Olga Rudnicka, Diabli nadali, Warszawa 2015
Druga odsłona "Czytelni Dragonki". Tym razem coś w bardziej przyziemnym stylu - lekki kryminał w stylu Joanny Chmielewskiej. Ciężko recenzuje się takie książki, bo trzeba dokonać umiejętnego balansu. Z jednej strony jakoś lekturę przybliżyć, a z drugiej jednak nie napisać zbyt wiele, by nie zepsuć czytelnikowi intrygi, która jest istotą tego gatunku literackiego. No cóż, mam nadzieję, że mi się to uda...
Ameryki nie odkryję pisząc, że - zgodnie z właściwą konwencją oraz sugestią okładki - prawie od razu na wstępie mamy trupa. Denat to Dagmar Różyk ["Prawdziwie zbójeckie nazwisko!" - jak skomentowałaby Mała Mi z "Muminków"] - szef działu promocji, znaleziony przez sekretarkę z przestrzeloną głową w swoim gabinecie. Za życia nie był aniołem - stąd zresztą nazywany był powszechnie w firmie Diabłem - a zatem bardzo wiele osób miało dobry powód, by wyprawić go na tamten świat. Pierwszą podejrzaną wszelako zostaje wspomniana już sekretarka Monika, która według wszelkiego prawdopodobieństwa jako ostatnia widziała szefa żywego. A ponieważ jest niewinna i kryształowo czysta, to z pomocą młodego, zakochanego w niej policjanta Mateusza usiłuje nie tylko oczyścić się z zarzutów, ale i rozwikłać zagadkę śmierci Różyka.
W tej książce mamy zdaje się wszystko, czego należałoby wymagać od dobrego kryminału. Zagadkowy trup - obecny. Sympatyczna, uroczo kobieca główna bohaterka, która jednak jest na tyle inteligentna, że da się ją polubić - jest. Dzielny policjant niczym rycerz na białym koniu pragnący wybawić ją z opresji, a przy okazji poderwać [oczywiście mając jak najbardziej uczciwe zamiary] - melduje się posłusznie. Do tego dorzucono szereg barwnych postaci drugolpanowych, w rodzaju wyjątkowo antypatycznej zastępczyni Różyka, czyli Zdziry - albo braci Moniki, którzy nie są nawykli do myślenia, ale za to bardzo chętnie dadzą po mordzie każdemu, kto chciałby skrzywdzić ich "małą siostrzyczkę". Fabuła zawiera zaskakujące zwroty akcji [że tak ucieknę się do tego wyświechtanego frazesu... :)], nie jest nużąca, a cała historia na tyle prawdopodobna, że nie wymaga stukania się czytelnika w czoło z niedowierzaniem co kilkanaście stron. Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to retrospekcje - czyli wycieczki fabularne w przeszłość - które nie są moim zdaniem wprowadzane dość czytelnie, przez co na początku trudno się połapać, czy opisywane właśnie wydarzenie zdarzyło się w literackiej przeszłości, czy dotyczy spraw bieżących. Ale do tego "idzie się przyzwyczaić", choć mnie zajęło to tak z pół książki...
Mówiąc zwięźle - jeśli ktoś lubi łyknąć przed snem lekki, ale niegłupi kryminał, to szczerze polecam. Intryga wciąga, całość dobrze się czyta, można jednak swobodnie przerwać lekturę i wrócić do niej w stosownej chwili. Szkoda tylko, że książka nie została porządniej wydana [w choć trochę sztywniejszej okładce!] - bo dobrze nadawałaby się na świąteczny prezent. A tak to...

Rudnickiej jakiś czas temu przeczytałam wszystko, co było dostępne ;) "Diabli" czekają na półce na swoją kolej.
OdpowiedzUsuńPolecam "Natalii 5" i kolejne dwa tomy. Lekkie, łatwe i przyjemne. Miał sobie ojciec 5 córek, każdą z inną matką, każdej z osobna dał na imię Natalia i swoje nazwisko. 5 Natalii Sucharskich spotyka się pierwszy raz w życiu na odczytaniu testamentu ojca...
Do przeczytania jest jeszcze "Cichy wielbiciel"- jedna z pierwszych książek, poruszająca problem stalkingu w Polsce. Reszta twórczości- niekoniecznie, ale jak się szuka dobrego czytadła- mogą być. Chociaż czasem rozwiązania fabularne powalają nieprawdopodobieństwem.
cytrynka
O proszę :) To ja tej autorki do tej pory w ogóle nie znałam. No ale ja mam skandaliczne braki w literaturze najnowszej. Co innego staropolszczyzna :)
UsuńNa tę "Natalię" chyba się skuszę.
"Natalii 5"
OdpowiedzUsuń"Drugi przekręt Natalii"
"Do trzech razy Natalie"
Skuś się. Wydania nie powalają, ale możesz sobie zażyczyć od mikołaja pod choinkę. Salwy śmiechu gwarantowane. Moje "Natalie" poszły "do ludzi" i jakoś nikt się nie chce przyznać, kto pożyczył... Co w sumie samo w sobie jest jakąś rekomendacją ;) Bo gniota nikt na półce nie postawi, żeby zbierał kurz, prędzej odda nieprzeczytaną...
cytrynka
Pod choinkę już sobie zażyczyłam trylogię "Niezgodna" [tu przyznaję się bez bicia - film mi się spodobał i dlatego mam ochotę na książkę]. Ale jakoś dotrę i do "Natalii". Są inne święta, są biblioteki. Damy radę :)
Usuń"Niezgodnej" nie czytałam, choć mam w domu. Z tego nurtu zaliczyłam "Igrzyska śmierci" i "Więźnia labiryntu". Młodszy (obecnie trzecia gimnazjum) lubuje się w literaturze postapokaliptycznej dla nastolatków. Przeczytał i stwierdził, że seria Gone jednak lepsza... A przy głośnym "Jutro" Marsdena utknął przy czwartym tomie i stwierdził, że chyba mu się przejadło...
Usuńcytrynka
Oj, uśmiałam się na tym, teraz Mamę zarażam, a o cyklu "Natalii" już się naczytałam i nasłuchałam i wiem,że łyknę to jak młody pelikan.
OdpowiedzUsuń"Diabła" nabyłam i tak z Twojej rekomendacji, moja ulubiona blogerko literacka :)
Usuńczerwono mi ;)
Usuń