Prawa autorskie

Wszystkie teksty publikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, wtedy zaznaczam, że jest to cytat. Kopiowanie i rozpowszechnianie treści tej witryny bez mojej zgody jest niezgodne z prawem.

[Dz.U. z 1994 r. nr24, poz. 83]

niedziela, 11 sierpnia 2013

Różności

    Muszę przyznać, że miniony tydzień dał mi ostro po Smoczym zadku. Prowadzenie średnio po 7 lekcji dziennie przy tropikalnym upale zdecydowanie nie mieści się w moim kodeksie BHP. Zresztą, zmęczona byłam i ja, i moje uczennice. Dobrze, że przynajmniej Drybek jest na urlopie i najbliższe zajęcia z nim mam 20 sierpnia, bo gdybym po całym dniu jeszcze musiała wytrzasnąć skądś energię na niego, to po wszystkim Hipek zeskrobywałby mnie z podłogi.
    W nadchodzącym tygodniu robię sobie wolne. Jedziemy z Błotnym Ssakiem na kilka dni do mojego Taty, gdzie aktualnie przebywa też Smoczy starszy brat z rodziną, a po powrocie mam w planach leżenie kołami do góry i odcięcie się od wszelkich zbędnych bodźców. Powiem Wam bowiem coś niezwykle odkrywczego - kurde, jestem jednak zmęczona. Po dziewięciomiesięcznym psychicznym spinaniu się przy tresurze małpek zafundowanie sobie praktycznie całego etatu przy przekonywaniu Bogu ducha winnych innastrańców, że język polski nie jest wcale taki trudny, jak by się wydawało - to jest jednak przegięcie, które zaczynam odczuwać. Co z tego, że lubię tę pracę - bez dwóch zdań jest ona wyczerpująca, a do tego jeszcze dołóżmy niesmocze warunki atmosferyczne, czyli morderczy upał. Odrobinkę to jednak za dużo.

    A jak tam moje dwie ostatnie edukacyjne "ofiary"? Ano przeżyły, mają się dobrze, a na ostatnich zajęciach mnie wyściskały i - ujmując rzecz oficjalnie - wyraziły zadowolenie z efektów mojej pracy :) W przypadku Reginy miałam małe pole do popisu, bo jeśli ktoś na dobrą sprawę dopiero zaczyna naukę, to pewne rzeczy musi po prostu wryć na blachę i brutalnie wyćwiczyć "do zrzygania" - i żadne fajerwerki mu nie pomogą. Co innego w przypadku Janet, z którą można było swobodnie porozmawiać już niemal na każdy temat, a będącą w dodatku osobą ciekawą wszystkiego, kontaktową i - co tu dużo ukrywać - nieprzeciętnie inteligentną. Skoro już jesteśmy przy Janet, to w ramach ciekawostki wypunktuję Wam, czego się o niej dowiedziałam przez te dwa tygodnie wspólnych zajęć:
1) Chcecie dowodu na to, że ma w głowie procesor najnowszej generacji? Proszę bardzo :) Czytać nauczyła się w wieku 3 lat, a po państwowej podstawówce [Primary School] napisała stosowny egzamin i... poszła od razu do college'u, przeskakując dwa etapy edukacyjne [czyli Middle School oraz High School]. Przy takich układach nie dziwi już specjalnie fakt, że obecnie ma dopiero 25 lat, a już jest uniwersyteckim pracownikiem naukowym i lada moment obroni doktorat. Ma niesamowitą pamięć oraz słuch muzyczny, przekładający się rzecz jasna na zdolności językowe.
2) Żeby było ciekawie, to sama Janet miała wszelkie perspektywy na to, by zostać małpką - i wielce prawdopodobne, że w rzeczywistości polskiej tak by się to skończyło. Mieszkała bowiem na zabitej dechami głębokiej prowincji, do podstawówki chodziła w bardzo nieciekawej okolicy, a za kolegów z dzieciństwa robili jej różnego rodzaju dilerzy i inne młodociane bandziorki. Na szczęście jednak ichni system szkolnictwa potrafi wyłapać edukacyjne perełki i to nieważne, jak bardzo zanurzone były w bagiennym mule. Z własnego doświadczenia wiem, że zamiłowanie do ciężkiej muzyki, podejrzanego towarzystwa i mocnych wrażeń nie musi wykluczać zainteresowań ściśle naukowych - ale w powszechnej opinii osoba wyglądająca jak nastoletni gangster nie może być jednocześnie "mózgowcem". Przynajmniej nad Wisłą, bo na szczęście dla Janet za oceanem widocznie patrzą na to troszkę inaczej.
3) Gdyby jeszcze było mało, to u niej w domu też w pewnym momencie zaczęło się dziać nieciekawie, bo po śmierci ojca jej matka znalazła pocieszenie w religii i to w jednym z dość agresywnych wydań. Została mianowicie Świadkiem Jehowy i - jak przystało na neofitkę - od razu bardzo czynnie zaangażowała się w życie swojej nowej wspólnoty, kompletnie wywracając swój dotychczasowy świat do góry nogami. Możecie sobie wyobrazić, czym było dla zbuntowanej, mającej status dziwadła nastolatki mieszkanie pod jednym dachem z matką-fanatyczką religijną... No cóż, Janet poradziła sobie z tym na własny, specyficzny sposób - została buddystką ZEN :)

    Abstrahując od kwestii zawodowych mieliśmy w Pomarańczowej Jaskini wizytę Mag, czyli mojej ulubionej bloggerki literackiej, o której już kilka razy Wam wspominałam. Uwielbiam Nocne Polaków Rozmowy w doborowym towarzystwie :) Stanowczo Mag ma tylko jedną wadę - tzn. mieszka zbyt daleko stąd. Z odwiedzin średnio cieszyła się Jej Wysokość, która z wiekiem robi się w stosunku do Hipka i Smoka trochę zaborcza, ale trzeciego dnia wizyty łaskawie wskakiwała już gościowi na kolana i nawet pozwoliła się kilka razy pogłaskać. Za to Zgredek, czyli nasz mocno wiekowy samochód robił wszystko, by psuć nam plany w najmniej odpowiednich momentach - i trzeba przyznać, że mu się to niestety udawało jak cholera. Jeśli jesteście ciekawi szczegółów, to zapraszam na blogi HipopotamaMagulca, bo z pewnością w niedalekiej przyszłości pojawią się tam wyczerpujące relacje. Bo mnie, no cóż... nawet się o tym pisać nie chce :)
    I tak to Smokowi minął tydzień.

10 komentarzy:

  1. Będzie,będzie relacja, ale już nie dziś. Dziś muszę dopieścić Oskara, na krok mnie nie opuszcza :). Czekam tylko na zdjątka :)i będzie wpisik peanowy ma cześć mieszkańców Pomarańczowej Pieczary-kilogram przytyłam przez Was ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy kilogram osoby z wyższym wykształceniem jest szczególnym dobrem narodowym :)

      Usuń
    2. HAHAHAHAHAHAHAHAHAHA ;) siem usmialem :) ja to juz sobie moge tyc, dobrem narodowym nie jestem...

      Usuń
    3. Może w Hiszpanii też to działa?

      Usuń
  2. Ciekawie u Ciebie jak zwykle :-)
    Miłego wypoczynku życzę !
    Historia Janet na film się nadaje...
    Z jednej strony jej zazdroszczę ale z drugiej jednak współczuję...
    Historia rodzinna jednak nieciekawa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyglądała na bardzo cierpiącą, ale też wiem o niej tylko to, co sama chciała mi powiedzieć. Na pewno w każdym razie umiała znaleźć swoje miejsce w życiu, a to bardzo ważne.

      Usuń
  3. Odpoczywaj duzo, nalezy Ci sie :) Trzeba nabrac sily :)
    a co do Janet, to faktycznie u nas osoba wywodzaca sie z takiego mieszanego srodowiska nie mialaby ciekawergo startu w zyciu. Ludzie by ja zniszczyli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zniszczyć to byłoby ją ciężko, za silna osobowość. Ale sądzę, że w Polsce zostałaby Małpką-gangsterką.

      Usuń
  4. Mam nadzieję, że sobie odpoczywasz, bo należy Ci się!


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano staram się z całych sił odpocząć i choć trochę naładować baterie. Do szczęścia brakuje jakiejś wycieczki do zabytkowego zamczyska albo chociaż szlacheckiego dworku.

      Usuń