Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

wtorek, 15 lutego 2011

Powrót

   Zoo stoi jak stało, tzn. małpki go nie wysadziły przez ferie. Zresztą, nawet one nie są tak krótkowzroczne, by to robić. Gdzie by się podziały, gdyby nie my? Który zakład by je przyjął? Chyba tylko karny...
   Pierwszy dzień minął dość spokojnie. W zawodowej lekcja o zaimkach (właśnie powtarzamy hurtem wszystkie części mowy, a w przyszłym tygodniu czeka ich sprawdzian i już widzę, że będzie ubaw po pachy). Czterech uczniów, w tym Misza, który dzielnie robił ćwiczenia i momentami radził sobie o wiele lepiej, niż jego koledzy - bądź co bądź "rodzimi użytkownicy języka". Byłam z niego dumna, bo zadania zdecydowanie wykraczały poza poziom zaawansowania językowego tego chłopaka. Przy okazji swoim zapałem posłużył mi jako pomoc dydaktyczna. Otóż 15 minut po dzwonku wparował spóźniony Danielek - niegłupi gość, tylko z ADHD i szeregiem innych zaburzeń oraz z chronicznym leniem. Dostał kartkę z częścią teoretyczną i ćwiczeniami, a ponieważ zasady w Zoo głoszą, że w przypadku tak znacznego spóźnienia to do nauczyciela należy decyzja, czy wpisać "S", czy zostawić nieobecność, to łaskawie wziął kserówkę i rzucił okiem (kuratorka go rozlicza z realizowania obowiązku szkolnego). Zaraz jednak zawyrokował, że "to jakieś poj***e jest", trudne, on nie umie i nie będzie tego robił. Odparłam spokojnie, że gdyby się nie spóźnił, to usłyszałby część teoretyczną, którą tłumaczyłam na początku lekcji - i odesłałam go do kartki, gdzie i tak było wszystko łopatologicznie wyjaśnione. Danielek naburmuszony zaczął się bawić komórką, ale ja go zignorowałam i spokojnie pracowałam z pozostałą trójką ostrzegając tylko, że jeśli się nie weźmie do roboty, to nieobecność w dzienniku zostanie. Była to dobra strategia, bo Małpiątko przestało być w centrum uwagi, a to już mu było nie na rękę. A kiedy usłyszał, że Misza radzi sobie z tymi ćwiczeniami dość dobrze, to już przecież nie mógł dalej twierdzić, że to przekracza jego własne możliwości. No gdzież, on, taki genialny miałby być głupszy od "jakiegoś Ruska"?! A zatem zakasał rękawy i rzecz jasna poradził sobie świetnie, bo - jak wspomniałam - nie jest głupi, tylko leniwy. Hie hie hie... W efekcie pracowała mi ładnie cała czwórka, za co zostali nagrodzeni pod koniec lekcji plusami (trzy plusy równają się piątce).
   A do mojej osobistej klasy przybyła nowa Małpka płci żeńskiej. Na razie siedziała cicho i notowała, bo cóż innego mogła robić? Nikogo nie zna... Ale nie mam złudzeń. Skoro przyjęli ją w połowie semestru to znaczy, że z poprzedniego gimnazjum musiała wylecieć. Jeszcze nie wiem za co, ale się dowiem, niech tylko dotrą jej papiery... Mam nadzieję, że tylko za wagary i kiepskie stopnie, a nie za pobicie/kradzież/podpalenie czy inne tego typu uczniowskie rozrywki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz