Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 16 lutego 2014

Zupa z czerwonej soczewicy

    No i po moich feriach... Połowę chorował Smok, połowę Hipek. Ergo - dwa tygodnie urlopu zmarnowane. Nigdzie nie byłam, nic nie zrobiłam, czas przeleciał mi przez palce. I w sumie to nawet chętnie wrócę do pracy w związku z tym, przynajmniej coś się będzie działo. 

    Na poprawę humoru poeksperymentowałam trochę w kuchni, bo - jak wiadomo - gotować to ja lubię, dopóki mam czas i nikt nie traktuje tego jako mój smoczy obowiązek. Miałam ogromną ochotę uskutecznić coś, czego jeszcze nigdy nie przyrządzałam, a w szafce od dawien dawna zalegał mi kilogram czerwonej soczewicy, podrzuconej nam kiedyś przez Seniorkę. Gdyby to była zielona, to przerobiłoby się ją na pasztet lub pierogi, ale z czerwonej najlepsza wychodzi zupa. Genialną robi Seniorka właśnie, ale ponieważ jest ona ostatnio osobą zapracowaną ponad wszelką przyzwoitość [serio serio, aż się serce kraje, tak biedna zaiwania...], to nie miałam sumienia męczyć jej o przepis. Od czego jest jednak jak zwykle wujek Google? Tradycyjnie już - poszperałam, poczytałam i z trzech najlepszych według Smoczego osądu przepisów zmajstrowałam jeden. Wychodzi uczciwa, rozgrzewająca i bardzo treściwa zupa, w sam raz na obiad w zimowe popołudnie. Receptura jest w dodatku całkowicie bezmięsna, a zatem uniwersalna - choć jak by się ktoś bardzo uparł, to może sobie tam jakieś zwierzęce zwłoki wkroić... :) Zapewniam jednak, że i bez tego daje radę, czego najlepszym dowodem jest fakt, że smakowała Hipopotamowi, Naczelnemu Mięsożercy III RP...

ZUPA Z CZERWONEJ SOCZEWICY 

SKŁADNIKI:
2 kostki bulionu warzywnego
200g czerwonej soczewicy 
400-500ml przecieru pomodorowego [taki w kartonie albo w puszce] 
2 papryki
puszka zielonego groszku
puszka czerwonej fasoli [opcjonalnie]
2-3 ziemniaki
średnia cebula 
2 ząbki czosnku 
oliwa z oliwek
pół łyżeczki papryczki chilli w proszku
łyżeczka słodkiej papryki w proszku
sól, pieprz [według uznania]

Kroimy drobno cebulę, siekamy czosnek i wrzucamy do garnka na rozgrzaną oliwę, żeby się toto zeszkliło. W tym czasie płuczemy soczewicę - nie trzeba jej namaczać, wystarczy umyć i zostawić na durszlaku, żeby odciekła. Po kilku minutach do garnka wrzucamy pokrojoną w grubą kostę paprykę, mieszamy i smażymy ok. 5 minut. 
Rozpuszczamy kostki bulionowe w gorącej wodzie [trochę więcej, niż pół litra]. Do warzyw wlewamy przecier pomidorowy, wsypujemy soczewicę i zalewamy wszystko bulionem. Mieszamy - jeśli jest za gęste, można dolać jeszcze trochę wrzątku. Całość przykrywamy i gotujemy, aż soczewica będzie miękka [co nie potrwa długo, góra 10 minut].
Do naszej mocno już rozgotowanej brei dodajemy pokrojone w kostę ziemniaki, wsypujemy chilli i paprykę w proszku, mieszamy i gotujemy ok. 10 minut pod przykryciem. Potem wrzucamy groszek [i ewentualnie fasolę] i gotujemy jeszcze trochę, aż ziemniaki będą miękkie. Próbujemy "na ostrość" - jeśli coś jest nie tak, wykańczamy dzieło solą i pieprzem.

    I to by było na tyle :) Zupa - jak każda tego typu potrawa - najlepiej smakuje na drugi dzień, kiedy się porządnie przegryzie. U nas zdaje się na trwałe zagości w jadłospisie, ale jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.
    Smocznego :) 



7 komentarzy:

  1. A od kiedy smoki są wege ?? :-)))
    Wygląda apetycznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smoki - czy raczej: ten konkretny Smok - były wege bardzo długo, jakieś 8 czy 9 lat. Potem mu się odwidziało, co nie znaczy, że przestał cenić taką kuchnię, bo miłość do warzyw wszelkiego rodzaju została.
      W rodzinie zresztą mój brat do tej pory jest wege, więc takie przepisy się przydają.

      Usuń
    2. Tak właśnie pomyślałam ,że musiałaś być przynajmniej wege :-)
      Jakoś tak mi ten przepis nie pasował do innych diet ...

      Usuń
    3. No masz rację, przepis trochę się różni od tego, co do tej pory prezentowałam :) Zmuszona jestem gotować raczej mięsnie ze względu na Hipka, ale od czasu do czasu nawet jemu można przemycić jakieś warzywko. Choć dziś już kręcił nosem, że tej zupie dobrze by zrobiła "odrobina" boczku :)

      Usuń
  2. mmmmm, ciekawy przepis. Wprawdzie mam swój sprawdzony przepis na zupę soczewicową i co roku na okres zimowy ta zupka dość często się pojawia w moim jadłospisie, ale w sumie w tym roku prawie zimy nie było, więc i zupka tylko raz była gotowana. A przepis mam z powieści Marshy Mehran "Zupa z granatów". Polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko raz - dla Smoka i Hipa :) I prawdę Waćpanna prawi, zupka zacna. Ale tę moją też wypróbuj, daje radę i jest nieskomplikowana.

      Usuń