Zgodnie z umową, spotkałam się dziś z tatusiem mojej wychowanki Patrycji, bohaterem poprzedniego posta. Myślę, że Drogim Czytelnikom należy się krótka relacja.
Przedstawiając sprawę w lekkim uproszczeniu, mamy do czynienia ze skrzyżowaniem gatunku faceta zwanego przez Hipopotama "la pippa" [z akcentem na ostatnią sylabę :)] z osobą zbyt zajętą, by orientować się na bieżąco w sprawach rodzinnych. Jak przyznaje, pracuje 5 dni w tygodniu z 2-dniowymi przerwami, z tym, że owo wolne wypada różnie. W dni robocze jednak wychodzi z domu około 6 rano, a wraca po 21, więc siłą rzeczy ma energię wyłącznie na to, by trafić do łóżka. Sprawami domowymi generalnie zajmuje się żona, która też pracuje, ale w mniejszym wymiarze godzin. Problem jednak w tym, że połowica chce być "tą dobrą", więc kryje Patrycję przed ojcem i pozwala jej na to, co on zabronił. W efekcie rzecz jasna córcia zupełnie weszła mamusi na głowę - co zresztą sama kiedyś miałam okazję zaobserwować. Pamiętam, jak w pierwszej klasie z powodu wybuchu złości i zbluzgania nauczycielki kazałam uczennicy przyjść do szkoły z matką. No i owszem, stawiły się u mnie obie, tylko rozmowa w trójkę skończyła się tym, że Patrycja w mojej obecności zaczęła się na rodzicielkę wydzierać, a ta pokornie spuściła uszy po sobie! W odpowiedzi na to rzecz jasna krótko i stanowczo kazałam gówniarze zamknąć drzwi z drugiej strony, a z matką kontynuowałam rozmowę już w cztery oczy.
Powróćmy jednak do tatusia. To, że facet jest zarobiony i wiecznie zmęczony - to rozumiem. Nie jestem jednak w stanie pojąć, że nie huknie na żonę i córkę, skoro jest świadomy tego, że go regularnie robią w bambuko. Nie wiem, czy to tylko kwestia tego, że tak mu wygodnie i chce mieć przede wszystkim święty spokój - czy jest najzwyczajniej w świecie zastraszony przez swoje kobiety. W każdym razie otwarcie przyznał, że żona za jego plecami kryje numery Patrycji, pisze jej usprawiedliwienia i pozwala jej na rzeczy, których on wcześniej zabronił. Powiedziałam mu więc bardzo spokojnie, najbardziej rzeczowym i nauczycielskim głosem, na jaki było mnie stać, że takie podejście jest bardzo niepedagogiczne i że jeśli rodzice nie stanowią jednolitego frontu, to dziecko się gubi, bo nie ma jasnych reguł. Poleciłam mu porozmawiać poważnie z małżonką, czym grozi takie niekonsekwentne podejście - choć niestety nie mam złudzeń, by taka rozmowa coś dała. Z rozwiązań praktycznych natomiast poleciłam założenie Patrycji słynnego w Zoo "zeszytu na autografy". Metoda bardzo prosta, skuteczna i stosowana w naszej placówce nader chętnie. Otóż uczeń zakłada zeszyt i ma obowiązek każdego dnia po każdej lekcji poprosić nauczyciela o podpis jako dowód, że był na danych zajęciach obecny. Rodzic sprawdza i ma czarno na białym, jak się frekwencja przedstawia - a jeśli pociecha kręci [że np. zeszyt zgubiła czy zostawiła w szkole], albo podpisy są podejrzane, to jest to czytelny sygnał, że delikwent ma nieczyste sumienie. Dałam też na odchodnym ojcu Patrycji mój adres mailowy celem szybszego kontaktu.
Pytacie: czy to coś da? Pożyjemy, zobaczymy. Na dłuższą metę pewnie niewiele, bo nie łudzę się, by wieloletnie błędy wychowawcze dało się naprawić ot tak - w przypadku 18-letniej pannicy. Na jakiś czas pewnie frekwencja Patrycji się poprawi i pozostaje mieć nadzieję, że to wystarczy, by ją uchronić przed enkaelami. Do końca semestru jeszcze 4 miesiące.
Ty mi tu wiecej takich rzeczy nie rob! Sprzedalas polowe prawdy i mnie sie od razu pedagog wlaczyl. A po przeczytaniu tego powyzej, przyznaje racje H.
OdpowiedzUsuńI jestem za eutanazja. Jak najbardziej.
Nie sprzedałam połowy - tylko też znałam ino część historii, tzn. tyle, ile wywnioskowałam z rozmowy telefonicznej. Więcej się dowiedziałam od samego tatusia w cztery oczy. A to i tak jedna strona medalu, bo przecież pełny obraz miałabym po usłyszeniu wersji mamusi.
UsuńTak sobie myślę, że z taką rodzinką to i tak cud boski, że Patrycja wyrosła na dość sympatyczną i względnie niezdemoralizowaną dziewczynę - bo ona da się lubić generalnie. Tylko, że jej odwala.
Matka robi krzywdę dziewczynie.
OdpowiedzUsuńTrzeba by zacząć od wychowania tej matki niestety...
Ale kto to zrobi ?? ...
I matka i ojciec są siebie warci. Ona jest za dobra, a on jest wygodny. Dla niego to też świetna wymówka - dużo pracuję, więc niech żona się zajmie wychowaniem. A jak coś jest źle, to wina żony... Oboje po prostu chcą mieć święty spokój.
Usuń