Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

sobota, 18 stycznia 2014

Młoda Gniewna Mamusia


    Odwiedziła mnie ostatnio w szkole Młoda Gniewna. Stali Czytelnicy bloga na pewno kojarzą tę postać, pozostałym przypominam w telegraficznym skrócie. Sylwia trafiła do mojej poprzedniej gimnazjalnej muppeciarni w połowie drugiej klasy, wywalona z poprzedniej szkoły za różne agresywne numery, których kulminacją było zastraszanie koleżanki z użyciem noża przystawionego do szyi [za co ostatecznie panna dostała wyrok więzienia w zawiasach]. W ciągu 1,5 roku nauki w Zoo Młoda Gniewna wykonała kawał porządnek roboty w kontekście pracy nad swoimi emocjami, które nauczyła się jako tako kontrolować. Oczywiście nie jest idealnie, ale w porównaniu ze stanem wyjściowym to Sylwia zdecydowanie nie jest już tą samą osobą, która do nas przyszła. Dodać też należy, że jest całkiem sympatyczna, inteligentna, nie ma przewrócone w głowie, a jej zdemoralizowanie wydaje się być coraz bardziej odwracalne. Miała zostać w naszej zawodówce, ale na wiosnę zaszła w ciążę [nota bene, kurza twarz, z facetem w MOIM wieku...], więc musiała zmodyfikować plany na przyszłość i w rezultacie wylądowała w zaocznym liceum dla dorosłych.
    Odwiedza stare mury Zoo dość regularnie i rzecz jasna za każdym razem przychodzi pogadać ze Smoczycą, swoją dawną wychowawczynią. Tym razem zajrzała w środę, ale niestety nie mogłyśmy zbyt długo porozmawiać, bo trafiła na zajęcia z 3B [tam, gdzie chodzi m.in. Rambo] - czyli do klasy, która absolutnie nie potrafi posiedzieć kilka minut w spokoju bez zajęcia. Po 10 minutach z żalem więc niestety musiałam Młodą Gniewną pożegnać, bo 3B dostawała małpiego rozumu. Zresztą nawet moja uczennica dziwiła się ich zachowaniu:
   - Jessso, a co to za bydło? Oni tak zawsze? To współczuję pani. To pani klasa?
    - Sylwia, gdyby to była MOJA klasa, to by się tak nie zachowywali...
    Co racja, to racja :)

    A zatem - co u Młodej Gniewnej? Urodziła w połowie grudnia zdrową córeczkę. Poród przebiegł bez większych komplikacji, tyle tylko, że trwał długo:
    - Ma pani pojęcie? Rodziłam od 7 rano do 9 wieczorem, już się zastanawiali, czy nie zrobić mi cesarki, ale nie chciałam. Dali mi chyba wszystkie możliwe znieczulenia, a i tak bolało jak kurwa mać. Myślałam, że tam zejdę normalnie. Wie pani co, nie polecam rodzenia dzieci. A ochota do seksu to mi chyba przeszła na najbliższe 10 lat.
    Tjaaa... Tak jak by mi się do dzieci spieszyło... :)
    Pytałam też rzecz jasna, jak w szkole. Mają tam system zaliczeń i egzaminów pod koniec każdego semestru - na szczęście udało jej się wszystko pozdawać. 
    - Niech mnie pani nie zabije, ale z polskiego mam tylko trójeczkę... No nie miałam głowy się uczyć, sama pani rozumie, więc poszłam na bezczelniaka, nic nie powtarzałam. I pytania mi zupełnie nie siadły. A tak się modliłam, żeby trafić na coś z mitologii - tak nas pani z tego męczyła, że o tych Ikarach, Prometeuszach i Edypach mogę napierdalać przez sen. Ale na szczęście ze średniowiecza trafiłam na Rolanda, to pamiętałam, jak pani to z nami robiła. No ta morda w stronę Hiszpanii twarzą do ziemi, miecz, róg i ta rękawica w stronę nieba... Na trzy się jakoś wybroniłam.
    No cóż, dobrze, że się jej na coś przydałam :) Przykazałam jej, że jeśli będzie miała jakiekolwiek problemy z polskim, to ma się nie krępować i przychodzić, bo jej zawsze pomogę. Potem się uściskałyśmy, a ja musiałam chcąc nie chcąc zająć się 3B, by nie zrobili czegoś głupiego.
    Pozostaje tylko mieć nadzieję, że jakoś się Sylwii uda. I że jej córka w przyszłości do nas nie trafi. 

11 komentarzy:

  1. No tak, może dziewczyna będzie miała szczęście i jej się jakoś uda zrobić szkołę.
    A swoją drogą takie Wspaniałe Wychowawczynie jak Ty długo się pamięta...:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uważam się za "Wspaniałą Wychowawczynię" - robię to, co umiem, choć nie zawsze mi wychodzi. Sylwii akurat dało się pomóc, bo sama tego chciała. Wiem, że mi ufa, a poza tym ma świadomość, że w pewnym momencie w dużej mierze dzięki mnie nie trafiła do ośrodka zamkniętego.

      Usuń
  2. Masz zlote serce smoczyco, dzieki takim ludziom jak ty mozna znowu zaczac wierzyc w ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdemu się da pomóc. To jest jeden przypadek na wiele nieudanych, niestety.

      Usuń
  3. Jakby nie patrzec, jest to i Twoja zasluga. Gratuluje. To sa fajne momenty w tej pracy, wlasnie dla nich warto sie meczyc :) Ciesze sie, ze masz tyle zapalu i wytrwalosci. Oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kwestii Młodej Gniewnej to mam mieszane uczucia. Plusem jest rzecz jasna to, że z agresywnej bandziorzycy zrobiła się całkiem sympatyczna młoda dziewczyna. Ergo - nie skończyła w więzieniu. Ale minusem - że zaliczyła wpadkę i zamiast się kształcić, zdobyć jakiś konkretny zawód, to teraz będzie zmieniać pieluchy...

      Usuń
    2. moze sie doksztalcic pozniej, nic nie stoi na przeszkodzie. Wyjdzie na ludzi, zobaczysz.

      Usuń
  4. Czekałam na info o mojej ulubionej bohaterce Twojego bloga - bardzo się cieszę, że wszystko gra. Oby tylko córki nie nazwała Wiwiana;) A po zaocznym liceum, robiony w trakcie zmieniania pieluch da się jeszcze coś w życiu zdziałać - ja na przykład studia skończyłam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pogratulować, bo to jest wyczyn - zrobić studia opiekując się niemowlęciem.
      To też wszystko zależy, czy Młoda Gniewna będzie miała oparcie w kimś bliskim. Ich tam w domu jest dużo, więc zawsze jej ktoś dziecka chyba przypilnuje. Bo jak z ojcem małej, to nie wiem, nie zdążyłam nawet zapytać.

      Usuń
  5. Trzymam kciuki za Sylwię i jej córeczkę!

    Jak może o mitologii przez sen napierdalać, to jeszcze może zostanie filologiem klasycznym? ;) (dobra, taki dżołk. Iocus taki ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dżołk dobry, a jak wiadomo - dobry żart tynfa wart :)

      Usuń