Jak co roku w maju wypływa na moim blogu temat matur. Co prawda od dwóch lat nie mamy już w Zoo liceum z powodu braku chętnych, więc u siebie tego egzaminu przeprowadzać nie musimy. Tym niemniej zawsze jakoś z maturami jestem pośrednio związana np. przygotowując abiturientów na lekcjach prywatnych [niestety - mój tegoroczny podopieczny, Karolek, nie został jednak w końcu w ogóle do egzaminu dopuszczony]. Do tego dochodzi zasiadanie w ustnej komisji egzaminacyjnej we współpracującej z Zoo szkole wieczorowej i zaocznej dla dorosłych. Po odbębnieniu tego jakże zajmującego obowiązku zawsze dzielę się z moimi Czytelnikami garścią spostrzeżeń i nie inaczej będzie tym razem.
Przy okazji postów maturalnych zapewne nie raz już wyjaśniałam, na czym polega poroniony pomył egzaminu ustnego, ale na wszelki wypadek przypomnę szybciutko dla osób "nie siedzących" w tematach oświatowych. Zdający wybiera sobie temat z puli dostępnej w jego szkole i przygotowuje ustną prezentację, do której komisja zadaje pytania. Żenada polega na tym, że nawet jeśli maturzysta bezczelnie kupi od kogoś gotowe wystąpienie i bezmyślnie się go nauczy - a takie przypadki są nagminne - to komisja nie ma możliwości go ulać i nie pozostaje nic innego, jak tylko przyklepać tę fikcję. Mało tego, punktacja jest tak skonstruowana, by niezdanie ustnego polskiego było praktycznie niemożliwe - abiturient musiałby się chyba w ogóle nie odezwać. Jedyna dobra informacja w tym całym idiotyzmie jest taka, że ktoś wreszcie na górze poszedł po rozum do głowy i po latach protestów nauczycieli pomstujących na kształt obecnego egzaminu wprowadzono jednak zmiany. Od przyszłego roku mianowicie koniec z prezentacjami - wracamy do bardziej tradycyjnej formuły, czyli pytań związanych z omówionymi treściami programowymi. Oczywiście nie mam złudzeń i sądzę, że tutaj też będą przekręty. Nie sądzicie chyba, że ktoś wreszcie zacznie na poważnie wymagać jakiejkolwiek wiedzy od maturzystów? Przecież skończyłoby się to niezdanym egzaminem przez co najmniej połowę z nich... Na pewno więc zostanie to przeprowadzone w ten sposób, by i głąby nie mogły tego oblać.
To jednak okaże się w przyszłym roku, a tymczasem mam za sobą ostatni rok słuchania maturalnych prezentacji. No i niestety w tym roku mogę to określić tylko jednym słowem: DNO. Moja komisja miała do przepytania 10 osób, z czego tylko jedno dziewczę przygotowało się naprawdę sumiennie, za co zresztą zostało przeze mnie schwalone przy wszystkich abiturientach na ogłoszeniu wyników. Panna wybrała temat o przemianach wewnętrznych bohaterów literackich i słychać było, że nie tylko zna swoje lektury na wylot [co przecież powinno być niezbędnym minimum - a wcale nim nie jest!], ale że ma je przemyślane i przeanalizowane na dziesiątą stronę, a w dodatku sumiennie sięgnęła po wartościowe opracowania naukowe [czyli - nie ciocia Wikipedia...], które przetrawiła ze zrozumieniem i osobistą refleksją. Jak się rozgadała na temat Makbeta z Kordianem, to aż miło się słuchało. To jednak był wyjątek, bo reszta...
I tu przechodzę do zasadniczego problemu, a mianowicie niemożności oblania kogokolwiek. Tzn. gdyby czworo wyjątkowo bezczelnych głąbów, których mam na myśli, zdawało w Zoo, to byśmy ich nie przepuścili, bo mamy normalną szefową. Ale niestety dyrektorka owej szkoły dla dorosłych to wyjątkowo przykre babsko, terroryzujące pracowników swojej placówki w potworny sposób. Serio, wszyscy - od pana portiera do wicedyrektorki - robią przed nią w gacie. A wolą Jaśnie Pani jest, by wszyscy uczniowie zdali maturę ustną [bo na pisemną ku swojej rozpaczy nie ma wpływu...], niezależnie od tego, czy są przygotowani, czy nie.
Może pojawić się pytanie - to dlaczego Dragonka nie tupnęła nogą i nie uparła się, by mimo wszystko oblać tych nieuków? Przecież to nie moja dyrektorka i mogłaby się na mnie co najwyżej wydrzeć, próbować mnie przekonać w jakiś wyjątkowo niemiły sposób, ale ostatecznie nie miałaby możliwości naprawdę mi zaszkodzić. Owszem, mnie może naświstać, ale przecież w komisji maturanej oprócz mnie zasiadał także nauczyciel z tej nieszczęsnej szkoły, skądinąd bardzo sympatyczny pan Stanisław. Egzaminujemy razem co roku i dobrze się dogadujemy, ale na moje pytanie po wyjściu z sali jednej totalnie nieprzygotowanej i w dodatku zadowolonej ze swojej niewiedzy dziuni: "Panie Staszku, czy możemy ją ulać?" - Staszek tylko zbladł i wymamrotał: "Główna dostanie szału...". I znając to babsko dokładnie tak by było - z tą różnicą, że ja nie jestem jej pracownikiem, a pan Stanisław niestety tak... Mówiąc wprost zatem, żal mi było faceta i nie chciałam, by to on de facto ponosił konsekwencje tego, że Dragonka chce być uczciwa i wykonywać obowiązki egzaminatora zgodnie z etyką zawodową [czyli uwalić głąba, jeśli na to zasługuje]. Dziewczę zatem zdało z minimalną ilością punktów, czyli 6/20.
A teraz konkrety - dlaczego uważam, że owa czwórka to po prostu kretyni, w dodatku na tyle bezczelni, że nie tracą ani odrobiny pewności siebie, kiedy egzamin z każdą minutą obnaża ich totalne nieprzygotowanie? Jak zwykle służę przykładami.
Owa dziunia, którą wspomniałam wyżej, wybrała temat sam w sobie trudny i wymagający dużego taktu oraz dojrzałości, czyli obraz getta w literaturze i filmie. Mało tego, że mówiła językiem potocznym, pasującym raczej do relacjonowania imprezy, niż utworów opowiadających o mordowaniu ludzi. Już podczas prezentacji stało się jasne, że nie ma pojęcia, o czym mówi i że na bank nie czytała książek, a i filmów na pewno jej się nie chciało obejrzeć! Bo jak inaczej wytłumaczyć stwierdzenie, że pracowników fabryki Szpindlera / Szillera / Szmidlera [czy jakoś tak - kilka razy wymieniła to nazwisko, będące przecież TYTUŁEM FILMU, ale ani razu nie zrobiła tego poprawnie...] wywieźli wszystkich do obozu gdzie "zostali zagazowani i ani jeden nie przeżył wojny"? A już podczas zadawania pytań to myślałam, że ją zbluzgam za ten chamski uśmieszek i wskażę wymownie ręką drzwi. Pytamy mianowicie o genezę "Medalionów" Nałkowskiej i znaczenie tytułu. Dziunia pewnym głosem zaczęła coś pieprzyć o "dwóch stronach medalu", bo najwidoczniej uważała, że "medal" i "medalion" to synonimy. Na moje pytanie: "A co to jest medalion?" odparła: "No wie pani, oni tam robili różne rzeczy z ludzi, jakieś mydła, jakieś materace... To chyba było to, nie?". Następna odpowiedź była chyba jeszcze gorsza...:
JA: Proszę powiedzieć, dlaczego Zofia Nałkowska napisała "Medaliony"?
DZIUNIA: Bo sama to przeżyła.
JA: W jakim sensie?
DZIUNIA: No była tam przecież.
JA [powolutku, tłumiąc złość]: Tzn. gdzie? W getcie?
DZIUNIA [uchachana i wyraźnie z siebie zadowolona]: No! A potem ją wywieźli do obozu. No i jak wyszła, to to napisała.
Inny "orzeł" wybrał temat o roli przyrody w literaturze. Ja rozumiem, że to śmiertelnie nudne [w końcu nikt mu nie kazał tego brać!], ale podczas prezentacji mówił naprawdę skrótowo, ogólnikowo i cały czas plątał się w zeznaniach. Stało się jasne, że po prostu nie widział swoich utworów na oczy - ba, prawdopodobnie nawet nie chciało mu się przeczytać ich streszczeń...
JA: Jako jedną z lektur wybrał pan cykl "Sonetów krymskich" Adama Mickiewicza. Proszę teraz wybrać sobie jeden konkretny sonet i szczegółowo go omówić.
ORZEŁ: Yyy... No jak już mówiłem w sonetach Mickiewicz opisuje piękno przyrody krymskiej...
JA: Tak, to wiemy, ale proszę wybrać jeden, ten, który pan najlepiej pamięta.
ORZEŁ:...
JA [zgnębiona]: Jest ich osiemnaście... "Pielgrzym"? "Ajudah?" "Bakczysaraj w nocy"?
ORZEŁ [dalej milczy, ale przynajmniej miał na tyle przyzwoitości, że spuścił wzrok i przestał się uśmiechać].
JA: To może ten, który cytował Adaś Miauczyński? "Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu..."?
[tu ORZEŁ się uśmiechnął i miałam nadzieję, że chociaż to będzie pamiętał, ale niestety]: No mówi tam o pięknie przyrody krymskiej...
A Dragonka słucha, zębami zgrzyta i wie, że niestety i tak wszyscy muszą zdać...
Skrzydła opadają...
OdpowiedzUsuńI taki głąb będzie miał "średnie wykształcenie" - no chyba, że uwalił pisemny, bo to już ludzie z zewnątrz sprawdzają.
UsuńOmatkotyjedyna ręce i nogi mi opadały...
OdpowiedzUsuńMówisz,że będzie miał średnie z maturą ??
Jeśli zaliczył pisemne - to tak. I ta głupia dziunia też. Fajnie, co?
Usuńi nawet nie można takiego nieuka strzelić w pysk?!
OdpowiedzUsuńszkoda.
No niestety nie. Teoretycznie można zbluzgać podczas egzaminu, tylko po co? I tak nie zrozumie.
Usuń1. Rola opisow przyrody w ''Panu Tadeuszu''.
OdpowiedzUsuń2. Zaakcentuj wyrazenia: (nie pamietam), (nie pamietam), na wsi.
3. Dylematy moralne bohaterow Zeromskiego (i nie pamietam, czy byla klektura wyszczegolniona czy ogolnie). Oto szczesl8iwy zestaw na egzaminie ustnym z jez. polskiego, wylosowany podczas matury 1984, czyli jakby nie patrzyl, 30 lat temu... A na pisemnym: ''Opracuj prelekcje na spotkanie dotyczace najwybitniejszego Twoim zdaniem pisarza/poety Polski Ludowej.'' Oba egzaminy zdawane i zdane na 5. I jestem z tego niezmiernie dumny. A na tych pseudo egzaminach bym sie poznecal i co chwila rzucal - nie umie tego Pani, Pani Dziuniu... Tego tez pani nie umie... O, i tego tez... A moze by sie wkurwilo toto i trzasnelo drzwiami?
Żeby się wkur***, to musiałaby mieć odrobinę autorefleksji. A tu siedzi taka pusta bździągwa, zadowolona z siebie, w ogóle nie speszona tym, że się pogrąża. Ba, ona pewnie nie miała nawet świadomości tego, że się pogrąża.
UsuńA gdyby trzasnęła drzwiami, to dostałoby się Staszkowi, że ją komisja sprowokowała i w rezultacie dziewczę się zdenerwowało, zestresowało i nie miał możliwości ujawnić swojej niebywałej wiedzy...
no to teraz czekamy na weryfikacje z zycia...
UsuńTylko że o tym pewnie już nie usłyszymy.
UsuńO rany...
OdpowiedzUsuńW mojej szkole nauczyciele i uczniowie boją się nowej matury ustnej. Tak po prawdzie, nie mają za bardzo pojęcia, jak właściwie mają nas przygotować. Jak na razie, moja polonistka wymyśliła kartkówki na podstawie tzw. źródeł kultury (plakaty, obrazy i teksty literackie) - mamy napisać plan 10-minutowej wypowiedzi ustnej w 15 minut! Przy omawianiu wyników nauczycielka sama przyznaje, że nie jest pewna, jak to oceniać, i że często wymaga się BAAARDZO dużej wiedzy...
Z kolei historyk powiedział, że ta nowa matura ogólnie jest bez sensu, a najbardziej ustna z polskiego.
Różnicą jest jednak to, że moja szkoła należy do najlepszych w mieście i nauczyciele wiedzą, że uczniowie faktycznie sami przygotowywali prezentacje, łącznie z dopytywaniem o dodatkowe książki, opracowania itp. No i tak im było wygodniej...
Ty będziesz pierwszym rocznikiem, który będzie zdawał tę nową ustną z polskiego? To niestety co tu ukrywać, masz najbardziej przerąbane, jak to zwykle w przypadku królików doświadczalnych. Ale jest i dobra strona - skoro jesteście pierwsi, to potraktują Was ulgowo, bo inaczej podniosłyby się głosy, że coś spierniczono. Nie chodzi o Was, tylko o to, by ci na górze zachowali twarz. I dlatego zapewniam, będą takie dyrektywy, byście ostatecznie to zdali jak najlepiej.
UsuńZ drugiej strony ... Komisja długo próbowała udowodnić, że mój syn nie zna tematu swojej prezentacji i choć się nie udało, to przynajmniej mu urżnęli 2pkt "bo za szybko mówił". Temat lekko licząc na doktorat, biedak przez miesiąc się męczył by skrócić prezentację do ram maturalnych, ledwie zdążył zmieścić się w czasie, a dziuniom z komisji się nie spodobało. Ale on jest wytrzymały psychicznie, więc dzielnie wytrzymał odpytywanie. Gorzej miał kolega, który wszedł po moim synu. Niestety był mniej odporny, a komisja bardziej wkurzona i choć o literaturze z epoki napoleońskiej wiedział więcej niż szkolna biblioteka, bo się tym interesuje i nawet w rekonstrukcje bawi, to jemu komisja urżnęła aż 10pkt.
OdpowiedzUsuńTak właśnie działa zsynchronizowany PMS.
ilia
Nie twierdzę, że i takie przypadki się nie zdarzają - kryteria oceniania ustnych są na tyle płynne, że jedną prezentację różne komisje mogą bardzo różnie ocenić. Z tym, że uwalić kogoś jest naprawdę niezwykle trudno. Ale to tylko kolejny dowód na to, że tę część egzaminu maturalnego należy zmodyfikować i to w tempie ekspresowym.
UsuńTa matura gloryfikuje przeciętność, więc jak najbardziej wierzę, że uczniom - i Pańskiemu/Pani synowi, i jego koledze - mogło oberwać się za to, że nie pasują do schematów. I nie sądzę, by Zespół Napięcia Przedmiesiączkowego [jak rozumiem, to miał Pan/Pani na myśli?] miał tu cokolwiek do rzeczy. Nawiasem mówiąc, to jedna z klasycznych zagrywek "poniżej pasa" męskiej części moich małpek - najpierw wyprowadzić nauczycielkę z równowagi, a potem skwitować to lekceważącym stwierdzeniem: "Ale o co się pani czepia, ma pani okres, czy co...?".
Moje matematyczne dziecię czyta książki (lektury również),ale niestety pisanie wypracowań to droga przez mękę (w obu dotychczasowych egzaminach właśnie polski wychodził najsłabiej -po podstawówce miał 31p/40p-najwięcej odjęte za pisanie;ok.75% na egzaminie po gimnazjum ). Wypowiedzi ustne też nie należą do kwiecistych,więc gdy wychowawczyni-polonistka roztoczyła wizję nowej formuły matury ustnej-jedno pytanie z szerszego zakresu wiedzy tom zbladła i osłabłam (wewnętrznie oczywiście). Chyba wolałabym prezentację,bo musiałby nad tym posiedzieć i popracować i może ustna wypowiedź poszłaby mu jakoś lepiej.Właściwie niewiele wiadomo,jak to będzie naprawdę,z jakiego zakresu wiedzy,jak się przygotowywać,a przede wszystkim najgorsze jest to ,że wciąż niejasne są kryteria oceniania.
OdpowiedzUsuńAlina
PS. Pisali w tym roku w ramach treningu próbną maturę z polskiego ,wyszło 47%. Chyba muszę dużo melisy przygotować sobie na następny maj
To prawda - najgorzej to nie znać reguł. W dodatku na rok przed maturą...
UsuńNie siedzę w głowach "mądrych ludzi", którzy układają egzaminy, ale naprawdę, jak znam tę instytucję, to już oni tak to jakoś urządzą, byle tylko ten pierwszy rocznik zdał. Tak samo było z obowiązkową maturą z matematyki. Ale oczywiście co się do tego czasu uczniowie i ich rodzice wrzodów żołądka nabawią z nerwów, to ich...