Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 23 listopada 2014

Po wywiadówce

    W Zoo kontakt z rodzicami jest na wagę złota, co nie raz i nie dwa tu podkreślałam. Jeśli rodzice współpracują - i w ogóle wykazują jakiekolwiek zainteresowanie dzieckiem - to coś da się zwykle z delikwentem zrobić, by zaczął zachowywać się w szkole jak na ucznia przystało. Oczywiście bywają przypadki beznadziejne, wystarczy przypomnieć cacus Dawidka, czyli Złego Psa, którego mama zjawiała się na każde wezwanie do szkoły. No i co z tego, skoro była kompletnie zastraszona przez własnego syna...?
    Kontakt z rodzicami staramy się podtrzymywać przez cały rok szkolny, nękając ich telefonami, oficjalnymi pismami z pieczątką Zoo czy - co jest moją specjalnością - mailami, tym niemniej jak w każdej szkole kilka razy w roku organizowane są zebrania z rodzicami. Przed takim spotkaniem tradycyjnie wychowawcy wydzwaniają do domów i wysyłają zawiadomienia, co na ogół nie zmienia faktu, że ostatecznie na zebranie i tak przychodzi garstka. U mnie ostatnio były cztery sztuki na piętnastoosobową klasę. Tjaaa... W dodatku dwie mamusie to moje stare znajome, bo ich synów - Lecha i Michała - "prowadzę" u nas od pierwszej klasy gimnazjum, czyli już piąty rok. Bardzo miło się z nimi rozmawia, bo panowie nie sprawiają żadnych problemów dyscyplinarnych, a jedyny "stały" kłopot w przypadku Michała jest taki, że - używając bardzo łagodnego eufemizmu - chłopak ma bardzo ograniczone możliwości umysłowe, przez co każdego roku musimy się porządnie nagłowić, jak go tu przepchnąć z klasy do klasy. Mechanikiem samochodowym według opinii pracodawcy będzie niezłym, ale wszystkie dziedziny, które wiążą się z koniecznością przeczytania tekstu dłuższego niż pół strony - a już nie daj Boh zapamiętania z tego czegokolwiek - są dla niego nie do przeskoczenia. A o samodzielnym redagowaniu tekstu można całkiem zapomnieć. Michał generalnie jest sympatycznym chłopcem sprawnym manulanie, dużo rzeczy potrafi zrobić, ale jego dysfunkcje to niestety poważne kalectwo, co chyba zaczyna powoli do niego docierać. Dla przykładu - póki co nie ma sposobu, by zdał egzamin na prawo jazdy, mimo że podobno dość dobrze prowadzi. Ano za cholerę nie jest w stanie zaliczyć części teoretycznej.

    Była natomiast mama Zadziory. Wywarła na mnie względnie pozytywne wrażenie, choć wiem od Pedagożycy, że jest alkoholiczką. No cóż, pogadałyśmy o Karolinie szczerze, bo w końcu nie ma co udawać, że panna, która przez ostatnie kilka lat mieszkała w różnych domach poprawczych, jest aniołkiem... Rodzicielka miała dla mnie dwie wiadomości, tradycyjnie dobrą i złą. Dobra - córka ma umówioną wizytę do psychiatry, przeciw czemu nawet nie protestuje, bo podobno sama uznała, że coś z jej głową jest nie tak i przydałyby się jej jakieś leki wyciszające, "tylko nie takie, jak dawali w ośrodku, bo cały dzień po nich spała". I tak oto dowiedziałam się, że Zadziora w przeszłości już leczyła się psychiatrycznie. Zła wiadomość jest niestety taka, że owa umówiona wizyta odbędzie się dopiero w styczniu, bo takie są terminy NFZ-u. Fajnie, co?
    Ze swojej strony mogłam tylko wręczyć mamusi Naganę Wychowawcy oraz poinformować, że jeśli zachowanie Karoliny nie ulegnie poprawie, to po kolejnej naganie - tym razem Dyrektora - po prostu się dziewczyny pozbędziemy, bo jest pełnoletnia i nie ma obowiązku się uczyć. Rodzicielka powiedziała, że rozumie, tylko niestety w tej kwestii może tylko bezradnie rozłożyć ręce. Jak ma zapanować nad córką, skoro nawet sama zainteresowana uznaje, że bez leków będzie jej ciężko się kontrolować?

2 komentarze:

  1. Gdzie Ci rodzice byli jak dzieci były małe ?
    Skąd w ogóle biorą się takie trudne dzieci ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Trudne dzieci" - poza wyjątkami, kiedy mamy do czynienia z jakimiś nieprawidłowościami układu nerwowego, które wpływają na zachowanie - biorą się z zaniedbania i powielanych błędów wyvhowawczych. Do tego należy dodać różne wypadki losowe, traumy, ciężkie przejścia, na które rodzice nie mają wpływu.
      Tu się nie da generalizować, każde dziecko jest inne. Człowiek co prawda nie rodzi się jako tabula rasa, czyli czysta karta, ma swoje uwarunkowania już od urodzenia, ale od wychowania i czynników środowiskowych mimo wszystko zależy większość.

      To tak w ramach nauczycielskiego wymądrzania się...

      Usuń