Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

środa, 6 marca 2013

Tatusia ciąg dalszy

    Zgodnie z umową, spotkałam się dziś z tatusiem mojej wychowanki Patrycji, bohaterem poprzedniego posta. Myślę, że Drogim Czytelnikom należy się krótka relacja.
    Przedstawiając sprawę w lekkim uproszczeniu, mamy do czynienia ze skrzyżowaniem gatunku faceta zwanego przez Hipopotama "la pippa" [z akcentem na ostatnią sylabę :)] z osobą zbyt zajętą, by orientować się na bieżąco w sprawach rodzinnych. Jak przyznaje, pracuje 5 dni w tygodniu z 2-dniowymi przerwami, z tym, że owo wolne wypada różnie. W dni robocze jednak wychodzi z domu około 6 rano, a wraca po 21, więc siłą rzeczy ma energię wyłącznie na to, by trafić do łóżka. Sprawami domowymi generalnie zajmuje się żona, która też pracuje, ale w mniejszym wymiarze godzin. Problem jednak w tym, że połowica chce być "tą dobrą", więc kryje Patrycję przed ojcem i pozwala jej na to, co on zabronił. W efekcie rzecz jasna córcia zupełnie weszła mamusi na głowę - co zresztą sama kiedyś miałam okazję zaobserwować. Pamiętam, jak w pierwszej klasie z powodu wybuchu złości i zbluzgania nauczycielki kazałam uczennicy przyjść do szkoły z matką. No i owszem, stawiły się u mnie obie, tylko rozmowa w trójkę skończyła się tym, że Patrycja w mojej obecności zaczęła się na rodzicielkę wydzierać, a ta pokornie spuściła uszy po sobie! W odpowiedzi na to rzecz jasna krótko i stanowczo kazałam gówniarze zamknąć drzwi z drugiej strony, a z matką kontynuowałam rozmowę już w cztery oczy.
    Powróćmy jednak do tatusia. To, że facet jest zarobiony i wiecznie zmęczony - to rozumiem. Nie jestem jednak w stanie pojąć, że nie huknie na żonę i córkę, skoro jest świadomy tego, że go regularnie robią w bambuko. Nie wiem, czy to tylko kwestia tego, że tak mu wygodnie i chce mieć przede wszystkim święty spokój - czy jest najzwyczajniej w świecie zastraszony przez swoje kobiety. W każdym razie otwarcie przyznał, że żona za jego plecami kryje numery Patrycji, pisze jej usprawiedliwienia i pozwala jej na rzeczy, których on wcześniej zabronił. Powiedziałam mu więc bardzo spokojnie, najbardziej rzeczowym i nauczycielskim głosem, na jaki było mnie stać, że takie podejście jest bardzo niepedagogiczne i że jeśli rodzice nie stanowią jednolitego frontu, to dziecko się gubi, bo nie ma jasnych reguł. Poleciłam mu porozmawiać poważnie z małżonką, czym grozi takie niekonsekwentne podejście - choć niestety nie mam złudzeń, by taka rozmowa coś dała. Z rozwiązań praktycznych natomiast poleciłam założenie Patrycji słynnego w Zoo "zeszytu na autografy". Metoda bardzo prosta, skuteczna i stosowana w naszej placówce nader chętnie. Otóż uczeń zakłada zeszyt i ma obowiązek każdego dnia po każdej lekcji poprosić nauczyciela o podpis jako dowód, że był na danych zajęciach obecny. Rodzic sprawdza i ma czarno na białym, jak się frekwencja przedstawia - a jeśli pociecha kręci [że np. zeszyt zgubiła czy zostawiła w szkole], albo podpisy są podejrzane, to jest to czytelny sygnał, że delikwent ma nieczyste sumienie. Dałam też na odchodnym ojcu Patrycji mój adres mailowy celem szybszego kontaktu.
    Pytacie: czy to coś da? Pożyjemy, zobaczymy. Na dłuższą metę pewnie niewiele, bo nie łudzę się, by wieloletnie błędy wychowawcze dało się naprawić ot tak - w przypadku 18-letniej pannicy. Na jakiś czas pewnie frekwencja Patrycji się poprawi i pozostaje mieć nadzieję, że to wystarczy, by ją uchronić przed enkaelami. Do końca semestru jeszcze 4 miesiące.

4 komentarze:

  1. Ty mi tu wiecej takich rzeczy nie rob! Sprzedalas polowe prawdy i mnie sie od razu pedagog wlaczyl. A po przeczytaniu tego powyzej, przyznaje racje H.
    I jestem za eutanazja. Jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sprzedałam połowy - tylko też znałam ino część historii, tzn. tyle, ile wywnioskowałam z rozmowy telefonicznej. Więcej się dowiedziałam od samego tatusia w cztery oczy. A to i tak jedna strona medalu, bo przecież pełny obraz miałabym po usłyszeniu wersji mamusi.
      Tak sobie myślę, że z taką rodzinką to i tak cud boski, że Patrycja wyrosła na dość sympatyczną i względnie niezdemoralizowaną dziewczynę - bo ona da się lubić generalnie. Tylko, że jej odwala.

      Usuń
  2. Matka robi krzywdę dziewczynie.
    Trzeba by zacząć od wychowania tej matki niestety...
    Ale kto to zrobi ?? ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I matka i ojciec są siebie warci. Ona jest za dobra, a on jest wygodny. Dla niego to też świetna wymówka - dużo pracuję, więc niech żona się zajmie wychowaniem. A jak coś jest źle, to wina żony... Oboje po prostu chcą mieć święty spokój.

      Usuń