Nie chcę zapeszać ani popadać w samouwielbienie, ale - odpukać! - Panie i Panowie, póki co jako matka radzę sobie całkiem nieźle :)
Mysza rośnie, nabiera wagi oraz fałdek we wszelkich możliwych zagięciach ciała - waży już prawie 5 kg. Położna orzekła, że tak ma być i wszystko jest pod kontrolą, bo musi nabrać ciała przed nauką chodzenia, kiedy to wszystko spali. Generalnie jest z niej kawał silnej baby [rzecz jasna z Myszy, a nie z położnej :)]. Absolutnie nie jest bezwładnym niemowlaczkiem, potrafi silnie zaoponować, kiedy jej się coś nie podoba, a położona na brzuszku robi pompki, usiłując się podnosić na rączkach i nóżkach. Jak na niespełna miesięczne dziecko to chyba niezły wynik. A ja tylko co i rusz odkładam na półkę w szafie za małe bodziaki i pajacyki, a niektóre zdążyła założyć tylko raz albo i wcale.
Dbamy z Hipkiem o jej wszechstronną edukację muzyczną. Błotny Ssak katuje ją trąbką w wykonaniu Stańki, a ja mieszanką hitów z lat '80 i '90 - a to dlatego, że znam słowa i mogę jej jednocześnie coś pośpiewać. Oprócz tego przerabiamy klasykę bajkowej literatury dziecięcej, bo Smoczyca ze swoją pamięcią słuchową sporo umie na pamięć. Na tapecie obecnie "Paweł i Gaweł", bajki Krasickiego oraz "Pchła Szachrajka" i "Lis Witalis" w odcinkach. Poza tym - zgodnie z zaleceniami położnej - zaczęłam Myszy podtykać specjalne czarno-białe obrazkowe książeczki dla niemowląt, które odziedziczyła po starszych bratankach. I wiecie co, ona naprawdę wygląda na zainteresowaną.
Reasumując - dziecko żyje, rozwija się i wygląda na zadowolone. Jest też póki co dość pogodna i nie daje zbytnio popalić. Ale w razie jak by co... Natrafiłam na demotywatorach taki oto obrazek, który wydaje mi się tu doskonałą pointą :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz