Drodzy Czytelnicy!
Jak wspominałam, w związku z obsadzeniem Smoczycy w nowej roli - czyli prywatnego wychowawcy Myszy - przez najbliższy rok będę w stanie spoczynku jako nauczyciel. Siłą rzeczy więc "coś" z tym blogiem trzeba zrobić. Zgodnie z założeniami jest to witryna, w której opisuję głównie moje zmagania się z sytuacjami, które spotykają mnie w zetknięciu z tzw. trudną młodzieżą, a rzecz jasna nie będę teraz mogła tego robić, skoro próg szkoły w celach metodyczno-dydaktycznych przekroczę dopiero we wrześniu 2016r.
Pierwotnie planowałam roczne zawieszenie "Smoczych opowieści", a wystartowanie z nowym blogiem, w których miałam pisać o moim debiutowaniu w roli matki-Polki. Część z Was mogła się nawet załapać na pierwszy post o stereotypach w kwestii ubierania niemowląt. Niestety, projekt nie dojdzie do skutku, ponieważ tej formule zdecydowanie sprzeciwił się Hipopotam, który nie chce, bym czyniła Myszę główną bohaterką bloga. Witryna zatem została skasowana.
Wobec tego - co dalej? Nie chcę zupełnie rezygnować z pisania, bo od 2010 roku [tak tak, to już TYLE czasu minęło... :)] polubiłam ten rodzaj interaktywnej twórczości literackiej [przez duże TFU :)]. Byłoby mi tak jakoś no... łyso. A skoro jednak nie założę nowego bloga, to pozostaje mi zmodyfikować formułę starego. Otóż siłą rzeczy nie będą się tu pojawiały wpisy dotyczące Zoo czy maltretowania innastrańców, a za to więcej postów traktujących o sprawach społecznych, politycznych [już widzę te kłótnie w komentarzach, hie hie hie...] czy światopoglądowych. Zrobi się więc z tego miejsca przez rok taki trochę bardziej typowy blog [że tak pozwolę sobie zrymować :)], czyli po prostu miejsce, w którym autorka będzie uzewnętrzniać, co jej akurat socjologicznie na wątrobie siedzi, a Czytelnicy będą komentować [mam taką szczerą nadzieję] i jej albo cukrować w ramach aprobaty - albo wieszać na niej psy ["Bo przecież nie koty..." - oburzyła się Jej Wysokość] w przypadku prezentowania innego punktu widzenia. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. A za rok, kiedy w chwale i glorii wrócę do Zoo, znów będę mogła częstować Was opowieściami o wybrykach Małpek.
To co, zostajecie ze mną?
Szkoda, mi się podobał pomysł, ale jak Tato nie chce, to lepiej z Hipciem nie dyskutować ;). Zaglądać będę, na pewno :).
OdpowiedzUsuńNo też byłam ciekawa, co z tego wszystkiego wyjdzie - a jakie piękne tło mi się udało wyszperać w te pluszaki... :) Ale cóż, rodzinne szczęście wymaga kompromisów.
UsuńKiedys to Ci na watrobie siedziala Godzilla, a odkad stala sie Mysza, to teraz masz watrabe nieco mniej obciazona. Zgadzam sie z Hipem, ze sie nie zgadza. Blog jest ogolno dostepny i tak naprawde nie wiesz, czy jakis swir (oprocz nas tutaj) nie podczytuje... Ty to co innego, mozesz sie uzewnetrzniac, ale sama masz jakies opory, w sensie ze nie poruszasz pewnych tematow. Mysza poki co sie nie obroni sama i to jeszcze dlugo. A ja chyba dzisiaj walne jakas ''Leniwa kobylke'' bo mi sie nie chce pisac na moim :P
OdpowiedzUsuńJa się nigdzie nie wybieram, z budżetowej pensji nie mam na paliwo;) A Hipopotam ma rację w kwestii bloga, moim skromnym.
OdpowiedzUsuńNie zamierzałam pisać na tamtym blogu Boh wie jak intymnych szczegółów - nie bardziej na pewno, niż na tym. Widzieliście przecież [przynajmniej co niektórzy] pierwszy post - luźne przemyślenia na temat różowych i niebieskich ubranek dla dzieci. Reszta byłaby w podobnym tonie, tzn. opieka nad dzieckiem jako źródło inspiracji i coś w rodzaju materiału na felieton. Przecież też nie jestem jakaś głupia, no... Tak jak napisał Robal - pewnych tematów to i tutaj nie poruszam i tam też by tak było.
OdpowiedzUsuńRobalku - Godzilla to siedziała na nerce :)
Mirja - wybrać to się można i "piechtobusem" [a przy pensjach budżetowych to i trzeba], ale jeśli tak, to się bardzo cieszę, że zostajesz.
a tak swoja droga, to mnie jakos ominelo to o rozowych i niebieskich... trzeba bylo przekleic tutaj a nie kasowac. Bom ciekaw :)
OdpowiedzUsuńA z tym się chyba da coś zrobić. Zdaje się, że mogę anulować kasowanie - skopiuję posta, tu wkleję i znów włączę tryb autodestrukcji :)
UsuńJa zostaję. A nawet zostawam.
OdpowiedzUsuńAle jak coś tam czasem przemycisz o Myszy, to też fajnie będzie :)
Pewnie przemycę - na takich zasadach, jak do tej pory.
UsuńOczywiście, po tylu latach, regularnego odwiedzania Twojego bloga nie może być inaczej :)
OdpowiedzUsuńJuż nie mogę się doczekać kolejnych postów i chętnie poczytam tematy z serii "kij w mrowisko"
Pozddrawiam
Kontrowersyjnych tematów to chyba aż tak często nie poruszam. Ostatnio to zdaje się o biciu dzieci. Ale zobaczymy.
Usuń