Pragnę uspokoić wszystkich moich Czytelników, że nic złego się u mnie nie stało. Po prostu - siedzę przez większość czasu [choć z przerwami] w Pomarańczowej Jaskini na L4, więc nie doglądam małpek i nic się nie dzieje. To o czym mam pisać? Obiecałam przecież solennie, że nie będę Was zanudzała samym faktem mojej ciąży, a to siłą rzeczy u mnie teraz temat numer jeden, który steruje całym moim życiem.
A od konsekwencji "stanu błogosławionego" nie ma już żadnej ucieczki. W sumie to co mogło wyjść po skrzyżowaniu Smoka z Hipopotamem? No przecież nie malutka kruszynka... Hipciolina powinna obecnie ważnyć tak gdzieś w granicach 1800g, a skubana ma już 2400... Przy czym dalej ona tyje, a ja chudnę. No i już jest zwarta i gotowa do wyjścia, choć został jej ponad miesiąc. Pani doktor orzekła, że mogę urodzić w każdej chwili - no i wylądowałam z początkiem czerwca na przymusowym L4. Nie muszę leżeć plackiem, ale mam się oszczędzać, wypoczywać, zero wysiłku, bla bla bla. Świetnie, super, akurat wtedy, kiedy jest zakończenie roku - a świadectwa i arkusze ocen to mi chyba krasnoludki machną...
W tym roku zresztą małpki-leserki mają farta, jeśli chodzi o język polski. Mianowicie puściłam naprawdę kogo się tylko dało, tzn. również tych uczniów, którzy normalnie nie mieliby co liczyć na dopalacze, tylko zdawaliby egzaminy poprawkowe lub klasyfikacyjne. Czemu tak złagodniałam? Nie chcę swoją obowiązkowością obarczać innych polonistek. Przecież jasne, że ja raczej nie będę siedziała w komisjach egzaminacyjnych - może klasyfikacyjnych to jeszcze [bo to w czerwcu], ale poprawkowe są pod koniec sierpnia, kiedy już będę dawno na macierzyńskim. Wyglądałoby to tak, że ja poulewam, a pierniczyć się z tym będą inni. No to bez chamstwa... Dawałam więc enkaele i jedynki raczej w takich przypadkach, kiedy małpiątko dostawało negatywne oceny w ilości hurtowej, czyli i tak bez szans na jakiekolwiek egzaminy poprawkowe. Wyjątkiem jest jeden bezczelny typek z trzeciej zawodowej - mieliście go już okazję poznać, chodzi o Kamila, którego kiedyś przepytywałam z wiadomości o hymnie. Wyjątkowo niesympatyczny i roszczeniowy kawał żłoba, który teraz jest święcie przekonany, że z racji uczęszczania do trzeciej, ostatniej klasy, to on już naprawdę nic nie musi, a to jest w końcu taka szkoła, że mu wystawimy pozytywne oceny, bo mu się należą i już. Pierwsze półrocze zaliczył nawet na tróję, ale w drugim zwyczajnie przestał przychodzić - pojawił się dosłownie dwa albo trzy razy. No to jak miałam go niby sklasyfikować, skoro otrzymał tylko jedną ocenę cząstkową? A zatem ma skubaniec egzamin klasyfikacyjny z polskiego. Ciekawe swoją drogą, czy się na niego pofatyguje, bo może jest przekonany, że nie musi :)
No i tak to... Z końcem czerwca zostanę wywieziona z Jej Wysokością do mamy na wieś, a w Pomarańczowej Jaskini zaczyna się remont. W związku z tym przestanie być tu aż tak pomarańczowo, bo Hipciolina powinna dorastać jednak w otoczeniu bardziej stonowanych kolorów. Choć jej pokoik i tak się machnie na tradycyjny, niemowlęcy kolor, czyli niebieski. Łóżeczko i komoda z przewijakiem już czekają cierpliwie w piwnicy na zmontowanie, a "dziecięce BMW" [czyli wózek] na pierwszą jazdę. W ogóle to wszystko czeka - choć to mam nadzieję jednak jeszcze dopiero za miesiąc.
No popatrz, w takim razie oboje chudniemy :D a ze Hipciolina to #1, to mnie wcale nie dziwi, wszak to pierwsza ksiezniczka, a potem zobaczymy. Ty sie tu nami nie przejmuj, tylko od czasu do czasu wrzuc jaka kobylke i juz. Jestem zywa. Ledwo. Ale Ok. i po temacie :)
OdpowiedzUsuńNie lubię gadać po próżnicy. I tak pewnie po narodzinach Hipcioliny zawieszę bloga, bo przecież nie będę Wam truła o zupkach, kupkach etc.
UsuńPamietaj, ze grozby sa karalne :) Nie chodzi o to, zebys nam zdawala relacje z zycia Hipcioliny, tylko zebysmy wiedzieli, ze u Was wszystko ok. Bo jak nie, to zaczne wydzwaniac :D
UsuńNo właśnie, groźby są karalne :) Poza tym mam tu Hipa i nie zawaham się go użyć :)
Usuń