowiedzUsuń
  2. na wzrost odpornosci dobra jest kuracja z soku z burakow czerwonych :) miesiac - dwa, po szklaneczce na czczo i juz :) A propos tematu, to psssssst, :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już ja widzę, jak Hipo pije sok z buraczków... Chyba, że te burzaczki zrobione by były z boczku albo kiełbaski śląskiej :)))

      Usuń