Zważyłam się dziś w szkole u pielęgniarki: od początku lutego, czyli od wyjazdu "na warzywa" doliczając trzeci dzień Dukana ubyło mnie 4,5kg :) :) :) A to już COŚ.
Jeśliby nawet uznać, że cyferki kłamią, to mam inny dowód trudny do podważenia. Otóż nawet Małpki płci żeńskiej ostatnio mi powiedziały, że ładnie chudnę... Dzieciakom można zarzucić niejedno, ale na pewno nie brak szczerości. Jak się sami przekonaliście po moich wpisach, one mówią to, co myślą, nie mają wyczucia granic, a żaden "wersal" ich nie dotyczy. W każdym razie - ostatnio dziewczynki z 3 gimnazjum odnotowały oficjalnie fakt, że znikam :)
Przy okazji - zainteresowały się, co ja takiego robię, że mam cerę "jak pupcia niemowlaka". No dobra, faktycznie cera to chyba najsilniejsza strona mojego wyglądu i nie ma się do czego przyczepić. A co odpowiedziałam Małpkom?
Proste - nie jaram [niczego], nie maluję się i nie chodzę na solarium. Na takie dictum dziewczęta tylko westchnęły: "No tak, nie do zrobienia..." Ale rzeczywiście, mimo wieku cerę mam w lepszym stanie, niż niejedna z nich.
W piątek czeka mnie próba bojowa. Otóż mam plenarkę - to taka główna rada podsumowująca semestr. Zwykle tego rodzaju zebrania to katorga: pamiętam w poprzedniej szkole, ciągnęły się po 5-6 godzin, zawsze po lekcjach, więc człowiek wracał do domu ciemną nocą, wypluty, przerobiony na najtańszą mielonkę made in Tesco i niezdolny do niczego, poza walnięciem w kimono. Ale nie w Zoo :) U nas dyrekcja jest konkretna, sprawna i nieskłonna do mnożenia bytów ponad normę. Plenarki trwają tu góra 3 godziny, a zwykle krócej. W dodatku przebiegają w przemiłej atmosferze, pełnej śmiechu, który jest wszystkim potrzebny, by odreagować.
Dobra, to skąd próba bojowa? Główna Szefowa ma imieniny - na bank więc będzie dobre ciasto... "Dobre" to znaczy domowe i pachnące, pieczone przez Wice, która z mąki, cukru i dodatków umie wyczarować kulinarnego "Pana Tadeusza".
A JA JESTEM NA DUKANIE!!!
KURNA!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz