Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Ogarniamy temat

   Panie i Panowie!
Ladies and Gentlemen!
Damen und Herren!
Damas y Caballeros!
Signore e Signori!


    Pragnę obwieścić przy wtórze werbli wszem i wobec, że 1 sierpnia o godzinie 21:08 przyszła na świat Hipciolina, zwana na potrzeby tego bloga również Godzillą. Nota bene całkiem trafnie - USG przy przjęciu do szpitala oszacowało jej wagę na 3500 g, a okazało się, że ważyła 4010 g...
   Nie będę Wam, drodzy Czytelnicy, zdawała szczegółowej relacji z przebiegu porodu, bo zdaję sobie sprawę, że niektórzy umilają sobie czytaniem moich postów posiłki... Dość będzie powiedzieć, że wszystko trwało potwornie długo, bo od rozpoczęcia akcji "Narodziny Hipcioliny" [czyli odejścia wód płodowych] do pierwszego krzyku protestu samej zainteresowanej - aż 41 godzin. A i tak skończyło się cesarką [zresztą po interwencji mojej pani doktor nieobecnej tego dnia w szpitalu, do której zadzwonił Hipo] - gdyby nie to, to pewnie męczyłabm się jeszcze kolejne pół doby. Praktycznie bez jedzenia, karmiona dożylnie glukozą, no i rzecz jasna bez snu. To ja dziękuję, postoję...
    Spędziłam w szpitalu 8 dni - 2 sama, resztę z Hipcioliną. Ja doszłam do siebie w tempie błyskawicznym, bo wstałam jakieś 7 godzin po cięciu i tego samego dnia śmigałam już po korytarzu. Gorzej było z małą, bo nie dość, że załapała się na antybiotyk na dzień dobry, to jeszcze przyplątała się tradcyjna żółtaczka. Z perspektywy czasu myślę, że jej stan musiał być niepokojący, bo tak to wręcz na siłę wypychali wszystkie matki do domu z noworodkami najszybciej, jak się dało. Wbrew alarmom o dramatycznie niskim przyroście naturalnym wszystkie porodówki w mieście są przepełnione, kobiety są upychane w salach "na dostawki" i żadne łóżko nie jest wolne dłużej, niż pół godziny [wiem co mówię, w końcu przez ponad tydzień naobserwowałam się życia szpitalnego]. 

    A jaka jest Hipciolina? Przede wszystkim - piękna :) Ja wiem, że wszystkie matki tak mówią o swoich dzieciach, ale trochę się tych noworodków teraz naoglądałam i z ręką na sercu Wam mówię, że ona naprawdę była najładniejsza na całym oddziale. Nie czarujmy się, noworodki przez pierwszy tydzień życia nie wyglądają szczególnie zachęcająco - a to chude, głowy i kończyny jakieś nieproporcjonalne, skóra pomarszczona, jakieś plamki na twarzy... Tymczasem Hipciolina po pierwsze przyszła na świat nie umęczona porodem naturalnym, co jednak samo nie czyniło z niej Miss Oddziału, bo cesarek było akurat wyjątkowo dużo [pewnie z powodu upałów]. Po drugie waga zrobiła swoje - czterokilogramowe dziecko jest rozkosznie pyzate, rączki i nóżki ma pulchniutkie, a z klatki piersiowej nie przebijają się żebra... W porównaniu do tych wszystkich dzieciaków, to ona zupełnie nie wyglądała na noworodka, tylko na kilkutygodniowe dziecko. No i ostatni element - włosy. No szopa tak bujna, że tylko jechać na metalowy koncert i machać piórami :) Zgodnie z Hipem nie możemy wyjść z podziwu, jakim cudem udało nam się powołać do życia tak śliczne dziecko :)
    A charakter? Póki co - odpukać, tfu tfu - to anioł, nie niemowlę. Jeśli tylko jest najedzona [a wtrąbić to ona potrafi...] i ma czystą pieluchę, to w ogóle nie płacze i nie marudzi. Przez większą część dnia śpi, a jeśli nie, to leży z otwartymi oczami i się rozgląda [choć wiem, że na tym etapie życia Godzilla jeszcze niewiele widzi]. Dziecko bezproblemowe. Inna sprawa, że staramy się z Hipem nie przyzwyczajać jej do ciągłego noszenia, żeby potem nie okazało się, że można ją będzie uspokoić tylko przez branie na ręce. Choć słuch ma znakomity [co potwierdziły badania], to dźwięki otoczenia kompletnie jej nie ruszają. Śpi twardo i przy drących się całą noc niemowlętach, i przy włączonym laptopie - a najchętniej słucha buczenia mojego laktatora. Tjaa, to ją uspokaja w kilka sekund :) Na pierwszym spacerze po wyjściu ze szpitala mnie i Hipa minął jadący na sygnale wóz strażacki. Hałas taki, że obudziłby umarłego, ale Hipciolina tylko ziewnęła i dalej smacznie spała. Bardzo wrażliwa jest tylko na zmiany temperatur, bo błyskawicznie dostaje od tego czkawki.

    "Muszę pani powiedzieć, że pani mąż znalazł sobie młodszą..." - tymi słowami powitała mnie położna, która wcześniej nadzorowała moją akcję porodową, kiedy wywieźli mnie po cesarce z sali operacyjnej. Nic dodać, nic ująć. Hipo kompletnie odleciał na punkcie córki, jest w niej tak zakochany, że sobie nawet nie wyobrażacie. W szpitalu trzeba było go niemal siłą odganiać od "mydelniczki" [czyli szklanego łóżeczka na jeżdżącym stelażu], żeby mała mogła spać, bo tak to by cały czas ją nosił na rękach. Podczas tego weekendu, kiedy byliśmy tylko we troje, niewlele mogłam przy dziecku zrobić, bo każde przewijanie, przebieranie i karmienie [Hipciolina je z butelki] obstawiał tatuś, ja co najwyżej mogłam asystować. Kąpiemy wspólnie - tzn. Hipo trzyma małą [ma większe, pewniejsze dłonie], a ja myję. 

    Reazumując mój wywód - jak na razie wszystko gra. Powoli ogarniamy temat. Tylko niewyspana chronicznie jestem, ale wiem, że tak to już teraz będzie.

9 komentarzy:

  1. Gratulacje jeszcze tutaj złożę, a co!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje, bardzo się cieszę !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. 41 godzin... ja pie***le... no to niezle... z tego punktu widzenia to serdecznie wspolczuje... ale reszta to miod-cud-i orzeszki :) Pokaz tu ludziom te Miss Smoczej Jamy, no... pokaz pokaz :) Rzeczywiscie jest piekna i mozna sie nia chwalic :) Oby Wam to nigdy nie przeszlo. Zdrowia zycze wszystkim. A w szczegolnosci Godzilli :) I jeszcze raz gratuluje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie się zastanawiam, czy powinnam dawać jej zdjęcia na bloga, który w końcu jest ogólnodostępny... Bardziej jestem skłonna wysyłać fotki konkretnym zainteresowanym osobom na maila. Oczywiście korci mnie, żeby jej tu zrobić galerię, bo naprawdę jest przecudowna, ale sama nie wiem, sieć to sieć, co raz wrzucisz, nie zniknie. Choć Hipek na "fejs-zboku" nie omieszkał się pochwalić :)

      Usuń
  4. Zrobisz jak uwazasz :) Ja wiem, ze jest sliczna :) i to mi wystarczy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. 41 godzin? Chyba bym mchem porosła, ledwo swoje 19 przetrzymałam. Jesteś dzielna! Wielkie (acz delikatne) uściski dla dumnych rodziców i Miss Smoczej Jamy z Pięknego Miasta na dwie litery - niech się Godzilla zdrowo chowa i rodzicom frajdy oraz dumy dostarcza regularnie;)
    P.S. Salomonowo zdjęcie proponuję jedno. Tylko jak wybrać to najpiękniejsze;)?

    OdpowiedzUsuń
  6. Tzn. to było tak, że odeszły mi wody płodowe, a potem długo nic się nie działo mimo ładowania we mnie oksytocyny i innych wspomagaczy litrami. A kiedy coś się zaczęło, to byłam tak wykończona, że nie miałam na nic siły.
    Z wyborem jednego zdjęcia będzie będzie bardzo duży problem, ale to chyba faktycznie dobre rozwiązanie.

    OdpowiedzUsuń