Pamiętacie Witalija, którego uczyłam w lipcu? Nie mogłam odżałować, że kurs językowy się skończył - wymieniliśmy się mailami i miałam cichą nadzieję, że będziemy utrzymywać jakoś kontakt, choćby sporadyczny. Napisałam do niego wiadomość na adres, który widniał na wizytówce, wysyłając mu namiary na polecane przeze mne książki do nauki języka polskiego, ale nie doczekałam się odpowiedzi. No cóż, mówi się trudno i po jakimś czasie spisałam znajomość z przesympatycznym Ukraińcem na straty.
Możecie sobie zatem wyobrazić moje zaskoczenie, kiedy w miniony czwartek dostałam od Witalija maila - napisanego nota bene prawie nienaganną polszczyzną :) Okazało się, że przebywa aktualnie służbowo w moim uroczym mieście, a ponieważ zgubił gdzieś kartkę z adresem do mnie, to poczłapał do szkoły językowej i uprosił sekretarkę o Smocze namiary [hehehe - zawsze twierdziłam, że w dzisiejszych czasach jeśli ktoś naprawdę chce się z kimś skontaktować, to znajdzie sposób]. Z dalszej wymiany maili wynikło, że nie dostał ode mnie żadnej wiadomości, ale przypuszcza, że mogła wylądować w spamie, bo jego służbowa, uczelniana skrzynka często mu robi takie numery. W każdym razie nieśmiało pytał, czy znalazłabym czas na kawę z nim w sobotę po południu. A ponieważ czasem dysponowałam, a Hipek zgodził się spuścić Smoka ze smyczy, to ochoczo pofrunęłam.
Co tu dużo mówić - porozumienie mózgów trwa :) Dwie i pół godziny minęły nie wiadomo kiedy, a jeden temat naturalnie przechodził w drugi. Było rzecz jasna o literaturze i gramatyce, ale też o perypetiach związanych z byciem nauczycielem [Witalij ma ciężką przeprawę ze studentem cierpiącym na Zespół Aspergera, więc wymieniliśmy doświadczenia] oraz o sytuacji poliycznej w Polsce i na Ukrainie. Skończyło się nawet na tym, że tłumaczyłam mu - na jego prośbę :) - co to jest "Radio Maryja" oraz "moherowe berety". Poza tym kiedy wypaliłam, że wzięłam się za naukę rosyjskiego, to chciał mnie na różne sposoby zmusić, byśmy sobie w tym języku pogadali, ale cały czas się za bardzo wstydzę... Musiałam mu obiecać, że do sierpnia, kiedy to będzie następnym razem w Polsce, podszkolę się na tylę, by móc mu już coś o sobie w języku Puszkina opowiedzieć. Na ten moment w ramach ćwiczeń przez kilkanaście minut "katował mnie" poezją rosyjską, a ja musiałam mówić po polsku, co zrozumiałam. Poszło mi nawet nieźle :)
Co Witalij w ogóle robi w Polsce? Jest opiekunem grupy studentów swojego uniwersytetu, którzy mają tutaj wykłady dotyczące historii i kultury współczesnej połączone z wycieczkami krajoznawczymi. Brzmi może i fajnie, ale Witalij zapewnia, że w praktyce niczym się to nie różni od stanowienia opieki na wycieczce klasowej dla nastolatków. Najmłodszy student ma 19 lat, najstarszy 26, ale i tak większość z nich zachowuje się jak banda dzkusów [małpek :) :) :)] wypuszczonych z klatek. Rola biednego Ukraińca sprowadza się więc w dużej mierze do pilnowania, by nie narobili sobie kłopotów i wrócili do Stanów w jednym kawałku. A studenci rzecz jasna zadania mu nie ułatwiają - najgorzej było z oczywistych względów podczas wycieczki do Pragi [bo co niektórzy chyba po raz pierwszy w życiu widzieli takie ilości dobrego piwa w jednym miejscu...], a także podczas imprezy w miejscowym klubie nocnym, do którego z nimi co prawda nie poszedł, ale i tak był wzywany przez obsługę po tym, jak jeden z delikwentów po pijaku połamał kilka krzesełek. Po takich relacjach obiektywnie nie ma się co dziwić radości Witalija z powodu kawy ze mną, bo przynajmniej miał facet możliwość porozmawiania z kimś dorosłym i poukładanym :)
Pytał mnie, czy mam doświadczenie w uczeniu online - bo ma u siebie dwie studentki slawistyki, które chciałyby przez skype'a podszkolić się w mówieniu w języku polskim. Chciał też się dowiedzieć, kiedy wybieram się do Stanów lub do Kanady [tjaaa...]. Oprócz tego w sierpniu przyjedzie tu z kolejną grupą studentów, ale tym razem będzie to już narybek innego rodzaju, tzn. zdecydowanie bardziej filologiczny i nastawiony na naukę. Będzie rozmawiał z szefem mojej szkoły językowej nad skrojeniem odpowiedniego kursu dostosowanego do ich zapotrzebowań - i że będzie chciał, bym poprowadziła dla nich zajęcia z historii literatury.
No i przy okazji rozmowy o sytuacji politycznej w Polsce wyraził nadzieję, że po następnych wyborach PiS dojdzie do władzy - bo zgodnie z moimi poglądami wtedy byłaby szansa, bym wyemigrowała do USA :)
Co za spotkanie :-)
OdpowiedzUsuńMiło jak ludzie jednak pamiętają
i takie wspaniałe spotkanie Wam wyszło...
Dla mnie zawsze niezwykłe jest uczucie tzw. "nadawania na tych samych falach" - niby obcy człowiek, a nic mu nie trzeba wyjaśniać, bo po prostu jego myśli biegną tym samym torem, co Twoje.
UsuńOstatnie zdanie rozlozylo ,mnie na lopatki :D
OdpowiedzUsuńNo cóż, o polityce trochę tym razem było :) Skoro pytał, co sądzę o poszczególnych partiach politycznych, to mu powiedziałam :)
UsuńDragonko, ja Cię proszę, Ty nie emigruj. Ty tu jesteś nam potrzebna! A oni już mają Witalija ;)
OdpowiedzUsuńWitalij też swoją drogą się urobi przy tych studentach. Naprawdę, niektórzy poziomem kultury nie odbiegają od moich małpek...
UsuńCo do emigracji - pożyjemy, zobaczymy. Fajnie by było sobie popracować na amerykańskiej uczelni, ale to jednak spora życiowa rewolucja.