Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

piątek, 31 października 2014

Smok w nowej roli

    Chwaliłam Wam się chyba, że w tym roku szkolnym rozpoczęłam staż na nauczyciela dyplomowanego. To ostatni stopień awansu zawodowego, który mogę uzyskać [chyba, że będę się ubiegała o zostanie profesorem oświaty :)] - potem niestety zgodnie z przepisami Karty Nauczyciela pozostaje mi buszczać bączury w stołek i odcinać kuponiki. 
    Ale oprócz tego, że sama wstąpiłam na wojenną ścieżkę rozwoju zawodowego, to debiutuję jako opiekun stażu. Otóż nasza pani bibliotekarka przeszła właśnie na zasłużoną emeryturę [a pracowała w Zoo dłużej, niż którykolwiek z nauczycieli], przyszła zatem pora na tzw. świeżą krew, czyli przyjęcie do Zoo nowego belfra. 
    Z tym "nowym" w prawdzie do tak nie do końca, bowiem Główna zdecydowała się zatrudnić pana Janusza - prywatnie partnera życiowego jednej z nauczycielek przedmiotów praktycznych [piszę w ten sposób, bo nie są małżeństwem]. Zna on bardzo dobrze zarówno specyfikę szkoły, jak i samo Grono Pedagogiczne, z większością nauczycielek będąc na "ty" [choć akurat nie ze mną, za krótko pracuję w Zoo]. Pan Janusz ma studia podyplomowe z bibliotekoznawstwa, więc posiada niezbędne kwalifikacje. A że dodatkowo z wykształcenia jest ratownikiem medycznym, to będzie też uczył edukacji dla bezpieczeństwa, bo tak się teraz nazywa odpowiednik szkolnego przysposobienia obronnego. Do tej pory od tego przedmiotu była u nas pani od biologii ze stosowną podyplomówką [ale na szczęście nie pani Zofia, bo mamy drugą biologiczkę :)], ale primo - robiła to z niechęcią, bo nikt inny nie miał uprawnień, a secudno - wróciła właśnie dopiero co z urlopu macierzyńskiego i prosiła Dyrekcję tylko o pół etatu, żeby mogła sobie zorganizować opiekę nad niemowlęciem bez konieczności oddawania go do żłobka. 
    Pan Janusz ma ok. 50 lat i jest "typu misiowatego", czyli wysoki, potężny i anielsko łagodny. Jestem pewna, że jako ratownik medyczny sprawdzał się znakomicie, bo z jednej strony na pewno jego charakter i wrodzony spokój działał kojąco na poszkodowanych, a z drugiej strony jak przypieprzył z pięści w klatkę piersiową, to każde zatrzymane serce musiało zacząć bić jak oszalałe :) Nigdy nie pracował w szkole, a zatem musi zacząć od najniższego stopnia awansu zawodowego, czyli nauczyciela stażysty. A takiemu rzecz jasna przydziela się "anioła" w postaci doświadczonego opiekuna, który ma czuwać nad żółtodziobem, prowadzić go za rączkę i wtajemniczać w arkana zawodu. Oczywiście powinno być tak, że takim opiekunem stażu mianuje się nauczyciela takiego samego lub pokrewnego przedmiotu, ale nie zawsze jest to możliwe - no i nie jest to "sina kaczka", czyli warunek sine qua non. I co tu dużo mówić - Główna poprosiła, żebym to ja została opiekunką stażu pana Janusza jako z całego Grona Pedagogicznego [cytuję!] "osoba najbardziej rzeczowa, sumienna i z którą się można łatwo i bez problemu porozumieć". Tjaaa... No cóż, zgodziłam się, bo samo zadanie jakoś mnie nie przeraża, a też i ładnie będzie wyglądała taka funkcja w moim własnym planie rozwoju zawodowego. Myślę nieskromnie, że panu Januszowi się krzywda przy mnie nie stanie - a dobrze pamiętam swój własny pierwszy rok pracy. Dostałam jako opiekunkę inną polonistkę, która nie bardzo kwapiła się, by mi w czymkolwiek pomagać. Tzn. gdybym ją o coś konkretnego poprosiła, to by mi pewnie wyjaśniła czy pokazała, problem jednak polegał na tym, że kiedy jesteś taką początkującą świeżynką w szkole, to nawet nie bardzo wiesz, o co pytać i na co zwracać uwagę. W rezultacie większości niezbędnych rzeczy dowiedziałam się od kilku innych pracujących tam nauczycielek, które w swej życzliwości zlitowały się nad miotającą się 23-latką - a tak to zdana byłam na własną inteligencję i zapobiegliwość. Teraz więc faktycznie staram się matkować panu Januszowi najlepiej jak umiem, bo po co ma się bidok męczyć bardziej, niż ustawa przewiduje? Pierwszy rok pracy w Zoo obiektywnie i tak będzie dla niego szokiem kulturowym :)
    Pomogłam mu więc w napisaniu planu rozwoju zawodowego [tzn. wyszukałam mu w Internecie trzy przykłady, kazałam je zmiksować, a potem sprawdziłam, czy dobrze], ciągam go ze sobą na rozmaite szkolenia, ale przede wszystkim uczę go całej niezbędnej szkolnej papierkologii - łącznie z wychowawczą, bo żeby było zabawniej, został też wychowawcą jednej z trzecich klas gimnazjalnych. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak trudną sztuką dla nowicjusza jest połapanie się, jak prawidłowo wypełnić dziennik czy arkusze ocen... Poza tym służę też radą we wszystkich możliwych szkolnych sprawach - no i wysłuchuję relacji z pierwszych zderzeń nowego nauczyciela z brutalną codziennością Zoo. Oj, jak ja to wszystko sama doskonale pamiętam... :)
    Sam pan Janusz jest typem dżentelmana starej daty, a zatem mimo tego, że mogłabym być jego córką [gdyby uwzględnić różnicę wieku], to z racji mojej formalnej funkcji jego opiekuna, traktuje mnie z całym szacunkiem należnym przełożonemu. Jest ultragrzeczny, przez pierwszy tydzień na przywitanie całował mnie w rękę [już na szczęście tego nie robi :)], notuje każdą moją uwagę czy wskazówkę i generalnie traktuje wszystko co powiem jak prawdę objawioną. A mi głupio jak cholera... :)

4 komentarze:

  1. Ma ok. 50 lat i jest dzentelmenem starej daty... tjaaaa... niedlugo bedzie mozna powiedzic to samo o mnie :) hahahahaaha. Ale ciesze sei, ze na pierwszy ogien dostalas kogos zrownowazonego. To dobrze rokuje na przyszlosc. I bedzie ladnie wygladalo w papierach Pani Profesor :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Dżentelmen starej daty" to nie to samo, co "stary dżentelmen". To pewien rodzaj mentalności, który spotykany jest niestety raczej już tylko u ludzi powyżej pewnego wieku, bo teraz mamy zupełnie inny model wychowania...
    Profesor Oświaty to bardziej tytuł honorowy i trzeba jakichś wybitnych osiągnięć, żeby go przyznali. Po Smoku się raczej tego nie ma co spodziewać. Ale w papierach i owszem, wyglądać będzie ładnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, oj, szok kulturowy gwarantowany! :) Sam takiego doświadczam regularnie pomimo, że 1. nie jestem dżentelmenem, 2. nie jestem starej daty, 3. działam w wymiarze 45 min tygodniowo. Kiedy dzieciarnia zachowuje się agresywnie względem siebie, to pół biedy. Ale kiedy względem wychowawcy, to życzę p. Januszowi anielskiej cierpliwości :) Śmiejmy się my, którzy nie musimy taką pracą zarabiać na chleb :)
    Pozdrawiam, Alpha Centauri

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że facet da radę, w końcu jako ratownik medyczny też na pewno już oglądał niejedno. A krzywdy mu przecież nie zrobią, w końću chłop jak dąb.

      Usuń