Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

wtorek, 4 lutego 2014

Co robi porządny nauczyciel w ferie?

    Panie i Panowie, słucham, jakie są Wasze propozycje odnośnie pytania zawartego w temacie posta? Dla ułatwienia dodam, że bynajmniej nie chodzi tu o żaden rekreacyjny wyjazd w góry czy w jakiekolwiek inne miejsce, w którym można odpocząć i zregenerować siły. Nota bene o ile mnie pamięć nie byli, to ostatnim razem na wyjazdowych feriach byłam ze 3 lata temu - z Seniorką na wczasach pomagających zgubić zimowe oponki.
    Wracając do pytania - co wobec tego robi Dragonka, kiedy już ma wreszcie te 2 tygodnie zasłużonego wolnego?
    CHORUJE.
    Tjaaa... W sumie to nic dziwnego, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w ostatnim tygodniu pracy nadeszła wreszcie zima z bardzo minusowymi temperaturami. A jak być może pamiętacie - w takich okolicznościach przyrody ogrzewanie w Zoo nie wyrabia i zaczyna się lokalna Syberia. Ile konkretnie mieliśmy stopni? W poniedziałek w pokoju nauczycielskim było 5 [tak, słownie: PIĘĆ] - ile w następnych dniach to nie wiem, bo... termometr zniknął :) Na korytarzach i w łazienkach mniej więcej tyle samo. W klasach za to prawdziwe tropiki - od 8 stopni w sali komputerowej do 14 w środkowej, najcieplejszej na parterze. 
    Zgodnie z zaleceniami ministerstwa - jeśli temperatura w klasach spada poniżej 18 kresek, to dyrektor powiniem zawiesić zajęcia. Tyle tylko, że odwołane lekcje trzeba odrabiać [np. w soboty lub - o zgrozo! - w wakacje], co w Zoo byłoby fikcją. Skoro nawet normalnie jest problem z frekwencją wśród małpek, to jak myślicie, jak duża ich liczba stawiłaby się np. lipcu? Pytanie jest oczywiście czysto retoryczne. W każdym razie - lekcji nie odwołano [ani nawet, kurza dupa, nie skrócono...], tylko postanowiono, że ten ostatni tydzień przed feriami jakoś się przemęczymy. Uczniowie oczywiście byli na wygranej pozycji, bowiem zawsze mogli sobie po prostu nie przyjść [zwłaszcza, że to było już po konferencji klasyfikacyjnej] albo ulotnić się po 2-3 godzinach stwierdziwszy, że - cytuję - "tu jest kurewsko zimno i chuj". Gorzej z nauczycielami, którzy przecież nie mogą samowolnie opuścić stanowiska pracy. I tak to Smoczyca przez okrągły tydzień dzwoniła w Zoo zębami, a do Pomarańczowej Jaskini przychodziła skostniała od środka i to pomimo chroniącej ją naturalnej warstwy tłuszczu [hie, hie, hie...]. 
    Na efekty nie trzeba było długo czekać. Od soboty "coś po mnie łazi" i o ile przez kilka pierwszych dni miałam nadzieję, że sobie z tym sama poradzę, to jednak muszę przyznać, że jest coraz gorzej. A to gorzej tradycyjnie oznacza siadanie wszelkiego paskudztwa na krtani i tchawicy, czyli na najbardziej podrażnionych nauczycielskich organach. Coś mi się zdaje, że bez lekarza się jutro nie obejdzie, choć spieszno mi do niego, jak Żółkiewskiemu pod Cecorę. Bo co to i za korzyść z choroby, kiedy nawet nie dostaniesz L4 na otarcie łez? Nie wspominając o tym, że zajęć z Drybkiem oczywiście odwołać mi nie wolno. Muszę wymyślić mu takie ćwiczenia, żeby to on się nagadał, a nie ja... 

11 komentarzy:

  1. Smoczyco! Przepisów się nie zna oświatowych? A fee! :-D
    Możesz wziąć zwolnienie i domagać się potem wolnych dni lub ekwiwalentu finansowego.

    Dobra! To fikcja literacka, chociaż zagwarantowana przepisami.

    U mnie w szkole panują raczej tropiki (poza korytarzem - tam Syberia). Dzieci smarczą i kichają jak potępione. I nie bacząc na swój stan zaglucenia wieszają się na mnie non stop, powierzając prosto w ucho najskrytsze tajemnice, względnie wyznając miłość dozgonną.
    Efekt - od tygodnia siedzę na L4. Tyle, że ja ferie mam w ostatnim terminie, więc mam jakby bardziej komfortową sytuację - mimo plucia płucami i smarkaniem resztkami mózgu ;-)
    Tradycyjnie i internetowo napiszę: zdrowiej, Dragonello! Szkoda ferii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak sama napisałaś - to fikcja literacka. Podobnie jak w kwestii odwołania zajęć, jeśli temperatura spadnie poniżej 18 stopni :)

      No tak, to wyższość Zoo polega na tym, że małpki się na nas nie wieszają - już raczej chętnie to nas by powiesiły, przynajmniej co niektóre.
      Ech... Śmigam do wracza, a Ty trzymaj kciuki za moje leukocyty.

      Usuń
    2. Trzymam, trzymam! A co mi tam ;-)

      Usuń
  2. a ja myslalem, ze te wczasy z seniorka, to byly jednorazowe jeszcze za mojej kadencji... no, ale widze, ze to te oponki tak sie wieszaja na tobie jako i na mnie... Co do temperatur, to ja sie nie wypowiadam, zdaje sie, ze mi mignal dzisiaj zakwitly migdalowiec... wiosna idzie, Pani Sierzant! Przynajmniej tutaj :) A co do gadania i zachrypienia, to wlasnie jestem na prostej konczacej... w ubieglym tygodniu w czwartek i w piatek bylem prawie niemy, ale ja przeciez do wracza nie pojde. Bo i po co? Dalem rade. Jak zawsze :) Trzym sie cieplo i zdrowiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na wczasach z dietą owocowo-warzywną byłam z Seniorką dwa razy - za Twojej kadencji pod Lublinem, a potem jeszcze raz na Kaszubach. Teraz znów by się przydało :)
      Ja generalnie na sam fakt zimy nie narzekam. Nie mam nic przeicwko minusowym temperaturom jako takim, pod warunkiem, że mam się gdzie ogrzać. Ale co innego mróz i śnieg za oknem, a co innego "lodówka" w miejscu pracy.
      Jeśli mi na głos siada, to do wracza śmigam, bo to już nie żarty. Muszę dbać o moje narzędzie pracy, jeśli nie chcę gadać jak Senyszyn

      Usuń
  3. No tak jak wolne to wolno chorować :-)))
    Wcale to nie jest smieszne...
    Mimo wszystko zdrowia życzę !!!
    A sobie i Tobie wiosny prawdziej...

    OdpowiedzUsuń
  4. Smoczyco, niech Ci końskie zdrowie wróci jak najprędzej wróci

    OdpowiedzUsuń
  5. Łączę się w bólu i wogule. Przed feriami miałam w bibliotece 12 stopni (zachęcam do spędzenia w takim miejscu sześciu godzin raczej siedzącej pracy), w pokoju nauczycielskim - 10, a najgorzej było w gabinecie dyrekcji - 7...
    I nawet nie mogłam się rozchorowac, bo natychmiast w pierwszy dzień ferii moje drugie dziecko dostało ospy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może powinno mi się zrobić lepiej na wieść, że ktoś oprócz mnie ma taką Syberię w pracy...?
      Eee... Jakoś mnie to jednak nie cieszy...

      Jak jedno Pomponiątko dostało ospy, to pewnie wszystkie się solidarnie zarażą. Biedna Królowa Matka :(

      Usuń