Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

środa, 3 grudnia 2014

Finał Karoliny?

    Miałam ostatnio trochę nowych informacji odnośnie Zadziory, ale jakoś tak zwlekałam ze zdaniem Wam z tego relacji - bo a to nie miałam czasu, a to "weny TFUrczej"... No i okazuje się, że dobrze zrobiłam czekając, bo wygląda na to, że problem z Karoliną się sam rozwiąże i to w ekspresowym tempie. 
    Ale od początku. Jakiś tydzień po rozmowie z Wiceszefową - odgrywającą tu rolę "złego policjanta" - Zadziora wylądowała tym razem w gabinecie Pedagożycy, który z kolei miała za zadanie próbować dotrzeć do dziewczyny z drugiej strony [czyli jako "dobry policjant"]. Udało jej się przeprowadzić dość szczerą rozmowę i trochę o uczennicy dowiedzieć, co zawsze dobrze wróży, bo im więcej o delikwencie wiemy, tym lepiej możemy go zrozumieć i mamy więcej możliwości, żeby mu pomóc.
    Czego Pedagożyca się konkretnie dowiedziała? Ano Karolinka generalnie zdaje sobie sprawę, że ma niezbyt równo pod kopułą, łatwo się nakręca, a wtedy kompletnie przestaje kontrolować agresję. Faszerowano ją już w przeszłości psychotropami, które dawały głównie efekt otępienia - i sama nie wie, co lepsze: czy snuć się po ośrodku poprawczym nieprzytomna jak zombie, czy skakać do ludzi z pięściami, bo się na nią krzywo ktoś spojrzał. Biorąc to wszystko pod uwagę, to sama chętnie pójdzie do psychiatry [niestety, jak pamiętacie, wizytę ma dopiero w styczniu...], tylko ma nadzieję, że jej dobierze odpowiednie leki, które pozwolą w miarę normalnie żyć, a nie tylko spać i gapić się tępo w sufit. Co do ośrodka, w którym ostatnio przebywała, to najchętniej by tam wróciła z co najmniej dwóch powodów. Primo - jej matka kilka miesięcy temu przestała pić, ale się nie leczy, czyli jest tzw. suchym alkoholikiem na "dupościsku". Dla niezorientowanych w terminologii zapewniam, że nie ma nic gorszego, niż człowiek, który rzuca nałóg, a jednocześnie nie otrzymuje żadnej rozsądnej pomocy, by móc poradzić sobie z głodem [w tym przypadku alkoholowym]. To tykająca bomba zegarowa gotowa wybuchnąć z powodu każdej najmniejszej pierdoły. No i cóż, jeżeli w takim stanie jest właśnie matka Karoliny, to ja jej [dziewczynie, a nie matce] po ludzku zwyczajnie współczuję... Druga sprawa - Karolina jest lesbijką [co nota bene wcale nie było dla mnie zaskoczeniem, bo akurat w jej przypadku to po prostu widać na pierwszy rzut oka] i w placówce, w której była ostatnio zamknięta, została jej dziewczyna, za którą bardzo tęskni, bo "tylko ona ją rozumie". Tjaa, wątek nieszczęśliwej miłości nam się zrobił dodatkowo...
    Stanęło jednakże na tym, że Zadziora ma się starać jak tylko potrafi, żeby dotrwać jakoś do tej styczniowej wizyty u psychiatry i nie narobić sobie nowych kłopotów. My w Zoo naprawdę dużo jesteśmy w stanie zozumieć, ale nawet u nas są pewne granice, których nie można przekraczać. Umowa była z grubsza taka, że nauczyciele - świadomi jej problemów - nie będą się jej przesadnie czepiać, a ona będzie siedzieć cicho i nie dezorganizować życia szkoły.

    Niestety jednak okazuje się, że Karolinie nie dane będzie doczekać do styczniowej wizyty. Otóż po pierwsze "obraziła się na pracodawcę" i zrezygnowała z praktyk - ktoś jej przykro dogadywał w zakładzie pracy, więc się dziewczę uniosło honorem, bo przecież nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać i samo odeszło. Sęk w tym, że uczeń zawodówki MUSI mieć praktykę, a jej utrata powoduje natychmiastowe skreślenie z listy słuchaczy. Z reguły w Zoo w takich awaryjnych sytuacjach czekamy do miesiąca , żeby małpka mogła sobie namierzyć coś innego, a zwykle szkolna opekunka praktyk jakoś w tym pomaga, bo ma bardzo dużo znajomości. Nie w tym przypadku jednak - nikt nie będzie ryzykował wysłania Karoliny do zaprzyjaźnionego zakładu pracy tylko po to, by tam narobiła syfu i popsuła szkole opinię. 
    Gdyby jeszcze tego było mało, to doszła świeżusieńka sprawa z dzisiaj - Zadziora jednak nie wytrzymała i znów pokazała rogi, tym razem na lekcji u biednego pana Janusza. Repertuar standardowy, czyli jawne olewactwo i lekceważenie nauczyciela, bluzgi, mówienie na "ty", podważanie autorytetu, a na koniec samowolne wyjście z klasy przy akompaniamencie trzaskających drzwi. Pan Janusz po tych zajęciach przyszedł do mnie - jako do swojej opiekunki - cały roztrzęsiony, a to oznacza, że Karolina naprawdę musiała przegiąć, skoro udało jej się wyprowadzić z równowagi taką oazę spokoju. 
    Okazuje się zatem, że Zadziora nie jest jednak w stanie pohamować się bez leków nawet na te kilka tygodni. Byłam już w jej sprawie na rozmowie u Głównej Szefowej, która stwierdziła, że to wszystko nie ma jednak sensu i że nie możemy absolutnie czekać do stycznia, bo nam Karolina rozsadzi szkołę. Gdyby miała praktykę, to musielibyśmy najpierw ukarać ją jeszcze Naganą Dyrektora, a potem czekać na kolejny wybryk, żeby wszcząć procedurę usunięcia. Jednak z chwilą utraty miejsca u pracodawcy uczeń szkoły zawodowej - a zwłaszcza, jeśli jest pełnoletni - automatycznie traci prawo do figurowania na liście słuchaczy. W związku z tym otrzymałam polecenie służbowe, że z dniem, kiedy dostaniemy z byłego zakładu pracy Karoliny pisemne potwierdzenie, że rozwiązano z nią umowę, mam dziewczynę wykreślić z dziennika i polecić sekretarce, by odesłała jej dokumenty listem poleconym do domu [o ile nie będzie akurat w szkole, by je samodzielnie móc odebrać].
    No i tak to. Jedyne, co mogłoby w tym momencie Zadziorę uratować, to błyskawiczne znalezienie nowej praktyki, jeszcze zanim przyjdzie rozwiązanie poprzedniej umowy. To jednak przy jej temperamencie wydaje się całkowicie nierealne.
    Tak prywatnie to mi Karoliny szkoda, ale są niestety ludzie, którzy za cholerę nie dadzą sobie pomóc. A my ostatecznie jesteśmy przecież tylko "zwyczajną" szkołą, a nie ośrodkiem socjoterapii...

6 komentarzy:

  1. Trudne wybory...współczuję Wam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno mnie nie było, staram się nadrobić blogi. Widzę, że ciekawie się działo. Nie zazdroszcze takich wyborów, nie rozumiem tez takich dziewczyn. Czlowiek wyciaga reke, zeby komus takiemu pomoc... a ona zwyczajnie ma to gdzies czy jak? Rozumiem, jej trudna sytuacje, bo w zyciu roznie sie uklada... ale juz niejedna osoba z takiego zycia potrafila wyjsc na prostą. Ściskam Cie bardzo mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina "ma coś z głową" - więc bez odpowiedniego prowadzenia z właściwie dobranymi lekami nie ma co mówić o normalności. A nie sądzę, by kiedykolwiek w życiu była tak naprawdę pod opieką specjalisty, który by się nią porządnie zajął i miał na celu wyleczenie jej, a nie tylko spacyfikowanie.

      Usuń
  3. A wiesz... mnie to zawsze smuci mocno, że są ludzie, którzy nie dadzą sobie pomóc. I to wcale nie musi być tak jawne i oczywiste jak u Karoliny. Ale bywa i powolny, na pierwszy rzut oka niewidoczny rozkład życia - i nikt z boku nie jest w stanie pomóc, gdy ktoś uparcie nie chwyta wyciągniętej w jego stronę ręki...

    Trudno jest mi się z tym godzić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano. Nic na siłę, niestety. A w mojej szkole to większość takich "przypadków".

      Usuń