Dziś na wesoło. Trafiłam na poniższy obrazek na demotywatorach - i tak mi się spodobał, że Was nim uraczę :)
A jak się ma smocza rzeczywistość do powyższej karykatury?
Cóż... Jestem jeszcze zdecydowanie za młoda, by mnie wypaliło zawodowo, więc póki co nie narzekam. Jak do tej pory najgorszym okresem w mojej pracy było pierwsze pół roku po nastaniu w Zoo, czemu chyba trudno się dziwić. Za duży szok kulturowy, że tak to delikatnie nazwę :) Szczegółów nie mam po co opisywać, bo jeśli ktoś ich nie pamięta, może cofnąć się do postów z tego czasu. W drugim semestrze nastąpił przełom. Nie wiem dokładnie, czym był spowodowany, a jak znam życie, to nałożyło się tutaj kilka czynników. Na pewno dzieciaki przyzwyczaiły się do mnie, przestałam być dla nich nowością - a zatem odechciało im się dawać mi w dupę aż tak bardzo. Poza tym w drugim semestrze zaczął się w mojej Muppeciarni etap odsiewania co bardziej hardcorowych egzemplarzy - bo albo sami przestali się pojawiać, albo już tak przegięli, że można było zacząć wyciągać w stosunku do nich poważne konsekwencje [patrz finał historii o Psychopatce]. Sama Dragonka też stała się odporniejsza zgodnie z maksymą, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Wreszcie [last, but not least :)] w moim życiu osobistym zaszło sporo zmian i to dla odmiany zdecydowanie na lepsze. Przegoniłam na dobre Ropuchę, Co To Udawała Księcia - a potem spotkałam Hipopotama. Tak czy inaczej pewne czynniki w sferze zawodowej w połączeniu w odpowiednią sytuacją prywatną zaowocowały tym, że Smok na dobre rozpanoszył się w Zoo i z kandydata na obiad dla Małpek stał się ich treserem :)
Jak będzie dalej? Ano obaczym. Z pewnością przyjdą jeszcze gorsze momenty, ale nie mam zamiaru martwić się na zapas. Co prawda w głowie mi się zupełnie nie chce zmieścić, jakim cudem sprostam wymogowi pracy do 67 roku życia, ale to niezależnie od tego, czy w dalszym ciągu będę zaiwaniała w Zoo. Wyobrażacie sobie aż tak wiekowego nauczyciela w konfrontacji z nastolatkami, za którymi z przyczyn fizycznych nie będzie po prostu w stanie nadążyć? Bo ja szczerze mówiąc nie bardzo...
A zatem - być może zamieszczony w tym poście obrazek stanie się kiedyś aktualny. Ale póki co - małpie niedoczekanie :)

Nie mam zmarszczek od fałszywego usmiechu ;D. Ale wrzody na żołądku, o tak (głównie od chęci przyłożenia rodzicom ;))...
OdpowiedzUsuńWszystko przed Tobą, Królowo :)
UsuńBiedne te nauczycielki oj biedne ...
OdpowiedzUsuńTakie perspektywy ??!
Ja pamiętam bardzo starego nauczyciela
na pewno po 65 roku życia , który nas uczył fizyki
i bałyśmy się go jak wszyscy diabli.
Ale to było 100 lat temu :-)))
Kiedyś młodzież była bardziej zdyscyplinowana, to niestety fakt. Efekt wprowadzenia gimnazjum.
UsuńWiesz, Dragonko, jesteś młoda. Jak będziesz mieć 67 lat, to już będziemy w Europie tak zaawansowani technicznie i kulturowo, że Ty będziesz lewitować w przezroczystej kapsule nad klasą i będziesz w tej kapsule mieć taki guziczek, który będzie miała połączenie z czipami wszczepionymi w małpie mózgi przez Niezawodny System Kontroli Młodzieży Niesfornej. Co Ci który podskoczy, to Ty naciśniesz guziczek i prześlesz mi przyjazną wiązkę elektrowstrząsów dla jego dobra. O!
OdpowiedzUsuńDobry mam pomysł, co nie? :D
errata: prześlesz mu, nie mi - mi to prześlesz kartkę do Domu Starców na święta :)
OdpowiedzUsuńJak Ty będziesz w wieku, w którym się kwalifikujesz do Domu Starców, to i ja, bośmy rówieśnice :)
UsuńZaczipowane Małpki... Fajna wizja :) Podoba mi się :)
A miałaś już w pracy ankietę badającą wypalenie zawodowe? 1/3 pytań dotyczy życia erotycznego, bo ponoć pierwszy objaw wypalenia zawodowego nauczyciela, to awersja do seksu...
OdpowiedzUsuńNie miałam, ale też nie słyszałam, by takie ankiety nauczycielom u nas robili. W takim razie jednak wypalenie zawodowe mi zdecydowanie nie grozi :):):)
Usuń