Znacie bajkę o Śpiącej Smoczycy?
Otóż Smoczyca, odkąd występuje w wersji zdublowanej, mogłaby spać i 24 godziny na dobę. Bez względu na to, czy mam za sobą zwyczajowe 6-7 godzin snu [w dni powszednie], czy dziesięć [w weekendy], to i tak padam na pysk. Wstaję zmęczona i ten stan nie opuszcza mnie aż do ponownego walnięcia w kimono. Jakaś strasznie energochłonna jest ta moja Fasolka.
Poza tym typowych dolegliwości związanych z moim stanem na szczęście brak. Będę się tylko śmiała, jeśli okaże się, że schudłam, ponieważ jem mniej więcej 2/3 tego, co przed ciążą. No nie mam apetytu i już. I Hipek się ze mnie śmieje, że się bardzo opiekuńcza zrobiłam [choć ja tego nie widzę]. Tjaa... Za to na 100% jestem bardziej rozkojarzona i zapominalska, ale jak mam nie być, skoro usypiam na stojąco...?
Tyle w ramach raportu :)
Trzeba się powoli szykować do zmian. Podjęłam decyzję o niekontynuowaniu nauki rosyjskiego w przyszłym semestrze, bo i tak przecież nie dam rady wiosną i wczesnym latem tarabanić się po pracy do szkoły językowej dwa razy w tygodniu i zmusić mózg do wysiłku intelektualnego. Przykro mi z tego powodu, ale cóż zrobić. Zostaną mi tylko cotygodniowe spotkania z "moją" Ukrainką, bo z nią zawsze przynajmniej będę mogła próbować rozmawiać po rosyjsku [albo przynajmniej jej posłuchać]. Luba jest zresztą sympatyczną, inteligentną, bardzo ciepłą i mądrą kobietą, więc najzwyczajniej w świecie lubię jej towarzystwo. Bardzo potrzebuję teraz rozmów z doświadczonymi, spokojnymi i życzliwymi kobietami.
Pozostaje też kwestia Drybka. Zgłosiłam już w szkole językowej, że jestem "w stanie błogosławionym", aby mieli czas poszukać mu innej lektorki. Facet się chyba załamie, bo przecież poprzednia też oddała go mi właśnie z powodu ciąży. Ma biedny Szkot jakiś dziwny wpływ na młode kobiety :) Planuję go uczyć do Wielkanocy, bo tyle powinnam dać radę jeszcze dojeżdżać tramwajem na drugi koniec miasta późnym wieczorem dwa razy w tygodniu. Mam nadzieję, że mu kogoś znajdą, bo to klient niełatwy i ma swoje wymagania. Awaryjnie mogę spróbować go uczyć przez skype'a.
No a w Zoo mamy akurat kulminację papierkologii stosowanej, bo koniec semestru i w poniedziałek rada zatwierdzająca oceny. W tym roku nie dość, że mam swój dziennik i raport na głowie, to jeszcze mój stażysta, czyli pan Janusz... Rozumiem, że dla nowicjusza wypełnianie tych wszystkich tabeleczek i zestawień to koszmar, ale niestety muszę stwierdzić, że facet jest wyjątkowo niepojętny i niedomyślny - a może ja już zwyczajnie tracę cierpliwość? W czwartek siedziałam u niego w bibliotece ze 2 godziny i tłumaczyłam mu co i jak, w weekend odbyliśmy dwie rozmowy telefoniczne, wymieniliśmy dziesiątki maili, a i tak mam wrażenie graniczące z pewnością, że jutro w szkole przed samą radą czeka mnie dokonanie korekty jego sprawozdania...
I tak to obecnie u Smoka. Dłuższy post popełnię, kiedy się wyśpię. Ale kiedy to nastąpi, to tylko Fasolka jedna raczy wiedzieć :)
:-)))
OdpowiedzUsuńFasolka ma niesamowity wpływ na Ciebie :-)
I całe szczęście ,że tylko na sen Ciebie bierze, bo ja miałam na poczatku mdłości...
Tak samo mówi pani Luba - że wymiotowała CODZIENNIE rano do czwartego miesiąca... Pod tym względem rzeczywiście Fasolka traktuje mnie bardzo ulgowo.
UsuńZ dwojga zlego lepszy sen niz wymioty... No zlagodniala nam Smoczyca, ja cie krece... Ciekawe czy to bedzie Fasolka czy Jas Fasola :) Daj znac :)
OdpowiedzUsuńZe złagodnieniem to bym aż tak bardzo nie przesadzała, w pracy się chyba na małpki więcej wydzieram :)
UsuńNatomiast z Jasiem Fasolą to trafiłeś, hie hie hie - bo jeśli będzie syn, to wybraliśmy z Hipciem właśnie Jan.
HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA! No prosze :) To jesli to bedzie Jan, to zawsze bede na niego wolal Jas Fasola ;) To tak jak moj kumpel z pracy nadal swojemu mlodszemu synowi norweskie imie Gisle [dzizle] (wiem, ze dziwne, ale to nie moje dziecko...), no i wymowa natychmiast skojarzyla mi sie z hiszpanskim ''chiste'' czyli zart, dowcip. Teraz na biedaka nikt inaczej nie mowi, tylko Chiste ;)
UsuńSmok, Hipopotam, Wredne Pumisko i Jaś Fasola. Fajnie brzmi :)
UsuńA Miłkoska to co pięć minut sikała :). A moja kumpela z pracy to w ciąży 5 kg schudła, więc wszystko możliwe.
OdpowiedzUsuńKolorowych snów :)
Ano obaczym. Na razie to taka ciążo-zagadka.
UsuńNie chcę się "mondrzyć", ale zapewne nastąpi to w drugim trymestrze ;)
OdpowiedzUsuńPełna jestem podziwu dla Ciebie, że jeszcze jeździsz do Drybka przez na drugi koniec miasta. Oraz tak sobie myślę, że może teraz niech mu znajdą lektora- mężczyznę ;) Może to pomoże ;)
Pocieszam się, że moja mama w obu ciążach w ogóle nie miała mdłości, a takie rzeczy lubią być dziedziczne. Oby :)
UsuńCo do Dryba - wiesz, ja nie chcę skapcanieć za szybko i zamierzam pracować tak długo, jak będę mogła bez szkody dla mnie i Fasolki. No i lubię swoją pracę, naprawdę sprawia mi ona radochę. Odnośnie lektora, to jest ten problem, że Drybek jest naprawdę specyficzny i nie każdy nauczyciel się do niego nadaje. Znalezienie zastępstwa wcale nie jest proste.