Spać mi się dalej chce. No i mam permanentną zgagę bez względu na to, co jem - czasem dostaję jej nawet po niegazowanej wodzie mineralnej :) Poza tym na szczęście innych dolegliwości brak. Jeśli na tym ma polegać ciąża, to nie taki diabeł straszny.
A generalnie to wiecie co? W sumie to całkiem fajnie być w ciąży :) Wszyscy są dla mnie bardzo mili, uśmiechają się do mnie, interesują się moim zdrowiem i samopoczuciem. Normalnie jak bym non stop miała urodziny :) Jak głosi napis na moim preparacie witaminowym: "Odmienny stan - odmienne traktowanie". Tjaa, nie mam zamiaru polemizować... I samej ze sobą też mi fajnie, bo mogę bez wyrzutów sumienia stosować taryfę ulgową, jeśli tego potrzebuję. Żadnego wkurzania się, że mam tu i tam za dużo i problem z dopięciem spodni - teraz to mam ustawowe prawo mieć wielki bęben i to ubrania mają się do mnie dopasować, a nie na odwrót [inna sprawa, że wcale się nie zdziwię, jeśli - nie licząc dziecka w środku - schudnę, bo jem zdecydowanie mniej, niż przed ciążą]. Albo kiedy łapię zadyszkę maratończyka po wdrapaniu się na drugie piętro, to nie wymyślam sobie od łamag i niedorajd, bo w końcu problemy z oddychaniem i ogólny spadek energii w moim stanie jest zupełnie normalny. No i w szkole - kiedy jakaś małpa przegina i mam ochotę wypruć na nią koparę, to najzwyczajniej w świecie to robię i czuję się rozgrzeszona. A co, mam się zagotować w środku?! Jeszcze czego...
Inna sprawa, że uczniom trzeba oddać sprawiedliwość - odkąd wiedzą, że jestem w ciąży, w większości zachowują się o wiele lepiej, nie robią typowo małpich, chamskich numerów, a nawet same nawzajem się uciszają pod hasłem: "Zamknąć mordy, pani nie wolno denerwować!". Wyjątek od reguły stanowi niestety Kibolek, który najwyraźniej jest zbyt zaburzony psychicznie, by się chociaż odrobinę kontrolować nawet w takiej sytuacji. Na szczęście w dalszym ciągu jest o wiele lepiej w porównaniu do tych numerów, które odstawiał rok temu - ale dość powiedzieć, że jest męczący, irytujący i robi co może, by zdezorganizować zajęcia. W ostatni piątek na przykład chodzi po korytarzach szkolnych śpiewając na cały regulator: "Jebać TVN" [również w trakcie lekcji], na zajęciach wydawał jakieś bliżej nieokreślone odgłosy paszczą akurat w momencie, kiedy ja zaczynałam coś mówić [kiedy milkłam, rzecz jasna milknął i Kibolek], a także puszczał jakieś obrzydliwe i wulgarne komentarze [omawiamy właśnie "Krzyżaków", więc nasłuchałam się o "ruchaniu ciasnych szparek" odnośnie 12-letniej Danusi...]. Kiedy postawiłam mu pod koniec lekcji jedynkę za całokształt [bo przecież nie robił nic konstruktywnego przez całe zajęcia...], to zaczął udawać, że głośno szlocha, po czym usiłował się wdrapać na kolumnę podtrzymującą sklepienie [na szczęście bardzo śliską, więc mu się kompletnie nie udawało :)] wołając, że skoczy z sufitu i się połamie, a ja będę miała traumę do końca życia i moje dziecko też... Ot, taki kretynek, któremu najwidoczniej znów leki przestały działać.
Co do dziecka, to rzecz jasna nic sobie z tego nie robi :) Według najnowszych doniesień jest - jak na ten etap rozwoju - zdrowe, duże i generalnie cacy. I na 80% jest Hipciosmoczyllą - no chyba, że jej coś jeszcze między nogami wyrośnie :)
Gratuluję :-)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
A podziękowała :)
UsuńO matko! Jak sobie przypomnę swoje notoryczne zasypianie wszędzie i zawsze (będąc w ciążach dwóch), to aż mi się nostalgiczna łezka w oku kręci :-D
OdpowiedzUsuńA zgagę miałam jak stopińćdziesiąt przy drugiej laluni.Nic nie mogłam zjeść, bo zionęłam ogniem się jak smok wawelski nadziany owcą z siarką. Pod koniec tylko zacierki na mleku przyswajałam... Non stop zacierki... Na śniadanie, na obiad, na podwieczorek, na kolację... Brrr! :-D
Pocieszeniem były dla mnie tak zwane babskie przesądy: jak zgaga piecze, to dziecię będzie miało piękne włosy. Nie wiem co ma piernik do wiatraka, ale młoda młodsza faktycznie owłos ma pokazowy od urodzenia. Więc trzymaj się dzielnie i kompletuj wyprawkę w jedynie słusznym lóziowym kololku ;-)
U mnie to nie jest jakaś masakryczna ta zgaga, tzn. da się znieść - tylko jest uciążliwa, bo niemalże bez przerwy. Następnym razem jak będę u mojej pani doktor, to zapytam, czy może coś na to poradzić.
UsuńŻaden "juziowy", apagae satanas :) U nas będzie królował niebieski, neutralny, dobry bez względu na płeć. No i to ulubiony kolor Hipa.
No i słusznie! U mnie lóziowy też nie przeszedł - obie miały awersję. Być może przeze mnie, bo spowijałam je w łagodne błękity :-D
UsuńTrzymajcie się zatem ciepło, Dziewczyny!
OdpowiedzUsuń(Córeczki są świetne! Oczywiście synkowie też, ale z córeczkami mam doświadczenie i bardzo sobie chwalę :) )
A Kibolek... On naprawdę powinien być odizolowany i leczony :(
A no właśnie, będę Cię zamęczać pytaniami o wychowywanie córek, bo z tego co obserwuję masz do nich genialne podejście. Matka poziom Ekspert.
Usuńjak dobrze,że już jesteś po tym USG :) i wszystko dobrze. No to Hipcio pewnie zadowolony, że będzie miał córeczkę Tatusia. :) Cały czas o Was ciepło myślę :)
OdpowiedzUsuńŻebyś wiedziała, Hipo strasznie chce córeczkę. W ogóle u mnie w rodzinie raczej chłopcy, więc wszyscy się cieszą, że dziewczynka. No, chyba że nam jeszcze zrobi numer, co się przecież zdarza :)
UsuńDawno tu nie zaglądałam, a tu taka niespodzianka !!!
OdpowiedzUsuńGratulacje :)
Dziękuję :)
Usuń