Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

sobota, 25 stycznia 2014

The Sims w służbie leksyki

    Pisałam Wam już kiedyś o walorach wykorzystania scrabbli w nauce języka polskiego jako obcego. Grałam w to z Drybkiem do tej pory na zajęciach dwukrotnie z dużym powodzeniem: tzn. i ja miałam poczucie, że gra pomaga mojemu uczniowi rozwijać zdolności fleksyjno-słowotwórcze [tak, wiem, zabrzmiało naukowo - i o to chodziło :)], i jemu sprawiło to przyjemność. W przypadku Johna niezmiernie ważne jest wyszukiwanie takich ćwiczeń, które umożliwiałyby mu naukę przez zabawę i pozwalały na przyswajanie materiału mimochodem. Nie jest on bowiem niestety - co tu ukrywać - szczególnie uzdolniony językowo, ale też muszę brać pod uwagę okoliczności, w których odbywają się zajęcia. Nieszczęsny Szkot naprawdę bardzo ciężko pracuje, a kiedy spotykamy się wieczorami, to jest najczęściej nieludzko zmęczony i niejednokrotnie z perspektywą, że po powrocie z lekcji znów siądzie do komputera. A tu go wredna Smoczyca katuje gramatyką języka polskiego... No oszaleć można.
    Staram się zatem - na ile jest to możliwe - urozmaicać mu zajęcia i wymyślać ćwiczenia, które będą wybiegały poza sztampowe lekcje z podręcznika. Najlepsze efekty w przypadku Drybka dają poza tym takie zadania, w których musi coś manulanie zrobić, ponieważ jest kinestetykiem. Nigdy nie lekceważę indywidualnych predyspozycji uczniów, oczywiście jeśli tylko mam możliwość - bo raczej ciężko dopasować typ ćwiczeń do osobistych potrzeb każdego dwelikwenta w kilkunastoosobowej grupie... Wiem z własnego doświadczenia, że możliwość wykorzystania najbardziej rozwiniętego zmysłu - w zależności od tego, jakim typem sensorycznym jesteśmy [wzrokowcem, słuchowcem czy kinestetykiem] - zdecydowanie przyspiesza naukę i pozwala przyswoić o wiele większą ilość informacji, niż kiedy uczymy się "na oślep". Jestem typowym słuchowcem cierpiącym poza tym na wyraźne deficyty w percepcji wzrokowej i świadomość tego faktu bardzo ułatwia mi sprawę, bo wiem, dzięki jakim metodom najszybciej się czegoś nauczę, a jakie będą dla mnie stratą czasu. Wracając do Drybka, to na niego najlepiej działają takie ćwiczenia, w trakcie których musi wykonać jakąś czynność rękami. Nie tak łatwo niestety wymyślić coś takiego na zajęciach językowych [szczególnie w opcji "jeden na jeden"], ale zawsze można próbować. Scrabble nadają się całkiem dobrze - losowanie literek, przekładanie płytek, układanie słów na planszy. Ale co poza tym?
    Olśniło mnie ostatnio, kiedy przy jakiejś okazji odkryłam, że Drybek ma poważne braki w słownictwie dotyczącym opisu wyglądu zewnętrznego osób. Że też wcześniej na to nie wpadłam - istnieje przecież idealna gra nadająca się do powtórzenia tego typu leksyki. Jest nią "The Sims" oczywiście :) Dla niezorientowanych [choć przypuszczam, że mało jest osób, które całkowicie nie miałyby pojęcia, o co tam chodzi] - jest to symulacja codziennego życia człowieka. Trzeba takiemu Simowi kupić i urządzić mieszkanie, znaleźć pracę, dbać o zaspokajanie jego potrzeb, założyć mu rodzinę etc. A każdą grę zaczyna się od zaprojektowania naszej postaci - i na tym właśnie polegało zadanie Johna. Dostał opis wyglądu rodziny Kowalskich [składających się z żony, męża i teściowej :)], a potem polecenie ich stworzenia za pomocą dostępnego w grze interfejsu. Wyglądało to mniej więcej tak (choć zdjęcie jest przykładowe, wyszperane w czeluściach Internetu - bo my rzecz jasna używaliśmy polskiej wersji językowej):




    Pomysł wypalił. Siedzieliśmy nad grą dobre pół godziny. Szkot poradził sobie z postawionym przed nim zadaniem, a pod koniec był już w stanie opisywać wygląd losowo wygenerowanych Simów. No i co nie mniej ważne - chyba mu się to ćwiczenie podobało. A skoro tak, to do gry na pewno jeszcze wrócimy. Przyjdzie czas na powtarzanie słownictwa związanego z wyglądem i wyposażeniem domu, bo nasz Sim musi przecież gdzieś mieszkać :)

6 komentarzy:

  1. Genialny mialas pomysl z tymi Simami ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Drago, skąd Ty bierzesz te pomysły? Jesteś świetna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie wiem skąd. Jakoś tak. Nauczyciel chyba tak ma :)

      Usuń
  3. I jaka ty nowoczesna jestes! No, no, no... Ale gratuluje pomyslu, rzeczywiscie jest genialny. Co do ''nauczyciel tak ma'' powinnismy uscislic pewien drobiazg - ''kreatywny nauczyciel tak ma'' bo jak wiesz (z przykladu roznych nauczycielek Dziun - z jedna opisalas w Zoo) nie wszyscy nauczyciele tak maja. A juz jesli chodzi o dyplomowanych, to niewielu z nich ma ochote sie przemeczac. A z kreatywnoscia jest jak z pieniedzmi - pieniadz robi pieniadz, ''kreatywnosc kreuje kreatywnosc''. I zaufaj mi, wiem, co mowie. Im wiecej kreatynych, zaskakujacych, innowacyjnych, nowoczesnych czy Boh wie jakich jeszcze, rzeczy wymyslasz, tworzysz nowe polaczenia i nowe skojarzenia. A stamtad to juz tylko krok do tworzenia. Nie musi to byc na poziomie ''pieknego umyslu'', ale przeciez nie o Nobla Ci chodzi (czego zreszta i tak Ci zycze ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie dostaje Jobla zamiast Nobla :) Ale z tą kreatywnością to masz rację - im więcej się wymyśla, tym łatwiej to przychodzi. I też dużo od uczniów zależy, bo niestety, jak trafisz na taki zestaw małpek, które są znudzone cokolwiek by nie wymyślić, to też się po jakimś czasie odechciewa dla nich starać.

      Usuń