W piątek byłam na wizycie kontrolnej - co prawda nie u mojej pani doktor [bo jest na urlopie, ale na poród wróci :)], ale w zastępstwie u innej lekarki, która też pracuje w "zaklepanym" szpitalu. Skończyło się to wycieczką na izbę przyjęć, bo mi brzydkie wyszło KTG zrobione w gabinecie [dla niewtajemniczonych - zapis bicia serca dziecka], a lekarka stwierdziła, że to nie musi oznaczać nic bardzo złego, ale że woli sprawdzić raz za dużo, niż raz za mało. No cóż, trudno nie przyznać jej racji. W szpitalu zrobiono mi po raz drugi pomiar, a że tym razem wyszedł w normie, więc odesłano mnie do domu. Niemniej mam obserwować zachowanie Godzilli i gdybym zauważyła coś odbiegającego od jej zwyczajnego zachowania, to mam się nie certolić i przyjeżdżać. Ta obserwacja może być nota bene dość trudna, bo Hipciolina jest dzieckiem bardzo spokojnym i raczej mało ruchliwym [bidulka pewnie nie ma zbyt dużo miejsca na gimnastykę ze względu na gabaryty...] i musiałaby chyba przez cały dzień nie dać znaku życia, żebym uznała, że to niepokojące. Mamy tylko ubaw ostatnio z Hipkiem, bo mała jest na etapie wystawiania przez brzuch rączek i nóżek. Dosłownie :) Odciski stóp widać niekiedy na powłoce mojej skóry bardzo wyraźnie.
Do minimalnego bezpiecznego terminu zostały dwa tygodnie, więc nadszedł czas na złożenie łóżeczka. Dzielnemu tatusiowi zajęło to może z 15 minut. Teraz sobie stoi [łóżeczko, nie tatuś :)] grzecznie w niebieskim pokoju i czeka na lokatorkę:
Zasłaliśmy póki co łóżeczko kocem, żeby się pościel nie kurzyła - ku wyraźnemu niezadowoleniu Jej Wysokości, przekonanej na pewno, że to legowisko jest specjalnie dla niej. Ale Puma też nie może narzekać, bo dostała wreszcie swoje profesjonalne półeczki, żeby miała gdzie wskakiwać. Każdy kot dla higieny psychicznej potrzebuje dobrego punktu obserwacyjnego nad głowami domowników - oraz azylu, w którym się może schować, jeśli coś przeskrobie lub zwyczajnie ma dość towarzystwa. I to nie są żadne fanaberie, bo po co mieć znerwicowane i agresywne zwierzę, jeśli można problem rozwiązać montując półeczkę pod sufitem?


Ło matko, jak jasno, jak inaczej :) Też czekam na Hipciolinkę i trzymam kciuki,żeby Ci szybko poszło :) A jak już się ogarniecie troszku to ciocia Magulcowa przyjedzie z prezentami :)
OdpowiedzUsuńJaskini nie poznasz, naprawdę bardzo dużo się zmieniło. I oczywiście, że wpadaj do nas, jeśli tylko nie przeraża Cię płacz noworodka :)
UsuńU nas rolę półeczki pełnią szafy i łóżko piętrowe ;)
OdpowiedzUsuńA ja nadal kibicuję i kciuki trzymam :) Jestem Twoim "ultrasem", jak to kibice nazywają ;)
U nas też były szafy, regały na książki - ale teraz króluje szafa przesuwna i żywcem nie ma na co wskakiwać. Dlatego biedny kotek musi mieć swoje półeczki.
Usuń