Odwiedziła mnie ostatnio w szkole Młoda Gniewna. Stali Czytelnicy bloga na pewno kojarzą tę postać, pozostałym przypominam w telegraficznym skrócie. Sylwia trafiła do mojej poprzedniej gimnazjalnej muppeciarni w połowie drugiej klasy, wywalona z poprzedniej szkoły za różne agresywne numery, których kulminacją było zastraszanie koleżanki z użyciem noża przystawionego do szyi [za co ostatecznie panna dostała wyrok więzienia w zawiasach]. W ciągu 1,5 roku nauki w Zoo Młoda Gniewna wykonała kawał porządnek roboty w kontekście pracy nad swoimi emocjami, które nauczyła się jako tako kontrolować. Oczywiście nie jest idealnie, ale w porównaniu ze stanem wyjściowym to Sylwia zdecydowanie nie jest już tą samą osobą, która do nas przyszła. Dodać też należy, że jest całkiem sympatyczna, inteligentna, nie ma przewrócone w głowie, a jej zdemoralizowanie wydaje się być coraz bardziej odwracalne. Miała zostać w naszej zawodówce, ale na wiosnę zaszła w ciążę [nota bene, kurza twarz, z facetem w MOIM wieku...], więc musiała zmodyfikować plany na przyszłość i w rezultacie wylądowała w zaocznym liceum dla dorosłych.
Odwiedza stare mury Zoo dość regularnie i rzecz jasna za każdym razem przychodzi pogadać ze Smoczycą, swoją dawną wychowawczynią. Tym razem zajrzała w środę, ale niestety nie mogłyśmy zbyt długo porozmawiać, bo trafiła na zajęcia z 3B [tam, gdzie chodzi m.in. Rambo] - czyli do klasy, która absolutnie nie potrafi posiedzieć kilka minut w spokoju bez zajęcia. Po 10 minutach z żalem więc niestety musiałam Młodą Gniewną pożegnać, bo 3B dostawała małpiego rozumu. Zresztą nawet moja uczennica dziwiła się ich zachowaniu:
- Jessso, a co to za bydło? Oni tak zawsze? To współczuję pani. To pani klasa?
- Sylwia, gdyby to była MOJA klasa, to by się tak nie zachowywali...
Co racja, to racja :)
A zatem - co u Młodej Gniewnej? Urodziła w połowie grudnia zdrową córeczkę. Poród przebiegł bez większych komplikacji, tyle tylko, że trwał długo:
- Ma pani pojęcie? Rodziłam od 7 rano do 9 wieczorem, już się zastanawiali, czy nie zrobić mi cesarki, ale nie chciałam. Dali mi chyba wszystkie możliwe znieczulenia, a i tak bolało jak kurwa mać. Myślałam, że tam zejdę normalnie. Wie pani co, nie polecam rodzenia dzieci. A ochota do seksu to mi chyba przeszła na najbliższe 10 lat.
Tjaaa... Tak jak by mi się do dzieci spieszyło... :)
Pytałam też rzecz jasna, jak w szkole. Mają tam system zaliczeń i egzaminów pod koniec każdego semestru - na szczęście udało jej się wszystko pozdawać.
- Niech mnie pani nie zabije, ale z polskiego mam tylko trójeczkę... No nie miałam głowy się uczyć, sama pani rozumie, więc poszłam na bezczelniaka, nic nie powtarzałam. I pytania mi zupełnie nie siadły. A tak się modliłam, żeby trafić na coś z mitologii - tak nas pani z tego męczyła, że o tych Ikarach, Prometeuszach i Edypach mogę napierdalać przez sen. Ale na szczęście ze średniowiecza trafiłam na Rolanda, to pamiętałam, jak pani to z nami robiła. No ta morda w stronę Hiszpanii twarzą do ziemi, miecz, róg i ta rękawica w stronę nieba... Na trzy się jakoś wybroniłam.
No cóż, dobrze, że się jej na coś przydałam :) Przykazałam jej, że jeśli będzie miała jakiekolwiek problemy z polskim, to ma się nie krępować i przychodzić, bo jej zawsze pomogę. Potem się uściskałyśmy, a ja musiałam chcąc nie chcąc zająć się 3B, by nie zrobili czegoś głupiego.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że jakoś się Sylwii uda. I że jej córka w przyszłości do nas nie trafi.
No tak, może dziewczyna będzie miała szczęście i jej się jakoś uda zrobić szkołę.
OdpowiedzUsuńA swoją drogą takie Wspaniałe Wychowawczynie jak Ty długo się pamięta...:-)
Nie uważam się za "Wspaniałą Wychowawczynię" - robię to, co umiem, choć nie zawsze mi wychodzi. Sylwii akurat dało się pomóc, bo sama tego chciała. Wiem, że mi ufa, a poza tym ma świadomość, że w pewnym momencie w dużej mierze dzięki mnie nie trafiła do ośrodka zamkniętego.
UsuńMasz zlote serce smoczyco, dzieki takim ludziom jak ty mozna znowu zaczac wierzyc w ludzi :)
OdpowiedzUsuńNie każdemu się da pomóc. To jest jeden przypadek na wiele nieudanych, niestety.
UsuńJakby nie patrzec, jest to i Twoja zasluga. Gratuluje. To sa fajne momenty w tej pracy, wlasnie dla nich warto sie meczyc :) Ciesze sie, ze masz tyle zapalu i wytrwalosci. Oby tak dalej.
OdpowiedzUsuńW kwestii Młodej Gniewnej to mam mieszane uczucia. Plusem jest rzecz jasna to, że z agresywnej bandziorzycy zrobiła się całkiem sympatyczna młoda dziewczyna. Ergo - nie skończyła w więzieniu. Ale minusem - że zaliczyła wpadkę i zamiast się kształcić, zdobyć jakiś konkretny zawód, to teraz będzie zmieniać pieluchy...
Usuńmoze sie doksztalcic pozniej, nic nie stoi na przeszkodzie. Wyjdzie na ludzi, zobaczysz.
UsuńCzekałam na info o mojej ulubionej bohaterce Twojego bloga - bardzo się cieszę, że wszystko gra. Oby tylko córki nie nazwała Wiwiana;) A po zaocznym liceum, robiony w trakcie zmieniania pieluch da się jeszcze coś w życiu zdziałać - ja na przykład studia skończyłam;)
OdpowiedzUsuńTo pogratulować, bo to jest wyczyn - zrobić studia opiekując się niemowlęciem.
UsuńTo też wszystko zależy, czy Młoda Gniewna będzie miała oparcie w kimś bliskim. Ich tam w domu jest dużo, więc zawsze jej ktoś dziecka chyba przypilnuje. Bo jak z ojcem małej, to nie wiem, nie zdążyłam nawet zapytać.
Trzymam kciuki za Sylwię i jej córeczkę!
OdpowiedzUsuńJak może o mitologii przez sen napierdalać, to jeszcze może zostanie filologiem klasycznym? ;) (dobra, taki dżołk. Iocus taki ;) )
Dżołk dobry, a jak wiadomo - dobry żart tynfa wart :)
Usuń