Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

wtorek, 11 lutego 2014

Liczebnik, czyli koszmar Brytyjczyka

    Uprzejmie donoszę, że żyję i mam się już względnie dobrze.
    "Względnie" oznacza, że jeszcze zdarza mi się od czasu do czasu zakaszleć, ale to doprawdy mała niedogodność. Poszłam grzecznie do przychodni i oddałam się w ręce rodzinnej Pani Doktor, skądinąd super kobitki, mądrej, rzeczowej, a do tego bardzo sympatycznej [i miłośniczki kotów - hie, hie, hie...]. Tym razem wyrok brzmiał "zapalenie gardła" - co i dobrze, bo to znaczy, że nie zdążyło zleźć na krtań czy nie daj Boh na tchawicę. Zaaplikowano mi trzydniowy antybiotyk-petardę, który rzeczywiście rozprawił się z cholerstwem w tempie błyskawicznym. Strach jednak pomyśleć, co oni teraz ładują do tych lekarstw, bo podczas jego stosowania chodziłam jak zombie, nieprzytomna, senna i słaba jak niemowlę. No ale już zdaje się po wszystkim, tym niemniej jednak pierwszy tydzień wolnego miałam stracony. Teraz zobaczymy, jak się sprawy dalej potoczą [bo - ODPUKAĆ! - dla odmiany coś zaczyna łazić po Hipopotamie...], ale jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to na weekend planujemy zwalić się mojemu Tacie na głowę.

    Mam oczywiście ferie od małpek, ale nie od Drybka. I powiem Wam, że dobra forma właśnie mi się bardzo przyda, bo podręcznik przewiduje w najbliższym czasie dla nieszczęśnika wyjątkowe atrakcje w postaci składni liczebników. Jako native speakerzy - czyli rodzimi użytkownicy języka, którzy na szczęście gramatykę stosujecie instynktownie [mniej lub bardziej poprawnie :)] - nie zdajecie sobie pewnie z tego sprawy, ale liczebniki w języku polskim są PORĄBANE. Nie żartuję, to zagadnienie należy do najtrudniejszych kwestii, które musi opanować obcokrajowiec, więc wprowadza się je bardzo oszczędnie, pilnując skrupulatnie, by biedakowi nie sprzedać za dużo "wiedzy" na raz, bo się totalnie pogubi. Zacząć trzeba niestety na samym początku, bo jakim sposobem cudzoziemiec ma kupić coś w sklepie albo dowiedzieć się, która jest godzina? Wprowadza się więc niezbędne liczebniki główne [bo coś kosztuje dwa złote pięćdziesiąt pięć groszy] i porządkowe [bo niestety jest godzina za dziesięć trzecia, a nie trzy...], ale potem bardzo długo się milczy o pozostałych zagadnieniach. Dlaczego? Nim wytłumaczę [oczywiście tak łopatologicznie, jak tylko będę umiała :)], zerknijcie proszę na poniższy demotywator. Sporo wyjaśnia nawet laikowi...




    To jeszcze jednak nic, że polskie liczebniki podlegają deklinacji [a więc odmieniają się przez przypadki, liczby i rodzaje]. Zachowują się zupełnie inaczej opisując rzeczowniki żywotne, a inaczej martwe. Jak by tego było mało, to liczebniki od 2 do 4 wymagają innej składni, niż te od 5 wzwyż - w dodatku przy rodzaju męskim osobowym można mówić na dwa sposoby, oba są dobre i oba z grubsza znaczą to samo... Do tego jeszcze kwestia mówienia o "osobnikach niedorosłych" [czyli np. dzieciach, uczniach, małych zwierzątkach] albo o grupie zróżnicowanej względem płci - bo tutaj też są osobne reguły. Tych zasad jest od cholery i gwarantuję Wam, że przeciętny Kowalski wcale nie liczy superpoprawnie - więc co tu dużo wymagać od biednych innastrańców? 
    "Najfajniejszy" jest rodzaj męski dla liczebników 2-4, bo tutaj mamy aż trzy sposoby mówienia - jeden dla rzeczy i zwierząt, a dwa równorzędne dla osób. Wszystko to jeden i ten sam rodzaj męski, ale wychodzą trzy liczebniki do zapamiętania. Do tego każde rozwiązanie pociąga za sobą użycie innego przypadka rzeczownika i innej formy czasownika. Sami popatrzcie:


   



(2, ptak, siedzieć na gałęzi)





Na gałęzi siedzą / siedziały / będą siedziały dwa ptaki.

tu akurat wszystko jest proste: 
dwa - liczebnik główny (ten najprostszy, znany już cudzoziemcowi)
ptaki - rzeczownik w mianowniku liczby mnogiej
siedzą / siedziały / będą siedziały - normalny, z logiki wynikający czasownik, czyli w 3 os. l. mnogiej rodzaju niemęskoosobowego [bo ptak to nie człowiek]

ALE POPATRZCIE TERAZ NA TO...

(2, pan, siedzieć na kanapie)

Opcja 1: 
Dwaj panowie siedzą / siedzieli / będą siedzieli na kanapie.

i już się zaczyna jazda:
dwaj - czemu ten liczebnik taki dziwny? Skoro mogą być normalnie "dwa ptaki", to dlaczego muszą być "dwaj panowie"? Na szczęście jednak potem jest logicznie, czyli:
panowie - rzeczownik w mianowniku liczby mnogiej  
siedzą / siedzieli / będą siedzieli - też jak Bozia przykazała, czyli 3 os. l.mn. rodzaju męskoosobowego 

Opcja 2:
Dwóch panów siedzi / siadziało / będzie siedziało na kanapie.

i w tym momencie mamy totalny bałagan...
dwóch panów - "Po cholerę ładujecie tu dopełniacz???" - pytają innastrańcy. - "Przecież dopełniacza używacie w przeczeniach, zdaniach negatywnych, jak coś NIE. A oni przecież siedzą na tej kanapie...".
siedzi / siedziało / będzie siedziało - to już jest kompletnie bez sensu: 3 osoba LICZBY POJEDYNCZEJ [a przecież ich jest DWÓCH], w dodatku RODZAJ NIJAKI [a przecież to faceci!].    

    Tjaaa... A jeszcze gdyby to były dzieci? "Dwoje dzieci siedzi na ławce - dwie dziewczynki i dwaj chłopcy / dwóch chłopców"... Może zresztą było ich więcej? "Pięcioro dzieci siedzi na ławce - pięć dziewczynek i pięciu chłopców"... A wszyscy patrzą na "dwa ptaki".  
     I weź tu cokolwiek wytłumacz takiemu Brytyjczykowi, dla którego to zdanie po prostu brzmi:
    Two childreen is sitting on the bench - two girls and two boys. And they are looking at two birds... 

8 komentarzy:

  1. Mój tata po ponad dwudziestu latach mieszkania w Polsce wciąż tego nie umie. :) Ale dla pocieszenia - on generalnie nigdy nie miał żadnych lekcji polskiego.
    No i ciągle myli przypadki, ale to chyba normalne - sama tak robię po niemiecku, a oni mają tylko cztery i odmieniają w zasadzie tylko rodzajniki. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polskie liczebniki naprawdę nie są normalne. Skoro rodowici Polacy robią w nich na co dzień masę błędów, to co wymagać od obcokrajowców...

      Usuń
  2. no to po ptokach... polecialas, ze hej! A tak swoja droga, to nawet sie nie zwstanawialem, ze to jest az takie trudne... wporownaniu z nami, hiszpañski to pikus. Naprawde.
    Jakie to szczescie, ze ja juz nie musze nauczc nikogo i niczego... uffffff

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taka anegdota o Tolkienie. Umiał jak wiadomo masę języków, stworzył też kilka swoich własnych. Opowiadał, że rozpoczął kiedyś naukę języka polskiego - po piątej lekcji stwierdził, że nie da rady, bo to jest za trudny język, żeby go opanować nie będąc native speakerem... Poddał się :)

      Usuń
    2. Hahahahahaha, no prosze, tego nawet nie ma w jego biografii... Gora nasi! :)

      Usuń
    3. Lektorka u nas w szkole językowej to opowiadała, nie wiem, gdzie to wyczytała, ale mogę zapytać.

      Usuń
  3. To mnie pocieszyłaś , teraz uwierzyłam ,że angielski nie jest trudny.:-)))
    A jęczałam właśnie ,że trudny :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Angielski robi się trudny dopiero na wyższych poziomach zaawansowania. Ale opanowanie - i to POPRAWNE - tego jęzka na poziomie podstawowym, czy nawet umożliwiającym codzienną, swobodną komunikację, naprawdę jest dość proste. A polski - no cóż... Żeby powiedzieć poprawnie najprostsze zdania, już trzeba łyknąć całkiem sporo gramatyki...

      Usuń