Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

środa, 5 listopada 2014

Małpka nr 17 - Zadziora

    Zapoznam dziś Was, Drodzy Czytelnicy, z Karolinką, dość nowym nabytkiem z drugiej klasy zawodowej, której mam "zaszczyt" być wychowawcą. Dołączyła do nas dopiero z początkiem obecnego roku szkolnego, ale ponieważ we wrześniu wypadła jej kolejka na zajęcia w CKU, to de facto poznajemy ją w Zoo od października, czyli raptem przez 5 tygodni.


    Nim przejdę dalej, to należy Wam się mała dygresja, bo chyba nie wyjaśniałam do tej pory, szto eta CKU, czyli Centrum Kształcenia Ustawicznego. Otóż nasza zawodówka ma profil wielozawodowy i w starych murach Zoo zajmujemy się uczeniem przedmiotów ogólnokształcących, a także pomagamy w znalezieniu podopiecznym praktyk u pracodawców. Nie mamy już jednak ani warunków, ani odpowiedniej kadry, by wykładać teorię kilkunastu przedmiotów zawodowych [bo mniej więcej tyle możliwości zdobycia zawodu daje nasza szkoła]. W związku z tym mamy podpisane porozumienie z Centrum Kształcenia Ustawicznego, gdzie cyklicznie dla różnych szkół z okolicy prowadzone są stosowne zajęcia, które uzupełniają ofertę danej zawodówki o teorię związaną z przedmiotami zawodowymi. W praktyce wygląda to tak, że raz w roku szkolnym przez 3 lata nauki każdy z uczniów dostaje skierowanie do CKU i jest zobowiązany chodzić tam przez miesiąc, uczyć się, a na koniec zdać na miejscu stosowny egzamin. Rokroczne zaliczenie CKU jest warunkiem uzyskania promocji do następnej klasy. Skierowania wydaje się według klucza zawodów - czyli np. do Zoo przychodzi zawiadomienie, że we wrześniu mają się zgłosić elektrycy, mechanicy i ślusarze, w październiku sprzedawcy i fryzjerzy, a w listopadzie dajmy na to piekarze i cukiernicy. Idą więc  i przez jeden miesiąc przestają być naszymi uczniami, a stają się podopiecznymi CKU.

    Wracam jednak do Karoliny. Muszę od razu uprzedzić , że niestety nie wiem o niej tak dużo, jak o poprzednio szczegółowo opisywanych małpkach, co ma swoją przyczynę. Mianowicie jeśli przyjmujemy delikwenta do naszego gimnazjum, to wcześniej przechodzi on "rozmowę kwalifikacyjną" prowadzoną przez Wiceszefową lub Pedagożycę, które to zbierają szczegółowy wywiad o kandydacie oraz jego sytuacji rodzinnej. Mamy do tego prawo, ponieważ jest to gimnazjum, w którym nie obowiązuje rejonizacja, a zatem ostateczna decyzja, czy ucznia przyjmujemy czy nie, należy do nas. Zatem o każdej małpce, którą pozyskaliśmy na etapie gimnazjum, wiemy naprawdę bardzo dużo - zdecydowanie więcej, niż nauczyciele o uczniach w przeciętnych, zwyczajnych szkołach. Z zawodówką sprawa nie wygląda już tak fajnie, bowiem w teorii jest to normalna placówka i tylko jakoś "przypadkiem" trafiają do niej wykolejeńcy... Tutaj przyjmujemy na dobrą sprawę każdego, kto jest chętny i ma umowę o praktykę. Nie ma żadnej rozmowy kwalifikacyjnej, a więc nasza wiedza o delikwencie jest dokładnie taka sama, jak w przypadku innych zawodówek czy liceów - czyli szczątkowa - choć oczywiście sam fakt, że młody człowiek trafił do nas, już daje sporo do myślenia.
    Kiedy Karolina do nas trafiła, była jeszcze podopieczną MOW-u, czyli Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego. W drugiej połowie września skończyła jednak 18 lat, więc ją wypuszczono do domu rodzinnego. Jak każą wszystkie szanujące się podręczniki, każdą porządną charakterystykę wypada zacząć od wyglądu zewnętrznego, który w jej przypadku można ująć w pytaniu retorycznym: "A wpierdol chcesz?!". Karolina jest niską, chudą blondynką z włosami spiętymi w niedbały kucyk, ubierającą się wyłącznie w sportowe ciuchy [czyli rozciągnięte, luźne bluzy i spodnie dresowe], nie będące najczęściej pierwszej czystości. Ma rozbiegane oczka i generalnie jest typem niespokojnym, który nie umie usiedzieć kilku minut bez ruchu. Taka chłopczyca, której faceci schodzą z drogi, bo ma w zwyczaju ostro walczyć o swoje, nie myśląc przesadnie o konsekwencjach.
    Pierwsze co się rzuca w oczy, kiedy patrzymy na Karolinę, to nerwowość w ruchach i bardzo wysoki poziom agresji. Zdaje się też, że ma kompletnie za nic ogólnie przyjęte normy społeczne, a jako taki respekt czuje tylko w obliczu siły. Podam przykład. Na jednej z pierwszych lekcji polskiego miałam z nią nieprzyjemną scysję, bowiem panna weszła na zajęcia gadając w najlepsze przez telefon, a moje stanowcze polecenia, by skończyła rozmowę, zupełnie ignorowała. Natomiast kiedy odłożyła słuchawkę, to... wyleciała NA MNIE z mordą, że śmiem jej przeszkadzać w rozmowie, że jestem bezczelna i w ogóle co ja sobie wyobrażam. Tjaaa, słodkie... Cała historia skończyła się tym, że zadzwoniłam po lekcji do jej szanownej rodzicielki, z którą omówiłam całe zdarzenie i uświadomiłam, że nie mam zamiaru pozwalać na takie zachowanie i jeśli podobne wybryki będą się powtarzały, to Karolina szybko opuści mury naszej szkoły z przyczyn dyscyplinarnych [jest w końcu pełnoletnia]. Efekt jest taki, że wobec mnie dziewczę jest od tej pory ultragrzeczne [choć kiedy do mnie mówi, to słychać, jak zaciska zęby, żeby nie wybuchnąć], bo najwidoczniej uznała, że zadzieranie ze mną nie jest najlepszym pomysłem. Za to zaczęła podskakiwać do pani od angielskiego - widocznie do kogoś musi...
    Karoliny generalnie lepiej nie ruszać, bo o byle co reaguje złością i to zarówno w kontaktach z dorosłymi, jak i z kolegami z klasy. Jeśli sama z siebie nie ma ochoty pracować na lekcji, to nie ma siły, która by ją do tego zmusiła, zwłaszcza że - jak sama stwierdziła - kompletnie nie interesuje ją, jakie ma oceny, a na dopalacza i tak się jakoś wygrzebie. Jeśli nie jest w nastroju do nauki, to szczerze mówiąc bezpieczniej zostawić ją w spokoju i pozwolić słuchać muzyki przez słuchawki lub grać na telefonie, bo upominanie ją, że powinna zająć się lekcją, nieuchronnie zaowocuje potokiem bluzgów, rzuceniem zeszytem albo innym prowokacyjnym wyskokiem, który skutecznie rozwali zajęcia na dłuższą chwilę. 

    W tym miejscu chciałam Wam, Drodzy Czytelnicy zdać jeszcze relację z nader interesującego monologu Karoliny na dzisiejszej godzinie wychowawczej, spojrzałam jednak, że niniejszy post jest i bez tego już całkiem obszerny. Uraczę Was zatem tą historią za kilka dni [postaram się w piątek], bowiem jestem świadoma, że publiczność ma swoje prawa i czytanie zbyt długich postów męczy i osłabia koncentrację. Przygotujcie się zatem na Zadziory Odsłonę Drugą - a na razie życzę wszystkim miłego wieczoru :)

8 komentarzy:

  1. I to by bylo na tyle? bo jakos mi tak urwalo Twojego posta... stanelo na ''staja sie podopiecznymi CKU'' :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już Robalku, już... Post był w przebudowie, musiałam go poskracać. A ciąg dalszy nastąpi :)

      Usuń
    2. he he, znaczy zlapalem cie na goracym uczynku :) wracam do czytania :)

      Usuń
  2. gdzie za dlugi????? dawaj reszte!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za długi by się zrobił, uwierz, a długie posty się źle czyta, człowiek się dekoncentruje. W piątek ciąg dalszy.

      Usuń
  3. Mój ty Boże, człowiek nie ma pojęcia ,że taki świat istnieje..
    Czasami czytam Twoje wpisy jak bajkę o złym wilku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, ja mam za to skrzywiony obraz w drugą stronę. Byłam ostatnio w filharmonii i nie mogłam się nadziwić widokowi tylu młodych, kulturalnych ludzi, odświętnie ubranych i rozmawiających ze sobą poprawną, literacką polszczyzną... :)

      Usuń