Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

piątek, 22 kwietnia 2011

Słówko o Beatce

  Ruszyło indywidualne nauczanie Beatki, ale na całe szczęście nie ja zostałam "ubrana" w język polski, tylko Kamila [razem przygotowywałyśmy akademię z okazji Dnia Nauczyciela]. Wszystkim nauczycielom, którzy mają teraz zajęcia z tym dziewczęciem, szczęki opadają do samej podłogi. Czemu? Po pierwsze: wszyscy znamy Beatkę jako osobę zdemoralizowaną, wulgarną, niezrównoważoną emocjonalnie. Zasadą było, że jeśli pojawiła się w szkole, to nie dało się przeprowadzić zajęć, bo skutecznie rozkładała lekcje. Zaznaczam tutaj - uprzedzając ewentulane komentarze w stylu: "Dragonka sobie nie radziła, to wiesza na biednym dziecku psy..." - taka sytuacja powtarzała się NA KAŻDYM przedmiocie, nie było nauczyciela, który by nie miał z tą panną problemów. W domu natomiast, kiedy nie ma się przed kim popisywać, okazała się pilną, karną uczennicą. Kamila opowiadała, że dziewczę przez trzy godziny zajęć grzecznie wykonywało ćwiczenia, notowało, ba, nie odebrało nawet telefonu, kiedy w pewnym momencie zadzwoniła do niej komórka. Drugie zaskoczenie dotyczny natomiast warunków, w jakich Beatka mieszka. Jako tylko jej polonistka [a nie wychowawca] nie mam wglądu w jej dokumenty, nie znałam więc sytuacji rodzinnej uczennicy. Sądząc po jej zachowaniu spodziewałam się, że mieszka w norze z rodzicami-alkoholikami albo sadystami. Nie zrozumcie mnie źle, daleka jestem od szufladkowania ludzi po pozorach [kto mnie zna, ten wie], ale na logikę takie zachowanie, jakie obserwowałam u Beatki, wydawało mi się efektem domowego piekiełka. Co się okazało? Otóż dziewczyna jest dzieckiem adopcyjnym, ma normalnych, dobrze zarabiających rodziców, a warunki do nauki szklarniowe - piękne mieszkanie i własny, duży pokój tylko dla siebie. Czysto, schludnie, spokojnie, a teraz, kiedy Beatka jest w ciąży, to skaczą koło niej, jak by była z porcelany.
   Jaka refleksja mi się pojawiła? Owszem, dalej nie wiem, co Beatka przeżyła w życiu [to znaczy - zanim trafiła do rodziny adopcyjnej], ale kiedy usłyszałam, jak się sprawy mają na ten moment, to z miejsca przestało mi być jej szkoda. Na moje oko w główce się dziewczęciu przewróciło i tyle. Być może za krótko żyję jeszcze na tym łez padole, ale doprawdy pod kopułą mi się nie mieści, że można tak sobie marnować życie i zostać z własnej woli Małpką - bo przypominam, Beatka kończy w tym roku 18 lat, a jest w 3 klasie gimnazjum... - mimo tego, że ma się normalne warunki rozwoju. Zestawiam ją w tym momencie z Adasiem [Mapłką Bum-Bum], którego jedyną "winą" w życiu jest fakt bycia biologiczną sierotą i "pech" trafiania do złych rodzin zastępczych. Poziom porąbania oboje prezentują mniej więcej ten sam [z lekką przewagą na korzyść Adasia, który jest zdecydowanie bardziej inteligentny od Beatki, pod warunkiem rzecz jasna, że mu właśnie nie odbija...], tylko że chłopak naprawdę nie miał możliwości żyć normalnie. A ona...?
   Zoo jednak w dalszym ciągu nie przestaje mnie zaskakiwać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz