Pierwszy dzień minął dość spokojnie. W zawodowej lekcja o zaimkach (właśnie powtarzamy hurtem wszystkie części mowy, a w przyszłym tygodniu czeka ich sprawdzian i już widzę, że będzie ubaw po pachy). Czterech uczniów, w tym Misza, który dzielnie robił ćwiczenia i momentami radził sobie o wiele lepiej, niż jego koledzy - bądź co bądź "rodzimi użytkownicy języka". Byłam z niego dumna, bo zadania zdecydowanie wykraczały poza poziom zaawansowania językowego tego chłopaka. Przy okazji swoim zapałem posłużył mi jako pomoc dydaktyczna. Otóż 15 minut po dzwonku wparował spóźniony Danielek - niegłupi gość, tylko z ADHD i szeregiem innych zaburzeń oraz z chronicznym leniem. Dostał kartkę z częścią teoretyczną i ćwiczeniami, a ponieważ zasady w Zoo głoszą, że w przypadku tak znacznego spóźnienia to do nauczyciela należy decyzja, czy wpisać "S", czy zostawić nieobecność, to łaskawie wziął kserówkę i rzucił okiem (kuratorka go rozlicza z realizowania obowiązku szkolnego). Zaraz jednak zawyrokował, że "to jakieś poj***e jest", trudne, on nie umie i nie będzie tego robił. Odparłam spokojnie, że gdyby się nie spóźnił, to usłyszałby część teoretyczną, którą tłumaczyłam na początku lekcji - i odesłałam go do kartki, gdzie i tak było wszystko łopatologicznie wyjaśnione. Danielek naburmuszony zaczął się bawić komórką, ale ja go zignorowałam i spokojnie pracowałam z pozostałą trójką ostrzegając tylko, że jeśli się nie weźmie do roboty, to nieobecność w dzienniku zostanie. Była to dobra strategia, bo Małpiątko przestało być w centrum uwagi, a to już mu było nie na rękę. A kiedy usłyszał, że Misza radzi sobie z tymi ćwiczeniami dość dobrze, to już przecież nie mógł dalej twierdzić, że to przekracza jego własne możliwości. No gdzież, on, taki genialny miałby być głupszy od "jakiegoś Ruska"?! A zatem zakasał rękawy i rzecz jasna poradził sobie świetnie, bo - jak wspomniałam - nie jest głupi, tylko leniwy. Hie hie hie... W efekcie pracowała mi ładnie cała czwórka, za co zostali nagrodzeni pod koniec lekcji plusami (trzy plusy równają się piątce).
A do mojej osobistej klasy przybyła nowa Małpka płci żeńskiej. Na razie siedziała cicho i notowała, bo cóż innego mogła robić? Nikogo nie zna... Ale nie mam złudzeń. Skoro przyjęli ją w połowie semestru to znaczy, że z poprzedniego gimnazjum musiała wylecieć. Jeszcze nie wiem za co, ale się dowiem, niech tylko dotrą jej papiery... Mam nadzieję, że tylko za wagary i kiepskie stopnie, a nie za pobicie/kradzież/podpalenie czy inne tego typu uczniowskie rozrywki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz